Ciemność

41% skazanych za gwałt w Polsce dostaje wyroki w zawieszeniu (w Wielkiej Brytanii dla porównania to 4%). W 2014 roku (z którego mam dane) łącznie skazano 651 osób.  Średnia wyroków za gwałt ze szczególnym okrucieństwem to 3 lata (Francja 9 lat, Wielka Brytania 7). 67% spraw o gwałt rozpatrywanych przez prokuratury jest umarzana i nie trafia nawet do sądów. Prokuratura Praga Południe hojnie umorzyła 91% postępowań o gwałt. Wg Komendy Głównej Policji w roku 2014 doszło do 1329 przypadków gwałtu (zgłoszonych). Z badań ankietowych Fundacji STER wynika, że 94% przepytanych kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej, nie zgłosiło tego na policję. Wg tych badań 22% kobiet zostało zgwałconych, 23% doświadczyło próby gwałtu, 37% było ofiarami tzw. “innej czynności seksualnej” wbrew swojej woli, a 87,6% Polek doświadczyło molestowania seksualnego. Rocznie około 400 kobiet traci życie w wyniku przemocy domowej. Z danych Niebieskiej Karty wynika, że co rok 58 000 kobiet pada ofiarami przemocy domowej. 

Szacuje się, że od 2 do 10% oskarżeń o gwałt jest fałszywych. Są to np nastolatki w konflikcie z rodzicami, w niechcianej ciąży, kobiety, które oferowały seks za pieniądze lub narkotyki i nie dostały zapłaty. Wśród tych oskarżeń zdarza się, że kobieta (lub tez mężczyzna) cierpi na zaburzenia psychiczne- paranoje, syndrom munchausena. Dosyć rzadko są to zemsty na byłych kochankach. Najczęściej nie są to sprawy, które są przeżywane publicznie, medialnie.

Tyle danych.

Następnym razem jak na internetowym forum jakiś gnój wyjedzie z “Polkami, które wg statystyk są w super sytuacji na tle innych krajów Europy” możecie śmiało rzucić, że 17 prokuratur w Polsce umarza 90% przypadków zgłoszonych przestępstw na tle seksualnym. W statystyce krajowej zostaje 33% zgłoszeń (z tych 6% w ogóle zgłaszanych). z czego połowa kończy się skazaniem, a większość śmiesznymi wyrokami.

Wiecie jaki finisz miała medialna sprawa tłumaczki zgwałconej przez kolegów na wyjeździe firmowym? Dla sprawców zawiasami, dla ofiary- 500 zł karą nałożoną przez sąd za to, że nie miała siły stawić się na przesłuchanie przestępców.

Jawi się nam piekło. 

87618d41907695-57b957a124bbd

Była akcja #metoo, radośnie obśmiana przez przedstawicieli płci męskiej, że nie mogą sobie podrywać, bo molestowanie. Wiecie kto nie brał udziału w tej akcji? Moje koleżanki, które wiem, że doznały gwałtu. Z których żadna nie wylądowała w sądzie. Bo nie wierzą w sprawiedliwość, w skazanie, a nie chcą dokładać sobie traumy. Nie pisały #metoo, bo publiczne przyznanie się do gwałtu to jest piętno, a one chcą normalnie żyć. 

Czy to umniejsza codziennemu “zwykłemu” molestowaniu? Nie. Nie chcę proszę szanownych panów być sobie klepana po dupie, obrażana, macana. Jak będę miała ochotę na flirt czy na ocieranie, to dam znać, nikt nie musi podejmować tej gry bez mojej zgody, jestem świadoma czy mi się coś podoba. 

Wyśmiewanie, które się pojawiło w internecie po zeznaniach członkini partii Razem, dotyczące urody, to dodatkowe dojebywanie ofierze. Otóż gwałcone są nie tylko piękne kobiety. Molestowane nie tylko Barbie z silikonami, na które “ktoś zechce łaskawie spojrzeć”. Molestowanie to nie jest wyraz uznania dla walorów damskich. Z przemocą seksualną spotykają się dzieci, nastolatki, żony, matki, grube, chude, stare, z dużym nosem i krótkimi włosami, ubrane w dżinsy i sukienki, w grube kurtki i czapki. 

Potem pojawił się artykuł na “Kulturze Liberalnej” i cały ten syf, jak to ofiara ma udowodnić winę sprawcy, jak fałszywe oskarżenia szkodzą sprawie, feminizmowi w ogóle.  Napisany przez faceta of kors. Wiadomo nie od dziś, że mężczyzna, jak nikt inny nauczy nas, głupie kobiety, jak mamy rozmawiać o naszych traumach.

Wiesz co Kulturo Liberalna- fuck you. Przeczytajcie statystyki powyżej.

Czy ofiara ma w trakcie gwałtu zrobić selfie? A dziecko- kiedy spotka się z pedofilem, jak ma przedstawić swoją krzywdę?

I te wszystkie głosy “mężczyźni też są ofiarami!”. Kurwa mać. Nie może być jednej rzeczy dotyczącej kobiet (90% ofiar przemocy domowej to “przypadkiem” kobiety), żeby choć raz nie było o facecie! Żeby biały mężczyzna nie musiał krzyczeć, że “on też tu jest” i rozmywać problem.

A problem jest taki, że Polki żyją w piekle. Że jeśli coś złego je spotka, to zdane są na milczenie, bo jak widać, robi się z nich konfabulatorki, kłamliwe mściwe suki, albo wariatki zazdrosne o byłego. Za dużo Pasikowskiego w młodości się naoglądaliście panowie. Co więcej bardzo jasno przebiega tu linia podziału płci. Jak widzę, że komentarz jest pisany przez mężczyznę, to w większości będzie to komentarz broniący sprawcy. 

Wiecie, życzę Polkom przyszłości, aby kiedyś, gdy spotka je przemoc, społeczeństwo stanęło po ich stronie, przytuliło i pogłaskało, a sprawca niech drży. Wtedy może będzie zgłaszane 90% takich przypadków, a panowie się nauczą gdzie kończy się ich ciało, a zaczyna nietykalność cielesna kobiety.

 

Blok kulturalny

Wcale mi się nie chciało składać literek w ostatnim czasie. Jesień wyobrażam sobie w scenach przedstawiających mnie siedzącą pod pluszowym kocem, w futrzastych kapciach, z kubkiem gorącej herbaty imbirowej i książką w ręku. Do tego dorzućmy wyimaginowany kominek.
Kończy się z zapchanym nosem, tabletkowym burdelem na szafce przy łóżku i serialach na tablecie.

Także przeczytałam ostatnio tylko dwie książki, ale jest plan na nadrobienie, wielkie chęci i wspaniałe tytuły na horyzoncie.
Zrobię Wam tu subiektywny przegląd tego, co mi się ostatnio w kulturze udało “zaliczyć”. Było też więcej pozycji, tu wymienię te, które mnie ujęły.

***

Film

Zacznę od torpedy- “Bladerunner”. Idźcie na to, bo jest tak dobry, że aż strach. Zaliczyłyśmy projekcję 4d, czyli bujało nam fotelami, dmuchało we włosy i psikało w twarz wodą,  było jak w wesołym miasteczku. Taka technologia po prostu gra z filmami, gdzie jest dużo scen akcji, latania, wybuchów, czujesz się jak uczestnik wydarzeń, nie tylko widz.
Muszę jednak dodać łyżkę dziegciu. Jared Kurwa Leto. 
To nie jest, że ja go jakoś nie lubię, ale przy takich aktorach jak Gosling czy Harrison Ford, Pan Jared wypada jak uczestnik kółka teatralnego z gimnazjum. Gra zawsze nie o jeden ton wyżej, tylko o dziesięć, przy każdej jego scenie bolały mnie zęby. Nie wiem jakim jest człowiekiem, jakoś specjalnie nie śledzę jego kariery, ale to któryś film z rzędu, gdzie wszystkiego w nim jest “too much”. Jeśli mamy osobę, której cała fizjonomia jest już przerysowana i naturalnie nie do końca wygląda jak człowiek, to wydaje mi się, że przy takich aktorach sprawdza się minimalna technika wyrazu. Bo wszystko, co zrobi “za mocno”, bije po oczach sztucznością. Jared Leto jest takim Nickolasem Cagem naszych czasów. Patos, pretensjonalność, scena z zabijaniem nowo narodzonego androida to nieudany szantaż emocjonalny. Jeśli nie dał się poprowadzić reżyserowi, to ja bym wolała, żeby go wycięli, bo na tych scenach musiałam zasłaniać twarz.
Są aktorzy charakterystyczni, “wielkoocy”, jak np Jake Gyllehaal. I spójrzcie, jak jego gra wygląda w Donnie Darko, czy w Brokeback Mountain. Jak się ma “mocną twarz”, to się postępuje oszczędnie, inaczej wychodzi karykatura.
Ale Ryan i Harrison- moc! Efekty- szóstka z plusem! Klimat bladerunnerowski- jest jak trzeba. Historia nawet ciekawsza niż w pierwowzorze, wszystko się udało, na pewno będę powtarzać seans, jak się pojawi na netflixach czy innych amazonach.

Najlepszy
Poszłam na film z siostrą, obchodząc Święto Niepodległości jak najszerszym łukiem. I wiecie co, to jest polskie kino z jakiego jestem dumna, to jest nasza wizytówka w świat, jak ktoś chce być patriotą, to niech kupuje bilety na takie produkcje, niech im kibicuje na festiwalach, śmiało mogę powiedzieć, że wstydu nie ma.
“Najlepszy” to mainstream, ale mainstream na wysokim poziomie. Świetne aktorstwo (bałam się, że Gierszał, taki dosyć delikatny z wyglądu chłopak, nie będzie wiarygodny w roli ironmena), wykorzystanie osób, które nie kojarzą nam się typowo z tego typu kreacjami (przemocowy ojciec, matka), ukradł mi serce Gajos i Jakubik. 
To jest dzieło, po którym wychodzi się z sali kinowej z głową pełną emocji. Z wielkim sercem.
Niektórzy piszą w recenzjach, że sceny “z lustrem” były niepotrzebne. Mi zupełnie nie przeszkadzały, myślę, że dobrze obrazowały, że człowiek który żyje w nałogu zawsze ma tę mroczną część w sobie, że to jest walka na całe życie, że autodestrukcja to nie jest coś co cię opuszcza, nawet jak jesteś już “czysty”.
Po takich filmach jak “Ostatnia Rodzina”, “Jestem mordercą”, “Zjednoczone Stany Miłości” potrafię w ciemno kupować bilety na polskie kino.

***1d81fe41454441-57a6e235c556e

Seriale

Master of None
Z Netflixa, trochę przypadkiem, bo myślałam, że to będzie serial komediowy. Bardzo fajna obyczajówka w “sundance’owym” klimacie. Pierwsza seria trochę hipsterska, druga BARDZO “inna”. Nietypowe jak na serial eksperymenty z formą, każdy odcinek w trochę innej konwencji. Nowy Jork odrobinę jak w starym Woodym Allenie, ale aktualizowany o multikulti, o mniejszości seksualne, o “millenialsową” tematykę. Epizody są słodko- gorzkie, każdy kto lubi inteligentne produkcje o związkach, o trzydziestolatkach, niezobowiązujące seriale na dwa wieczory z michą popkornu zagryzaną eklerem popijanym czerwonym winem, powinien spróbować tego dzieła.
Odcinki poruszają też tak aktualną ostatnio tematykę molestowania seksualnego i równouprawnienia. Bohaterowie są bardzo “ludzcy” i łatwo można się z nimi utożsamiać. Polecam.

Mindhunter
Lubię tematykę seryjnych morderców. Szczególnie, kiedy są to opowieści na faktach. Jest to fascynacja wykroczeniem ponad to, co nazywamy “człowieczeństwem”, głębokim, bezinteresownym złem. Zawsze zastanawiałam się, co musi się stać, żeby człowiek mógł zabijać i nie czuć przy tym żadnych emocji związanych z zadawaniem bólu, krzywdy, kiedy nie dotyka go empatia, kiedy nie ma wyrzutów sumienia wobec swoich ofiar i ich rodzin. 
Podoba mi się, że “Mindhunter” nie eksploatuje grozy, jak to robił “Hannibal”. Że nie urządza nam wielkiej uczty makabry. Podoba mi się powolny, cichy klimat serialu, ciemna tonacja, spokój przeplatany z napięciem. Podobał mi się finał, nieoczywisty, pozostawiający widza z głową otwartą na to, co się właściwie stało.
Świetnie kontrastują ze sobą główni bohaterowie, postacie żeńskie w końcu z krwi i kości, to, że motywacje pojawiających się osobowości nie są dla nas do końca jasne i zrozumiałe, nie ma dużo ekspozycji, więc musimy otworzyć się na różne ewentualności. 
No i jest dobrze zrealizowany, więcej tego chcę.

Stranger Things
Co tu dużo mówić, jestem fanką, posiadaczką bluzy z nadrukiem lampek podpisanych alfabetem. W drugiej serii może nie ma aż tyle niepokoju, tajemnicy, bo sporo kart zostało odkrytych, ale oglądałam w Halloween i nic lepszego na tę noc nie mogłam ustrzelić.
Dzieciaki świetne, może wątek z “punkami” nie do końca potrzebny, ale fajnie się oglądało, uderza w moją potrzebę nostalgii. 

***

Ksiązki

Wymazane
Witkowski to Witkowski. Jak się lubi połączenie ironii z celną obserwacją, kiedy nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, przegięcie i drwiny ze wszystkich tabu, świętości, karykaturalne ukazanie postaci, przy jednoczesnej sympatii do nich, to wiadomo, że on nam tego dostarczy. Najlepiej piszący autor w Polsce. Pisać patetycznie i tworzyć skomplikowane konstrukcje umie co drugi, banału ci u nas dostatek, ale pisać tak, że ja się śmieję na głos w autobusie, jednocześnie nie mając poczucia “guilty pleasure”, to trzeba docenić. 
Przez jego powieści czytelnik leci jak burza. Trafne spostrzeżenia, detale, które na co dzień umykają, ale składają się na rzeczywistość, tu przejaskrawione, podkreślone na czerwono i z wykrzyknikiem, absurdy wyolbrzymione pozwalają spojrzeć na świat z dystansu, na kpinę. Himalaje ironii, ale też autoironii, bez cynizmu, z czułością nad brzydotą, nad głupotą, nad stereotypami.
Przeczytałam wszystkie książki Witkowskiego. Każda to strzał prosto w serce.

słabość

Są ludzie, którzy, kiedy spotka ich jakaś niesprawiedliwość, krzywda, prowadzą wokół kampanię bycia ofiarą.

Szukają współczucia, opowiadają wokół, wszem i wobec, często sobie podkoloryzują, czekają na ojojojki, głaski, solidarność, potwierdzenie własnych racji. Czyszczą się od środka.

W zależności od historii dostaną różny poziom wsparcia, jeśli ktoś ma skłonności mitomańskie- pobłażliwe machnięcie ręką. Czasem sępy, pijawki i plotkarze pojawiają się po dawkę mięsa, aby puścić dalej w świat.

Ja mam tak, że ilekroć spotka mnie podłość, to się wstydzę. Nie potrafię o tym mówić, bo nie lubię być ofiarą. Współczucie mnie krępuje i mam ochotę uciekać. Potem gangrena rozwija się spokojnie w mojej duszy zatruwając wszystko dookoła. Gnije ci ręka- utnij. Z raną w sercu już tego nie zrobisz tak łatwo.

Całe moje rysowanie- malowanie, potem pisanie zaczęło się jako lek na niepokój. Był to okres, kiedy czułam się bardzo źle, wykorzystana, zbrzydzono mi coś, co w zamyśle miało być piękne, dostałam po tyłku plotkami, na głowę wylało mi się wiadro pomyj.

Żeby nie zwariować, bo wszystko zmierzało w tym kierunku, po dwóch tygodniach bezsennych nocy zaczęłam przelewać na papier to, co w środku. Nie potrafiłam przyjąć wsparcia od bliskich, nie umiałam powiedzieć jak źle się czuję, jak bardzo bolało, bo to oznaczałoby słabość, a tkwiło we mnie przekonanie, że kiedy pokażę swój stan, to jakieś zło na świecie wygra. Zamykały mi się klapki na innych ludzi, przestawałam dzielić się tym, co dobre i tym co złe, bojąc się tego, że znowu dostanę pięścią w odsłonięty brzuch.

87621437194643-57382f5800031

Oczywiście to wszystko brzmi bardzo emocjonalnie, ale tak właśnie się wtedy czułam. Tylko rysunek dawał mi jakieś poczucie prawdy, miejsce, gdzie bez wstydu mogę wyrzucić to, co mnie dręczyło.

W tamtym czasie w pamiętniku naszkicowałam dziewczynę z dziurą w ciele, z której kanalikami przez skórę wydobywał się czarny pył.

Myślę, że kiedy uderzy się człowieka w jego najczulszy punkt, to nie ma miejsca na dystans, zdrowe emocjonalne asertywne reakcje, szybkie “przepracowanie” sprawy. Kiedy inni wykorzystają twoje problemy do błyszczenia podczas rodzinnych obiadków i pseudoanalizy typu plotkarskiego- tracisz zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w siebie.

Dlatego matki krwiożerczo się kłócą o swoje dzieci. Ludzie z dysfunkcyjnych rodzin bronią ojca i matki do ostatniego trupa. Słuchacze Rydzyka dadzą się za niego pokroić. Osoba homoseksualna siedząca w szafie ilekroć usłyszy coś o pedałach w sklepie, będzie prawie wymiotować ze stresu. 

Wystarczy precyzyjna szpilka w ten jeden punkt i człowiek rozpada się na kawałki. Ich składanie to praca od nowa za każdym razem, gdy pojawi się choćby cień wspomnienia.
Podobno dwie rzeczy leczą rany: dystans i czas. W moim przypadku chyba czas na dystans.

Nie istniejesz

Swego czasu w internecie krążył taki memopodobny twór. Lista żali i smuteczków, że świat nie jest tradycyjnie piękny, kobiety niekobiece, mężczyźni zniewieściali, nikt nikogo nie kocha i nikt nie umie utrzymać związku, zwieńczony pointą, że “podmiot liryczny” w takim świecie nie chce żyć. 

Przepraszam, że nie przytoczę  tu całości, trochę szkoda mi na tego gniota miejsca, poza tym być może kojarzycie.

Na początku tekst był anonimowy, potem doklejono do niego sylwetkę smutającego Keanu Reevesa (co mi już zazgrzytało, bo on taki znowu tradycyjny nigdy nie był, umawiał się w końcu z trans kobietą), w finale okazało się, że słowa wypowiedział jakiś imam (ale nawet to nie jest pewne w labiryncie internetu).

Tekst był szerowany na wszystkie strony, lajeczki leciały wodospadem, “pozamiatane”, “zaorane”, “przejebane”.

Trochę się dziwiłam, kto z moich znajomych onanizował się tymi słowami, bo były to osoby z gruntu mało “konwencjonalne”. Całkiem możliwe, że człowiek potrzebuje prostych prawd, prostych podsumowań i objawień. Niestety relatywizm traktowany jest jako coś złego, a nawet niemoralnego, bo trzeba się opowiedzieć po którejś ze stron.

Jeszcze dawniej była moda na wyśmiewanie “facetów w rurkach”, z grzywkami emo, z tunelem w uchu. Taki niemęski osobnik, jechali po nim od prawa do lewa, nagle każdej wyzwolonej hetero kobiecie przeszkadzało “zniewieścienie dzisiejszych mężczyzn”, bo one by chciały takiego z zasadami, twardego, w mundurze, z brodą albo z siekierą. Co to da w ryj jak ktoś jej napyskuje (oczywiście ktosiowi, nie jej).

I trzecia anegdotka.

Czytałam ostatnio książkę, w której fragmencie narrator frustrował się na “szarą masę”. “Po co żyjesz?”, tak pisał. Że miałkość. Że rozmowy o niczym. Że bezpodstawna radość, jak tu ból istnienia. Że plotki w autobusie.
Musiałam na chwilę zamknąć (koniec końców bardzo przyzwoite) dzieło.

778bb338417461-5760f990d9cc3

Czy czujemy się lepsi porównując do innych. Może lubimy sobie pouogólniać: o, to szara masa, a tu ja z krwi i kości. Tu wymoczek w obcisłych spodniach, jak on tego mamuta zabije. Tu prawdziwa miłość, przyjaźń, wierność i czarno białe zasady jak ze starych filmów z Clintem Eastwoodem.

Wiecie, zdarzyło mi się kilka razy w życiu być podsumowaną. Że jestem nudziarą, bo nie noszę czuba na głowie. Że nie mam prawdziwych problemów, bo ktoś ma coś gorzej. W sumie prawie codziennie jesteśmy szantażowani złotymi myślami memopodobnymi na fejsbuku. Że “współczesny człowiek”, “Pokolenie Y”, “problemy pierwszego świata”, “millenialsi”, “dzisiejsza młodzież”. Emocjonalni zakładnicy uogólnień. 

Do czego zmierzam.

Nie istniejemy w cudzych głowach.

Związek nie rozpadł się “bo w dzisiejszych czasach nie ma wartości”, tylko dlatego, że nie chcieliście nad nim pracować. Albo jedna osoba nie chciała. Może to nie była miłość.

Dzisiejsze kobiety nie “ubierają się jak dziwki”, tylko jak chcą. I nic nikomu do tego. Jedne zakrywają- dewotki. Odsłaniają- prostytutki. Może niech się ubierają dla siebie, a nie dla publiczności.

Podobnie “chłopięta w rurkach”. Może mają ochotę spotkać inną dziewczynę lub chłopaka z długą grzywką na pół twarzy i razem pod kocem słuchać “The Cure”. Nic nikomu do tego.

Może ta “szara masa” po prostu odpoczywa od dzieci plotkując z sąsiadką z autobusie. Może cały dzień użerała się z petentami w okienku.

Wszyscy możemy mieć: długi, ojca alkoholika, matkę chorą na raka, brata, z którym się nie dogadujemy, szefa, który drze pałę, poczucie niskiej wartości, porażki, bite dziecko za ścianą, rozlatujący się związek, milion różnych problemów niezależnie od tego, co obca osoba widzi przelotem.
Nie istniejemy dla siebie. Istnieją jakieś proste slogany, uogólnienia, rymowanki z wklejonym zdjęciem aktorki i dopisanym “jeśli się zgadzasz, podaj dalej”. “Lewaki” i “prawaki”. “Cioty”. “Dziwki”. “Bezmyślne stada owiec”. 

Spotykając, słuchając kogoś, może na początek nie zakładajmy za wiele.

Planeta Polska

Czytałam kiedyś w jakiejś mądrej książce psychologicznej (zdaje się była to “Inteligencja emocjonalna”) taką historyjkę: wycieczka dzieci z Tybetu przyjechała sobie do Europy na jakieś (nazwijmy to) “kolonie”. Jechały autobusem, kiedy do środka wleciała pszczoła. Pszczoła bzyczała na szybie, miotała się, jak to pszczoła, biła główką w szkło. Nagle spotkał ją los typowy w takich przypadkach- kierowca gazetą zakończył pszczeli żywot w kilka sekund. Dzieci wpadły w spazmy płaczu nie rozumiejąc dlaczego tak się stało.

Nie tak dawno temu moja dziewczyna miała sytuację, gdzie olała w pośpiechu człowieka potrzebującego pomocy. Dręczyły ją wyrzuty sumienia, opisała to na fejsbuku. Wysypały się komentarze pół na pół, od takich, że przykra sytuacja, ale przynajmniej na przyszłość będzie czujna i że fajnie, że ma refleksję, po te które nazwę “wyparciem”, kiedy komentujący pisali, że nie można zbawić świata, przejmować się wszystkim, że nie można być za wszystko odpowiedzialnym.

Wiecie, tak sobie myślę, że jeśli z danego doświadczenia mamy się czegoś nauczyć, to przede wszystkim powinniśmy je zrozumieć. Nie unikać i uciekać- “to nie moja sprawa/ wina/ interes”, nie zasłaniać się fałszywie pojętą asertywnością, tylko przyjrzeć się “dlaczego tak się czuję w tej sytuacji”. Asertywność nie wyklucza empatii.

Jako Polacy mamy jeden z najniższych wyników jeśli chodzi o poziom współodczuwania w społeczeństwie na świecie. Często sobie myślę, że bardzo przydałyby się nam jakieś warsztaty z medytacji, z wizualizacji.

Nie spotykamy Innego. Jesteśmy w bardzo wyjątkowym położeniu jako naród, jednym z nielicznych, gdzie praktycznie nie przewijają się obywatele o innym kolorze skóry, pochodzeniu, wyznaniu. Dlatego zbiorowo nie rozumiemy postawy Skandynawów czy Hiszpanów organizujących wielkie marsze ZA przyjmowaniem uchodźców. Bo nie kupujemy na co dzień warzyw u Alego,  nie ścinamy włosów u Ling, nasze dzieci nie bawią się z małym Basharem. 

Mądry człowiek powie: “Boję się muzułmanów, boję się o życie moich bliskich”. Z tego punktu można już myśleć jak sobie z tym poradzić. Dlaczego boisz się Syryjczyka bardziej niż wypadku samochodowego? Masz dużo większe szanse stracić zdrowie lub życie na drodze. Niż raka? Niż utopienia się po alkoholu w jeziorze podczas wakacji?

Niemądry będzie krzyczał “muzułmanie to mordercy”. Nie rozwiąże niczego. Nakręci tylko skalę wzajemnej nienawiści.

67

Zawsze dziwiła mnie internetowa wzajemna agresja wegetarianie vs mięsożercy. Dlaczego nie dopuszczamy u siebie w głowach innego wyboru życiowego niż nasz. Ja wiem dlaczego jem mięso (umiarkowanie), moja żona wie dlaczego go nie je. Ani ja nie katuję jej zachwytami nad tatarkiem, ani ona mnie zdjęciami zarzynanej świnki.

Dlaczego u “nas” to taka paląca kwestia ta cała aborcja? Bo nie potrafimy zaakceptować cudzego wyboru, którego konsekwencji my nie ponosimy. 

Widziałam wielką burzę w odpowiedzi na post na fejsie u Hakierki. Dlaczego wyzywamy kogoś od najgorszych, dlaczego Naród ucieka się do pogróżek, życzy śmierci, gwałtu itd? Bo nie potrafi zaakceptować, że ktoś ma inne zdanie? Dlaczego to inne zdanie tak nas boli? W jaki sposób myśli danej osoby wpływają na Twoje życie? 

Mało empatyczne społeczeństwo, gdzie niby “gość w dom, Bóg w dom”, ale przecież to nieprawda, bo nawet najbliższych często byśmy utopili w łyżce wody.

Nawet w środowiskach “liberalnych” dominuje narracja, że “ja nie chcę żeby mnie pomylili z tymi pedałami z piórkiem w dupie”. W jaki sposób cudze piórko świadczy o Tobie? Będę bronić każdej półnagiej cioty na Paradzie Równości do ostatniej krwi, bo o ile nie łamie prawa, to ma prawo sobie wytatuować tęczę na czole i to nie jest powód do agresji. Powodem do reakcji powinno być przyzwalanie na mordowanie dzieci na Bliskim Wschodzie w imię amerykańsko- europejsko- rosyjskich wojenek o ropę.

Nie jesteśmy “najfajniejszym narodem świata”, nie mamy takiej sztuki jak Włosi czy Francuzi, takiego dziedzictwa jak Chińczycy, kuchni jak Japończycy, kasy jak Amerykanie, przemysłu jak Niemcy. Ale wiecie, są małe kraje, gdzie żyje się dobrze, bo obywatele mają przyjazny i pozytywny stosunek do świata. Małe państwa bez złoży naturalnych, stawiające na młodość, na opiekę, współodpowiedzialność, na edukację i rozwój technologii. Imperialne zapędy i mniemanie w kraju wielkości stanu Ameryki skazują nas na śmieszność.

Bardzo mnie smuci ten świat, ten kraj, najchętniej wystrzeliłabym się w jakiś kosmos. 

Każdy spotkany człowiek to nowa czysta karta, nie wiesz co jest pod jego tatuażami, kolorem skóry, nakryciem głowy. Jeśli jest dobry dla ludzi i zwierząt, to daj mu kurwa żyć.

Syndrom Marty

Z góry przepraszam, że polecę chrześcijańskim motywem. Zawsze wkurzała mnie ta historia. O Marcie i Marii.

Skrótowo, dla tych, co nie na bieżąco: Marta usługuje, gotuje, sprząta, Maria siedzi i słucha nauczań. Na prośbę o pomoc nasza bohaterka dostaje beszty, że ważniejszy jest “pokarm duszy”. 

Mam ochotę powiedzieć za nią: “To się nim nażryjcie”.

Marty biegają za potrzebami innych. Towarzystwo się wygodnie rozsiada, magicznie zjawia się przed nim kawka/ herbatka/ wino/ zupka/ może obiadek/ może coś słodkiego? Świetnie się bawią, rozmawiają, tylko ta głupia Marta pilnuje czy każdy ma pełno w kieliszku, wymyka się do kuchni, żeby się nie przypaliło.

Marty matka tak miała, więc Marta w wieku nastoletnim bezlitośnie gardzi tymi zachowaniami. Bo przecież ważniejszy jest “pokarm duszy”, a nie czy “dołożyć komuś kotlecika”.

Marta ma potrzeby- są to potrzeby innych. Potrzeby ich komfortu. Nawet nie zorientuje się jak mijają lata, a powtarza za swoją matką mantry o tym, że jej jest dobrze, że proszę się nią nie kłopotać, że ona cicho posiedzi sobie i nie będzie zawadzać.

Marta śni o tym, że ktoś kiedyś wstanie i powie: “Marto, usiądź, czego się napijesz”, ale przecież dobrze wie, że nikt nie naprawi jej desperackiej potrzeby zasłużenia sobie na miłość.

Nie umie powiedzieć “nie”. Zresztą w wieloletnim funkcjonowaniu w ten sposób, nikt już Marty nie traktuje jako człowieka, któremu wyczerpują się bateryjki, bo Marta jest świetna w “braniu się w garść”, zaciskaniu zębów. Raz na jakiś czas wybuchnie na innych swoją frustracją. A na Martę można się złościć. Marty partnerzy, dzieci, przyjaciele dają sobie wolną rękę w festiwalu niechęci, którą nasza bohaterka łyka garściami. W końcu Marty rzadko trzaskają drzwiami i mówią “dosyć”.

734e4441776951-57b401099b216

Marcie można wszystko powiedzieć. O, w tej kwestii można naprawdę na nią liczyć. Zawsze sprawi, że komuś poprawi się samopoczucie. Np. przez porównanie się z nią. Można napomknąć, że Marta ma brzydkie kafelki w łazience, albo, że powinna wreszcie wyrzucić ten sweter. 

Marta, pomimo zapieprzania i zaangażowania, jak każdy kołcz przykazał, wszystko robi źle. Ma syndrom pt. “w którą stronę się nie obrócisz, zawsze z tyłu dupa”. Oczywiście wszelkie sygnały, że Marta nie wyrabia, albo nie potrafi, to jest bulszit, bo nikt nie pamięta że Marta jest człowiekiem. Marta to wielofunkcyjny robot do zadowalania i bycia cicho. Kiedy Marta prosi o pomoc, to jak w naszej przypowieści, nikt nie chce się zajmować jej banalnymi sprawami.

Przyjeżdża Marta do swojej matki i znowu jej nienawidzi. “Mamo usiądź i porozmawiaj ze mną”. Ale przecież wie, że są z tej samej gliny, że te głupie, nic nieznaczące czynności pomagają jej “zasłużyć” na miłość.

Bo Marty ani jej matki nikt nie kocha. Są o tym szczerze przekonane. Kiedy strzelisz do Marty z pistoletu, ona sama skieruje w swoją stronę armatę.

Marta ma fantazje, że wsiądzie do pociągu byle jakiego, wyrzuci komórkę, dowód, że pójdzie przed siebie gdzieś w las i będzie tam żyła między wilkami w szałasie. Kiedy jeden z nich zapuka do drzwi, zapyta “czy mogę poczęstować kawą, czy woli pan herbatę?”.

Radio Nostalgia

Tu Radio Nostalgia. Nadajemy wiadomości sprzed dwudziestu lat. Gdy wszystko było piękniejsze, coca-cola taka zimna i pożywna, a reprezentacja pięknie nam grała.

Był taki odcinek South Park, gdzie pojawiły się jagódki- Member Berries. Namiętnie powtarzały: “Member Goonies?”, “Member Yoda?” itd. Osoby, które zjadły owoce, zamiast interesować się teraźniejszością, zagłębiały się w wyidealizowane obrazy przeszłości. Choroba pokolenia lat 80-tych i 90-tych.

Pamiętamy te wszystkie super rzeczy, to gorące lato, granie w gumę, kasety video, komiksy, te lody “prawdziwe”. Pewnie dużą część swojej popularności serial “Stranger Things” zawdzięcza właśnie tej najntinsowej tęsknocie.

26977d40094399-577242b8eee9c

Stawiamy pomniki wspomnieniom z prostej przyczyny: byliśmy młodzi i nie dotyczyły nas horrory zarabiania na życie, nawet bieda była malownicza, bo z perspektywy dziecka może nam się kojarzyć z tym, że dostaliśmy podróbkę Barbie, a nie z niezapłaconymi rachunkami. Nie wiedzieliśmy co to kredyt. Przed dorosłym się uciekało, przed szefem/ klientem nie możemy.

Bo w bandzie dzieciaków jest szczerość, naiwność, są proste relacje, a między dorosłymi lawirujemy, wstrzymujemy emocje, podejrzewamy. 
To nie jest tęsknota za napojem z foliowego woreczka, tylko za młodym ciałem i duchem, którym byliśmy. Chęć ucieczki przed dorosłością w świat prostych zasad, w zdrowie, w zabawę, w brak odpowiedzialności.

Powiem Wam, że świat mnie trochę przytłacza i ja też coraz częściej łykam taką jagódkę.

 

Sea of Gay

Tak się składa, że wśród znajomych “niehetero” w moim kręgu przeważają mężczyźni (chłopcy, chłopaki, faceci, na różnym etapie dojrzałości).

Stosunkowo rzadko rysuję takie pary, postanowiłam to naprawić.

Nie mam uprzedzeń co do par damsko- męskich, natomiast nie pojawiają się zupełnie w mojej twórczości z prostego powodu- wystarczająco dużo przestrzeni zajmują na co dzień w popkulturze, w kulturze. 

Wchodzisz do sklepu- jest zestaw kubeczków “dla niej i dla niego”, zestaw pościeli “dla niej i dla niego”, idziesz do kina- on i ona, oczywista oczywistość.

08

Bardzo dużo nauczyłam się od moich przyjaciół gejów. Lesbijkom łatwiej jest wtopić się w społeczeństwo, być niewidzialną, można na fejsbuku pokazywać zdjęcia gdzie dziewczyny się przytulają, można jechać we dwie do spa, do hotelu, leżeć razem na plaży, można nawet pchać wspólnie wózek z dzieckiem i nie wzbudzać żadnej sensacji.

U mężczyzn, jeśli nie okazują sobie wystarczająco dużo “bro-attitude”, zawsze będzie to sytuacja “podejrzana”.

Ja to traktuję jako atut, bo jeśli nie możesz tego zmienić, jeśli nie możesz się ukryć, to możesz być z tego tylko dumnym. 

Jeśli kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, to związki gejów i związki lesbijek są na przeciwległych biegunach. Zawsze fascynowała mnie kultura gejowska, duży nacisk na cielesność, na seksualność, ale też ciemne strony świata klubowego, narcystyczne osobowości, a na przeciwnym biegunie osoby próbujące wyrwać się ze stereotypu.

09

Irytował mnie obraz geja jako “najlepszego przyjaciela każdej kobiety”, sprowadzenie do roli atrybutu, wyobrażenie, że w takim towarzystwie, przy prosecco można popłakać nad mężczyznami i usłyszeć zapewnienia, że jest się piękną, otrzymać poradę jaką suknię ślubną wybrać i ponarzekać na swoje fałdki tłuszczu. Instrumentalne potraktowanie drugiego człowieka, bo przecież te “przyjaciółki” nie staną później w obronie w przypadku homofobii, nie pójdą razem na marsz równości, nie zareagują kiedy społeczeństwo odmawia nam podstawowych praw.

Syty głodnego nie zrozumie.

Ten przydługi wywód skończę życzeniami: bądźmy z siebie dumni.

10

 

Women

Recently I took part in huge women protests in Poland. It was about anti-abortion law government is planning.

I felt times are dark, the place in my head I’m in right now is dark.

I just sketched whatever came to my mind.

218

219

221

222

223

225

 

Omens

I have to admint to something- I’m really scared of war. Some people say it’s not possible, that it wouldn’t happen, but for me the thing is, that when we even start to consider the possibility, shit is getting real.

I can’t stand what’s happening with the world today, why some people don’t see others as human beings, that they see some wildlings, enemies. I think that we make our own fears come true when we exclude others, they start to become what we want to see them. If adult says to child “you’re bad” as often as it gets, child starts to behave badly, just because nobody expects from him good behaviour anyways. So why bother.
If we say some group of people, that they don’t belong here, that they are worse, they have no other option than to confirm this theory. When they are good, nobody notices, it’s transparent.
I can’t stand any of racism, homophobia, xenophobic behaviour. It makes me sick.

I see anger in many of people, it comes from their fear.
So basically when I’m afraid of sombody’s fear I had to throw it out somehow.
You know, when there were times that people didn’t understand nature as much as we do now, they were taking “bad signs” of it. Eclipses, falling stars, comets.
These are omens of feelings in my guts.

181

182

183

184

185