Miłość

Jutro Walentynki. Przeczytałam niedawno, że podczas pocałunku, świeżo zakochana osoba ma tyle serotoniny, co mózg kogoś z zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi. 

Bez większych ceregieli: walentynkowe kartki.

47

48

Bajka

Wychowałam się na rosyjskich baśniach. Pamiętam grube książki z ładnymi, realistycznymi ilustracjami. Strony pomazane przeze mnie i moje rodzeństwo kredkami.

Opowieści miały przedziwne morały, zawsze mnie zaskakiwała niesprawiedliwość tych historii. Głupi Iwanuszka szczęściem wygrywający życie. Żebrak bez rozumu zdobywający fuksem bogactwo. Gotowane na wolnym ogniu i pożerane dzieci. Mądre żony idiotów wyposażające ich w różne atrybuty, które pomagają im przeżyć. Okrutni rodzice wysyłający swoje potomstwo na śmierć. Głód. Rozbójnicy. Zamieć.

272a5d41454965-57a6ed44d76fe

Do kompletu w tamtych czasach krążyły baśnie braci Grimm, nieokrojone cenzurą, pozostawiające w naszych umysłach koszmary nocne. Ludożerców i obdzieranie ze skóry. Ćwiartowanie, siekanie i duszenie.

W czasach wczesnej podstawówki zaliczyłam również spotkanie z Thorgalem (oraz Szninklem, którego zupełnie nie zrozumiałam). Także nagość i przemoc od dziecka sączyła się do mózgu. 

aa858e41454965-57a6ed44d7002

I wiecie co, nie czuję się znieczulona. Wręcz przeciwnie- będąc dorosła, bardzo trudno mi się patrzy na krwawe sceny na ekranie. Styczność z obrazkowym seksem może uchroniła nas od pruderii, nauczyła co to ciało w czasach, w których nie było czegoś takiego jak wychowanie seksualne (czy tam do życia w rodzinie, chociaż to akurat pewnie nie pomaga).

Nie wiem czy to dobra lekcja- że przemoc jest bezsensowna i niesprawiedliwa, że biedni umierają z głodu, a głupi zyskują bogactwa. Z pewnością ta o dobrodziejstwach posiadania mądrej żony jest przydatna.

8058b341454965-57b016a46b8b2

Kiedy patrzę na moich znajomych, którzy dziś są rodzicami, wydaje mi się, że jest im o wiele trudniej niż naszym matkom i ojcom. Oglądałam z tatą “Terminatora” w wieku ok 8 lat i nikt się nie dziwił. W wieku 9 lat sama przeczytałam całego “Władcę Pierścieni”. Nikt nie pilnował, które książki są dla nas właściwe. Stały na półce, to braliśmy. Bawiliśmy się w mordowanie, to udawaliśmy, że się zabijamy. Nikt naszych rodziców nie oceniał, żaden ekspert im nie mówił, że są niewydolni wychowawczo, nikt nie zastanawiał się nad naszą psychiką, lękami.

Nie jestem fanką narracji “sentymentalnej” pt. “za moich czasów było lepiej, wyrośliśmy na ludzi”, “pętaliśmy się do nocy po podwórku z kluczem na szyi, dostawaliśmy pasem, jedliśmy chleb z cukrem i wszystko z nami ok”, itd.

46a78941454965-57b016a46be2d

W sumie to zazdroszczę trochę dzisiejszym dzieciom, że mają tyle uwagi, miłości i troski. Patrzę jak wyrastają na fajne, niezakompleksione, pewne siebie i asertywne osoby. Takie, które mają świadomość, że nie wolno męczyć zwierząt, że mrówka czuje, że kot może nie mieć ochoty na zabawę.

Cały ten wywód wziął się z tego, że znalazłam kilka powyższych rysunków, wykonanych kilka miesięcy temu. Inspirowały mnie właśnie stare ilustracje baśni z lat dziecięcych.

Lubię

Mały słownik rzeczy ulubionych.

Najbardziej lubię siedzieć rano w mojej yukacie przywiezionej z Japonii, pić kawę z mlekiem do porannej gazety.
Poranki mam bardzo ciche i spokojne, żona śpi do późna, koty, jak się im da paszy, zalegają na grzejnikach i poduszkach. Często w piżamie/ dresie wyskakuję po gazetę i wracam pod koc.40

W maju mam urodziny, mój miesiąc idealny, nawet deszcz mi nie przeszkadza jeśli się zdarzy. Odzyskuję energię, dużo wagaruję, chodzę nad Wisłę, do lasu.41

Piwonie odurzają jak muzyka. Posłuchajcie.42

O ile jest taka możliwość, chodzę na łyżwy w każdy weekend. Lodowisko mam dosłownie pod domem, urząd dzielnicy otworzył darmowe pod szkołą. Najlepiej jeździ się rano, jestem wtedy często sama, inni śpią.43

Rzadko się mocniej umaluję, zaraz wszystko zjadam i rozmazuję. Ale bardzo lubię “coś ze sobą zrobić” na wyjście.

W prezentach czasem dostaję małe zawieszki lub naszyjniki. Jestem bardzo przywiązana do faktu, że coś wisi mi na szyi.44

Szafa

Przedstawiam Wam gotowy przepis na to, jak bezproblemowo, bez dramatu, potu i łez wyjść z szafy i do niej nie wrócić.

Powodów aby to zrobić jest mnóstwo. Od samotnych świąt w otoczeniu cioć i babć dopytujących się o “kawalera” na horyzoncie, po wykluczanie się samemu z najróżniejszych towarzyskich eventów, niezręczne akrobacje językowe w rozmowach w pracy, przedziwne przemykanie się byleby ktoś nie zagadał o te wakacje, na których właśnie byliśmy.

Życie w stresie, w tajemnicy jest nie tylko niezdrowe dla psychiki, również nie działa pozytywnie na Wasz związek, poczucie “ukrywania się” sprawia, że sami wrzucamy się w rolę kogoś kto robi coś złego, coś perwersyjnego.

Szczególnie ciekawie wygląda to na fejsbuku, gdzie widzę kontrast między znajomymi “wyoutowanymi”, a tymi, którzy się ukrywają.

Trochę straszno, trochę śmieszno, kiedy widzisz zdjęcia z wakacji z jedną osobą na nich, jakieś neutralne statusy o wizytach w knajpach (samemu). 

Wiem, że są introwertycy, którzy nie dzielą się niczym, bo im tak dobrze, bo nie mają potrzeby pokazania jak leżą pod palmą, spędzają urodziny, czy piją wieczorne winko. I ok, jeśli to wynika po prostu z osobowości, niezależnie od orientacji. Wielu z nas ma jednak odruch społecznego przeżywania szczęścia i to właśnie, mimo krytyki, dają nam media społecznościowe. Ja sobie myślę, że to musi nieźle dławić, kiedy siedzi w Tobie chęć podzielenia się czymś, pokazania jakiegoś skrawka swojego życia, kawałka radości lub smutku z codziennych wydarzeń, i tak się cenzurujesz, że nie przechodzi Ci to przez gardło (lub klawiaturę).

Recepta: wywalić lub zablokować osoby, które mogą nam zaszkodzić. Są opcje w ustawieniach, gdzie wiadomo kto co widzi. 
Inna sprawa jest taka, że najczęściej mylnie osądzamy stan rzeczy. Przeważnie wygląda to tak, że ci ludzie (co do których mamy pewność o ich homofobii), kiedy się o tym dowiedzą, nie są w stanie powiedzieć nam tego wszystkiego w twarz. Twardziel w internecie, dupa w prawdziwym świecie. Życie sensacji jest krótkie i po dwóch tygodniach zazwyczaj już nie ma tematu.

31

Drugim punktem jest naturalność tego jak my się z tym wszystkim zachowujemy. 

Ponieważ w większości nie mamy napisanego na czole “HOMO”, coming outu dokonujemy codziennie, w każdej możliwej sytuacji, gdzie jesteśmy “nowi” towarzysko. Dużo łatwiej by było, gdybyśmy byli pomalowani na zielono, wyjaśniłoby to wiele z góry, a na ulicach zrobiłoby się wiosennie niczym na irlandzkim pastwisku.

Nie każdemu trzeba od razu składać wielkie wyznania, tłumaczyć się dlaczego tak jest i najlepiej od razu załączać stos fachowych opracowań na temat homoseksualizmu.

Najlepszą robotę odwalają proste, krótkie, oczywiste komunikaty, z którymi nie zostawiamy pola dyskusji. Bo ja nie pozwalam innym rozważać mojego związku, wyborów i życia. 

Wystarczy powiedzieć “byłam z dziewczyną na wakacjach”, “mój chłopak tez świetnie gotuje”. W 50% rozmowa idzie dalej, powiedzmy w 49% padnie pytanie: “masz dziewczynę/ chłopaka?” (na które odpowiadamy twierdząco i to wystarcza), w 1% ktoś będzie dalej wyciągał temat i jedyne, co można zrobić to mu powiedzieć, żeby sobie doczytał, jeśli odczuwa tematem jakąś fascynację.

Nie tłumaczymy się z naszego życia. Hetero nie pytają nas, kiedy i z kim mogą się spotykać. Na jakich warunkach i w jakich układach. 

I wiecie co, kiedy jest w danym środowisku przejrzysta sprawa, dużo się zmienia w świadomości ludzi. Mniej pozwalają sobie na homofobię, na durne teksty, na szykany.

A jeśli rzeczywiście macie wokół siebie wściekle nienawistnych ludzi, to- kaman, have some self respect, czas zmienić towarzystwo. Nigdy nie zrozumiem otaczania się ludźmi, którzy nami gardzą, jak coś mi śmierdzi to wychodzę, a nie wdycham. 

Nie jestem niczyją mamą ani terapeutką, aby go uczyć kultury i empatii.

Media społecznościowe dają nam wielką szansę na coming out. Zamieszczamy jedno zdjęcie z “Misiakiem/ Misiaką” i niech sobie pogadają kilka dni- tygodni, a zdziwicie się ile dodatkowo otrzymacie wsparcia.

I co ważne- to wszystko trzeba zrobić szybko, nie wolno dusić się latami w “tajemnicach” i “sekretach”, bo staje się to dużo trudniejsze. I najgorsze jest potem odkręcanie kłamstw.

Tako rzecze ciocia dobra rada.

It get’s better.

Moonlight

Dziewczyno, jeśli miałaś szczęście (bądź pecha) być nastolatką w barwnych latach 90-tych, na pewno oprócz niewątpliwych uroków grandżowych flanel, boysbandów, nagrywanych kaset magnetofonowych oraz wideo, ruskich gierek a’la tetris czy wyścigówki, o rozlewających się ekranach, mody na mulinę w warkoczykach, na pamiętniki “złote myśli”, kalendarzy nastolatka, Bravo Girl i Jeziora Marzeń, dopadła Cię w jakimś stopniu Czarodziejka z Księżyca.

Nie wiem, jakie otumaniające podprogowe przekazy Japończycy włożyli do tego serialu, ale zarówno w Polsce, jak i na świecie, dziewczynki w wieku 12-18 lat dotknął absolutny szał.

Co tu dużo mówić- gdyby nie Sailor Moon, całkiem możliwe, że ja nigdy bym nie zainteresowała się komiksem, a z rysowania po prostu bym “wyrosła”. 

Najgorszą karą był szlaban na odcinek (w sumie mało skuteczną, bo zastępy koleżanek zaraz po epizodzie- który zresztą nagrywały na kasety video- dzwoniły ze szczegółowym streszczeniem). 

26

Ja przepraszam bardzo- ja pisałam LISTY (takie papierowe) z innymi fankami z całej Polski, jak również ze świata (miałam koleżanki z Hiszpanii, Luxemburga, Stanów, a nawet z Japonii).

Wysyłałyśmy sobie rysunki, kserówki obrazków (internet był raczkujący, więc jakikolwiek magazyn ze zdjęciem Czarodziejek był zmaltretowany w punktach xero). Kolportowałyśmy między sobą kasety magnetofonowe z piosenkami z serialu (jakim cudem to przedostało się z Japonii, przecież bez torrentów, tego nie wiem, sieć dilerska jest tajemnicza, niezbadana i nieskończona).

Jedne były “team Mamoru”, inne “team Three Lights”, jeszcze inne “team Haruka”. No ludzie, Haruka! Ryczałam jak nienormalna, przewijając w kółko scenę śmierci Sailor Uranus i Neptun.

Serial się skończył, moje Moonies pracują dziś w korporacjach, szpitalach, mają własne firmy, są redaktorkami, rysowniczkami, naukowcami na uniwersytetach. I tylko kiedy mignie mi na Fejsbuku jakiś plecaczek z Luną, powstrzymuję się, aby nie kliknąć “kup teraz”.

1 dzień

Tylko tutaj, szok i niedowierzanie, niepowtarzalne materiały, exclusive, włączcie parental protection, mokry sen Krystyny Pawłowicz, Wasze życie nie będzie już takie samo, seks, rozpusta, podejrzane substancje.

Dzień z życia jałowego związku. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

 

7:00. Niezidentyfikowane narkotyki.

03

7:20. Szatańskie ćwiczenia jogi.

04

8:00. W tym internecie to pewnie same bezeceństwa.

05

8:30. Twórczość promująca homoseksualizm.

06

10:30. Dziki seks na pobudkę.

07

11:00- 18:00. Dzień poświęcony na dywersję państwa polskiego pod przykrywką pracy biurowej

11

19:00. Kolacja z wrogich niemieckich produktów z niemieckiej sieci dyskontów.

13

20:00. Indoktrynacja.

12

22:30. Wyjątkowo dziś bez trójkątów, czworokątów i wykorzystywania dzieci/ kotów/ nieboszczyków.

14

Women

Recently I took part in huge women protests in Poland. It was about anti-abortion law government is planning.

I felt times are dark, the place in my head I’m in right now is dark.

I just sketched whatever came to my mind.

218

219

221

222

223

225

 

Other worlds

Lately I was under the influence of tv serie The Stranger Things and some scandinavian illustrations.

So I’ve made (I think I’ll be making more of these) graphics that tell you “after dark story”. 

When I was a kid I always believed in every legend creatures living in the woods, or under water, or up in the skies. I thought that even if we can’t see them, they are there, avoiding contact, having their own matters. This was so obvious, that many of times when I was alone, I prayed to them that they showed me themselves, promised that I wouldn’t tell anyone 🙂

119

120

125

129

 

Naked

Usually when I paint on square pieces of paper, there are many leftovers after cutting the page.

Below I’m presenting illustrations I’ve made to recycle those scraps.

 

93

94

95

Scraps

 

86

85These are some sketches that I do on leftovers of paper. Different forms and small sizes are great for quick drawing/ painting.

Actually those are self-portraits. I watched last night “Seven” again, so in the morning I thought of making a saint of me. A very tired saint.

For a week I’m home alone with cats, with plenty of work to do, summer outside the window, thinking only how not to get out of the bed.