Nic ważnego

Nie jestem fanką dzielenia się mądrymi cytatami, jednak muszę Wam coś przytoczyć: “To piękna rzecz przepierdolić kawał życia. Tę jedną, jedyną rzecz, którą się dostało. Na to trzeba mieć gest. Nie można być ściubolem, co to liczy każdą godzinę, że to trzeba tak, a to trzeba tak. Życie to w końcu strata jest.”

Często daję się wtłoczyć w poczucie winy, że “lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło wcale”. 

Ja nie robię dużo.

Mogłam spróbować żyć za granicą.

Mogłam zwiedzić więcej świata.

Mogłam zrobić remont.

Mogłam narysować komiks.

Mogłam pójść na imprezę.

Mogłam “ogarnąć się” i więcej popracować. Zrobić fajniejszy projekt. Zarobić więcej pieniędzy. Wziąć udział w konkursie. W szkoleniu. 

Rośnie frustracja wynikająca z różnicy pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. Bo trzeba być dzielnym, realizować się, dopisywać sobie kolejne zajęcia, hobby, obowiązki, cele. Trzeba pokazać zdjęcia ładnego mieszkania na instagramie, kawy z serduszkiem, świetnej zabawy z grupą przyjaciół, podyskutować o książce, wystawie, ciekawej podróży. “Zacieszać”. Nie zrzędzić. Nie patrzeć bez sensu w grzejnik przez 15 minut. Nie przewijać bezmyślnie komórki przez pół godziny.

9d3d8641850331-57b6a2222b148

Zamiast tego siedzę sobie w warszawskim bloku, przewijam fejsa, albo oglądam serial. Nawet nie to, że cziluję sobie z pięknymi widokami za oknem i twórczo odpoczywam ciesząc zmysły spokojem. 

Mijają sekundy, minuty, godziny niewarte wspomnień, uciekające w pustkę. Świat krzyczy “marnotrawstwo”, to se ne vrati.

Stwarzanie pozoru, że wszystko jestem w stanie zmieścić w swoim życiu, zrealizować każdy plan, który mi przyjdzie do głowy, rozciąganie siebie do granic, “popracować, posprzątać, ugotować, załatwić bank, załatwić mechanika, narysować, spotkać się, być najlepszą koleżanką, ciocią, siostrą, wyjechać w piękne miejsce, nawet odpocząć tak, jak wyobrażamy sobie odpoczynek, z widokiem na las albo morze, chociaż na czystej kanapie z mądrą książką”.

Zaakceptuję, że mam zlew pełny garów i nie mam siły już pozmywać. Że trzeci tydzień czytam jedną książkę, bo nie mam siły po pracy na śledzenie liter. Że nie każdy dostanie odpowiedź na maila po pięciu minutach. Że nie będzie mi się chciało pójść na piwo. Że zmiana kraju zamieszkania wydaje mi się bardzo trudna. 
Może każdy ma prawo być słabym. 

Happy people

Po “zrywach” szczęścia, towarzyskości, “radosności”, zazwyczaj następują u mnie długie milczące doły, urozmaicone zagłębianiem się w depresyjne filmy i muzykę.

Leży sobie taki strzępek na kanapie, ogląda z projektora “Closet monster“, wyskrobuje popcorn ze szczelin sofy, od rana słucha Toma Odella albo Radiohead. I cierpi dramatycznie. Rysuje smętne obrazki. Albo nie rysuje wcale “bo to nie ma sensu i ma za mało talentu”.

39

Może dlatego tak rzadko chodzę na imprezy, do przyjaciół, “do ludzi”. Za każdym razem jest to odchorowywane “kacem”, jakbym musiała zapłacić za ten wysiłek w towarzystwie. 
Wielokrotnie postanawiałam sobie, że będę bardziej otwarta, miła, wesoła. Rekordowo wytrzymuję w tym postanowieniu może dobę. 

Jeśli mnie kiedyś potkasz i będę “do rany przyłóż”, a następnego dnia nastąpi reset i jedyne, co wyduszę to “cześć”, nie miej do mnie żalu.

Nienajlepsza wersja siebie

Jestem leniwa. Bywa, że nie sprzątam przez tydzień. Albo dwa. Bywa, że wagaruję w pracy. Że nie chce mi się umyć włosów i wkładam czapkę. Że mam zaniedbane paznokcie. Że zjem czipsy na kolację. Że odwołam spotkanie, bo mi się nie chce. Że nie dotrzymam obietnicy. Że zapomnę o urodzinach. Że nie jestem asertywna, tylko wyrzucam z siebie jak leci. Albo, że się obrażę. Nie wszystkich ludzi lubię, często czuję się niekomfortowo w towarzystwie pewnych siebie i przebojowych. Na imprezach sprawdzam instagrama, bo boję się zagadać. Rzucam głupimi żartami, które wbijają szpile. Trudno mi się głębiej z kimś zaprzyjaźnić, bo boję się, że mnie odrzuci. Relaksują mnie newsy o Kim Kardashian. Robię sobie selfie, których nie wrzucam, żeby sprawdzić jak naprawdę wyglądam, bo zapominam. Bardzo źle przechodzę PMS.

tumblr_oci5vubh8s1vcdl4po1_1280

Jestem pracowita. Potrafię się zmobilizować i dotrzymywać zobowiązań. Nie spóźniam się. W miarę regularnie ćwiczę. Codziennie zmywam makijaż i nie zasnę be umycia zębów. Dobrze gotuję. Pokonuję strach przed spotkaniami i wychodzę do ludzi, nawiązuję rozmowy. Potrafię rozładować sytuację dowcipami. Selekcjonuję znajomości i potrafię odrzucić destrukcyjne. Dużo rysuję, mimo, że mam dużo pracy. Dużo czytam i oglądam dobre filmy. Od trzynastego roku życia regularnie prowadzę dziennik. Nie liczę zbytnio na innych i sama potrafię o siebie zadbać, nie przerzucam na nich moich problemów i cierpień. Nie oczekuję od ludzi, że będą wokół mnie orbitować. Nie plotkuję. Jestem lojalna. Mam spoko figurę. Jestem zadowolona z tego co mam, nie zazdroszczę. Życzę innym dobrze. Lubię moją rodzinę i przyjaciół, akceptuję wiele ich słabości. 

W dobie kołczy, poradników, motywacyjnego bulshitu, haseł “kochaj siebie” mówionych do lustra, oderwania od rzeczywistości, narcyzmu, “wybitnych jednostek”, mam swoją receptę na codzienność. Znaj siebie. Pozwól sobie na przeciętność i na słabość. Walcz z tym, z czym Ci źle.

Darmowy coaching tylko tu.

Demos i Kratos

Kiedyś, dawno dawno temu, kiedy uznałam, że mam za mało obowiązków na głowie, poza pracą na pełny etat i nowym związkiem, zapisałam się na studia międzykulturowe (ambitny plan poszerzania horyzontów).

Pamiętam taki przedmiot “teoria cywilizacji”. Zajęcia prowadził profesor uparcie zawieszony na Huntingtonie i jego zdaniu “Wschód to Wschód, a Zachód to Zachód” (i nigdy się nie spotkają).

W skrócie- chodziło o to, że przez Eurazję przebiega mentalna granica oddzielająca dwie cywilizacje (tak bardzo z grubsza).

W owym czasie miałam na taki stan rzeczy głęboką niezgodę, w mojej głowie jawiło się to raczej jako stopniowe przechodzenie, gradient, którego odcienie szarości przypadały właśnie na Polskę. Wydawało mi się, że jesteśmy “pośrodku”.

16

Do rzeczy- 10 lat minęło, to dużo i mało. Dziś absolutnie wierzę, że nie pokonaliśmy bariery, nie jesteśmy żadnym Zachodem, w najmniejszym stopniu. Że jesteśmy dokładnie taką samą “demokracją” jak Chiny czy Rosja, tylko w śmiesznej, małej, środkowoeuropejskiej skali, mamy ten sam brak zrozumienia czym demokracja jest.

Statystyczny Polak “rządy ludu” tłumaczy jako “dyktaturę większości”. Większość ma władzę i sobie za mordę trzyma całą resztę. Nie uwzględnia, że ta mniejszość to w takim samym stopniu ów “lud”, nie dopuszcza do żadnej dyskusji. A proszę Państwa- demokracja to pluralizm, demokracja nie tylko “toleruje” ale i szanuje “inne głosy”. Demokracja polega na tym, że umawiamy się, że pomimo różnic, staramy się aby wszystkim żyło się dobrze, że wszyscy są obywatelami, nie tylko ci, którzy akurat zagłosowali na partię u władzy. 

Władza nie jest na zawsze, dlatego Zachód umówił się, że wartości takie jak “wolność”, “równość” i “braterstwo” (solidarność z tymi, którzy są w innej sytuacji niż my), to wartości “europejskie”.

I teraz zastanówmy się jak te wartości mają się do tego co się obecnie w naszym kraju i w naszych głowach dzieje.

Dyktatura większości to nadal dyktatura. “Robię co chcę” bo “suweren” (ale przecież nie jako całość) dał “prawo”.

Mentalnie to my jesteśmy Wschód i nic tu nie zmieniają pociągi pendolino, autostrady i supermarkety. W Kazachstanie też mają Starbaksa.

Suma wszystkich dni

Bardzo lubię podsumowania. 

Siadam rano do laptopa, kiedy cisza i spokój, bateria chusteczek rozrzucona niczym miny w przypadkowych miejscach mieszkania, koty śpią w strategicznych lokalizacjach wokół kaloryferów, Warszawa ma kaca, a ja mam katar.

Wszyscy narzekają, że 2016 był straszny, i pewnie dla polityki, świata, w globalnej skali był.

Dla mnie to rok porządków w życiu. 2015 złoił mi skórę podstępnie i wstrętnie. Szesnastka to czas budowania, naprawiania, odnawiania.

Przede wszystkim zaczęłam rysować. A raczej po latach wróciłam do tego. 

Wcześniej zajęta “rozwojem zawodowym”, kolejnymi podróżami, spłacaniem kredytów, zapomniałam o tym, co dawało mi zawsze odskocznię. 

Wiem, że dzieje się to wszystko w wielkim chaosie, sama nie jestem pewna, w jaką stronę zmierzam, nie mam jakiegoś planu, intuicyjnie przelewam na papier codzienność i myśli, z zaskoczeniem odkrywając, że ktoś to ogląda, komentuje, kibicuje.

02

Fajnie mieć ponad 30 lat i odkrywać w sobie stabilizację, pozwalać na spokojny rozwój, nie przymuszać się już do żadnego wyścigu. 
Mam kilka postanowień, szczególnie dotyczących “bloga”. Piszę w cudzysłowie, bo nie wiem do końca w co się zamieni ta strona. 

Na początku miało być to coś w rodzaju internetowej galerii prac, ale stopniowo przekonuję się do innej formy komunikacji, ponieważ Facebook nieźle mnie wyręcza w łatwości prezentowania rysunków.

Z jednej strony myślę o komiksie, z drugiej o malowaniu obrazów i na razie rozgałęziam się bez planu.

2017, bądź owocny!

Old photos

So I was checking old photo albums, looking for pictures I could use for my mom’s birthday present.

I ended with some more ideas for drawings and thoughts about parenthood, childhood, memories.

I’ve always imagined that a person is adult, when they stop thinking what mother would say about them. For some time now my attitude towards my parents has changed a lot.
I used to have many claims about their behaviour, for a long time I was hurt, remembering what they did wrong. After years of thoughts and work, forgiveness day has come. They didn’t ask for it, it just happened. Not in words, just in my mind, but I felt really relieved.

I’ve learned to see them not as my guardians, but as people that in my age had 3 children. When I stopped awaitening parenting care from them, I finally felt like an adult person.
When you separate all this expectations of a child, it leaves just two people, who did mistakes and had their bad sides. Like I do and like I have.
As an adult I gave my inner child what it needed. So it left me with a peace.

194

195

 

Postcards

I present you some sketches that are very personal.

I like to remind myself vacations, nice weekends, time spent on the beach or in restaurant, by making this drawings. This is me and my girl.
For me it’s a form of a postcard, that stays with me years after trip and when I’m looking at it I feel summer, sand, wind, heat, taste of food and sound of music.

A little world with what’s important.

63

64

68

10

17

19

It’s time to say hello

av

A few words about me.

I’m interior designer by day and I’m drawing, painting etc.. by other day. In fact almost every day 😉

Usually it looks like this: I wake up, have some yoga excercises (for my bad backbone), then a cup of coffee with some music in my headphones.
Then the process of drawing starts. 
I usually draw things that somehow I feel passionate about. But sometimes these are dreams, or something that inspired me: a photo, movie or a book.

I hope you’ll enjoy this “blogish” thing I’m running.