Dżungla

Czytałam wczoraj wieczorem wywiad z Orhanem Pamukiem. Było tam wspomnienie o jego ojcu, który uważał, że ludzi inteligentnych cechuje świadomość, że nie wiedzą wszystkiego najlepiej.

Plotka to danie sobie prawa do osądzenia cudzego życia i postępowania, jednocześnie bez znajomości uwarunkowań, niuansów, często nawet prawdy.

Plotkarz nie ma nic do zaoferowania własną osobą, dlatego sprzedaje innych. Miecz jest obosieczny, bo kiedy słuchasz i potakujesz różnym wymyślonym bzdetom, możesz być stuprocentowo pewna/ pewny, że o Tobie pójdą w świat dokładnie takie same bujdy.

Są plotki i ploteczki. Do tych drugich zaliczam jakieś niewinne małe sensacyjki: kto z kim się całował, kto pijany usnął pod stołem, kto umieścił śmieszne zdjęcie na fejsie. Relacje z wydarzeń, bez ściemy, wymyślania komuś intencji, powodów, dopisywania znaczeń. Rzeczy, których nie wstydzisz się oplotkowanej osobie powiedzieć w twarz nie są niczym strasznym, ot życie towarzyskie.

44f07543150247-57e4dd80f3316Gorzej, kiedy ktoś zbija kapitał społeczny na nieszczęściach lub problemach innych osób. Rozpowiadanie cudzych tajemnic, powierzonych w zaufaniu, “rozpracowywanie” cudzych związków, nadawanie na czyichś partnerów, pieprzenie na prawo i lewo o terapiach innych, ich zawirowaniach finansowych, zdrowotnych. 
Nie wiedziałam, że ludzie mogą być sobie tak nieżyczliwi, dopóki nie trafiłam niechcący w wir matczynych obmawiań i pomawiań. Ta za mało się zajmuje dzieckiem, ta jest przyssana do potomka, ta o siebie nie dba, inna imprezuje zamiast siedzieć w domu i pilnować gówniarza, o mężach i partnerach, co “pomagają”, albo i nie.

Czułam się jakbym zanurzyła się w jednym wielkim szambie.

Wzajemne oceny, zaglądanie sobie do łóżek, misek, życia, kibla, z czego co najmniej połowa to gównoprawdy.
Mam taką refleksję, że ludzie szczęśliwi nie muszą tego robić. Że plotkują i obmawiają ci, którzy szukają kogoś do porównania, kto jest gorszy, głupszy, brzydszy, biedniejszy, tylko po to, żeby zrobić sobie dobrze jego kosztem.
Czasem to jest niezwykle pochlebiające- nagle ktoś zaczyna się zwierzać z osobistych spraw- swoich i innych ludzi, pyta Cię o opinię, czujesz, że zostałeś obdarowany zaufaniem. Do momentu, kiedy się orientujesz, że te historie idą dalej w świat, zaczynają żyć własnym życiem i zmieniać się w jakieś piramidalne kłamstwa.

Troska o bliskich to powiedzieć im w twarz o swoich wątpliwościach, porozmawiać z nimi (a nie z obcymi ludźmi, którzy nie mają prawa do osądów), i jeśli jest potrzeba- zaproponować pomoc. Reszta to toksyny.

Już nigdy nie będzie takiego lata

Skończyło się gwałtownie i bez ostrzeżenia. Było jak z reklamy coca-coli. 

Jechałyśmy samochodem, wokół zielone, wieś kaszubska, z głośników Bogusław Linda recytował hymn do musztardy. Wszystko było tak nasycone latem, że bałam się utopić w tym krajobrazie.

Młodość, wino, kąpiel w jeziorze o zachodzie słońca, tak stereotypowa, że mogłaby być sceną z filmu konkursowego na Sundance Festival. W przyzwyczajonej do smogu głowie szumiało od nadmiaru tlenu, włosy pachniały dymem ogniska. Brakowało tylko kogoś z gitarą, albo bębenkiem.

Piękno lata jest cudowne, bo ulotne. Poczucie tego, że zaraz się skończy, że nie jest go dużo, pomaga mi wykorzystać każdą sekundę. Zwijam się z żalu kiedy muszę pracować, zamiast leżeć na kocu z książką pod moim ulubionym drzewem w parku. 

112

Nigdy nie poddawałam się sezonowym dołkom. Kiedy chlapa, łyso, pogoda jakby diabeł się powiesił, znajduję plusy: mogę bez wyrzutów sumienia kłębić się pod kocami z książką, robić maratony serialowe nie bojąc, że jakaś przygoda ucieka, bo nie chciało mi się wyjść z domu. 

Mam swoją strategię “skandynawską”, gdy nie myślę o tym, aby “przetrwać”, ale wykorzystać ten czas. Najwięcej na basen chodzę właśnie jesienią i zimą, jest to jedyne miejsce, gdzie możesz się rozebrać i wciąż będzie ciepło. W saunie robię sobie mini spa, wychodzę jak po wakacjach.

Może to głupio zabrzmi, jak rada cioci Władzi na imieninach- ubieram się ciepło. Siąpi, wieje, piździ, wkładam dodatkowy podkoszulek, wielgachny szalik, wełniane skarpety, nie sterczę wtedy na przystanku jak zmokła wrona. Szczerze mówiąc wolę nawet “modę” jesienno- zimową, bo mogę cokolwiek mam na sobie zakryć płaszczem, czapką, nie muszę się martwić, że akurat wychodzę do sklepu w górze od piżamy.

Czekam do Świąt. Od września słucham Christmas songs. Kiedyś byłam Grinchem, dużo zmieniło się, gdy poczułam, że rodzinne święta mogą być fajne i bez spiny, że można nie przegiąć z żarciem, niekoniecznie trzeba siedzieć jak za karę przy stole, że fajnie jest napić się wspólnie wina, pograć w planszówki, porzucać śniegiem.

A jak jest bardzo źle- kupujemy bilet do ciepłego na Ryana czy Wizza i lecimy na kilka dni. Odświeżenie natychmiastowe. 

Kobiety

Jest duszno i dosyć ciemno. Z tym pierwszym energiczna blondynka radzi sobie przebiegając przez całe pomieszczenie z odświeżaczem powietrza.

Sterty kolorowych szmatek spadają z wieszaków, nikt nie traci czasu na podnoszenie.

 

-Zna pani angielski?

-Trochę.

-Przetłumaczy mi pani, co na tej koszulce, żeby stara baba z czymś głupim nie chodziła po mieście.

-“Bądź spokojny i ciesz się Wiedniem”

-A to dobrze.

 

Od czasu do czasu zaplącze się osobnik męski. Ukierunkowany na wieszak ze spodniami albo koszulami. Wchodzi, łapie, przykłada do bioder, krytycznym wzrokiem spogląda na metkę. 5 zł to tanio czy drogo? 

Czasem przywlecze go żona. Grzebie, wyciąga, wyławia, stoi niecierpliwie pod przymierzalnią. “Już włożyłeś? Pokaż no się. Tu się podłoży i będzie super”.

tumblr_odn1hqw4bw1vcdl4po1_1280

 

Świeżo upieczone matki zastanawiają się, czy na roczne dziecko nie za duża ta sukienka. 

-Jak za duża to podrośnie, byleby nie za mała.

Czy tą plamkę da się odprać, czy to bawełna, a bywają czasem kombinezoniki?

 

Dwie dziewczyny pod kotarą. 

-Dżoana! Mam coś dla ciebie! Espeszaly for ju!

-No, pokaż jak wyglądasz. O! Super! Znaczy w tłoku ujdzie!

-Odsłoń trochę te nogi!

 

-Proszę pani, ja będę tu przed panią stała, tylko jeszcze zapomniałam zobaczyć tamte wieszaki, zaraz wracam.

 

-Spojrzy pani na metkę, czy to można do pralki? Nie wzięłam dziś okularów.

 

W kasie zaradna i żwawa sprzedawczyni zachwala, że we wtorki wszystko po 2 zł, w każdą sobotę dostawa.

-Widzi pani, wyszłam dziś po bułki, a wracam z garniturem Hugo Boss.

-Hugo Boss? Ale mnie pani wkurzyła! Pokaże pani! No rzeczywiście! Kurde, powinnam teraz policzyć trzy razy tyle!

-Od razu dzień mi dobrze się zaczął.

W rzeczywitości

Śniło mi się dzisiaj, że waliłam głową w ścianę. Miałam za mało siły i głowa odbijała się od muru jak piłka. Nie byłam w stanie skruszyć ani jej ani betonu. Obudziłam się zlana potem.

Byłam wczoraj na imprezie pożegnalnej. Takiej “emigranckiej”. W rozmowach dominowała polityka. O protestach, o przyszłości, o ucieczkach. Śmialiśmy się, że pięć lat temu wymienialibyśmy plotki kto z kim się przespał, albo gdzie warto pojechać na wakacje.

97

Moja czteroletnia siostrzenica, w domu, w którym prawie nie ogląda się telewizji, zapytała czy będzie wojna.

Malutkie dzieci znajomych i rodziny, dzidziusie, już uczestniczą w marszach.

Chciałam zrobić jakiś lajfstajlowy fajny wpis, nawet szkicowałam w zeszycie ilustracje, niestety mam poczucie, że w obecnej chwili byłoby to niewłaściwe.

Czy przesadzam tak martwiąc się o przyszłość?

To, co mnie podnosi na duchu, to dobre twarze tysięcy ludzi, Polaków, którzy nie zgadzają się na bycie szarą masą. Którzy uczestniczą. Wychodzą z domu i coś zmieniają, choćby moje postrzeganie rodaków.

Jak odkryłam internet i się zdziwiłam

Technologia często mnie przerasta. Byłam przedostatnim człowiekiem na Ziemi, który kupił sobie smartfona. Dotykowego. Przez długi czas przychodziłam do operatora i oferta telefonów z przyciskami coraz bardziej zawężała się do takich dla niedowidzących staruszków. Aż po prostu pewnego dnia nie miałam wyboru (a musicie mi uwierzyć, że ja katuję komórki- topię, zbijam, psuję, wsadzam nie tak kartę i nie mogę wyjąć). Także tak nieekologicznie wychodzi, że muszę co jakiś czas zmienić telefon i nie pomagają nawet gumowe etui, klapki i inne panierki.

Nie umiem też za bardzo w internety. Do dziś nie mam maila w telefonie, latami nie potrafiłam sobie zgrać poczty firmowej z gmailem, miesiąc temu odkryłam, że są aplikacje plannery pracy. Jeszcze rok temu zapisywałam wszystko w “analogowym kalendarzu”, nosiłam więc ze sobą taka cegiełkę w torebce i dostawałam coraz większej skoliozy.

Ale nie o tym.

Jestem takim bardzo prymitywnym użytkownikiem Youtuba. Na przykład rzucą w Lidlu świeżą makrelę, to ja wpisuję “mackerel recipe” i już po chwili gotuję sobie z pulchną Koreanką coś pysznego. 

Bywa,  że chcę zrobić jakiś wymyślny makijaż, to wchodzę na tutoriale. Albo akurat wspominam podróże do Azji, to oglądam vlogi ludzi którzy tam żyją. Czasem recenzje filmów i książek, albo podcasty blogów popkulturalnych, które czytam.

Nie inaczej było wczoraj wieczorem. Łóżko, kołderka, kieliszek winka, bita śmietana ze spraju w paszczę (no wiem, że niektórych to obrzydza, ja uwielbiam), do tego filmy o rysownikach mangi, potem o Japonii. 

Czasem pokazuje mi jutub z boku takie “polecane”, “popularne”. Pokazał i tym razem. Na obrazku ładna blondyneczka. Milion wyświetleń, 30 milionów lajków, pierdyzylion komentarzy. Tytuł filmu: “Czy jestem bogata”.

Ja mam w ogóle taki dziwny lęk klikania rzeczy, których nie znam (może to się łączyć z oporami technologicznymi). W sumie wyszło na to, że uzasadniony, ale raz się żyje, myślę- zobaczę o co tu chodzi, co się podoba.

Klik.

84

Pani (taka dosyć znerwicowana) odpowiadała na pytania swoich widzów. Prowadzi vloga lajfstajlowego. Film trwał 20 minut. Wytrwałam 10. 

Z tych 10 minut straconego życia dowiedziałam się, że nie ma przyjaciół i nie chce ich mieć, bo ludzie zawodzą. Że lubi luksus i pieniądze, a jak ktoś mówi, że nie lubi to kłamie, albo niech będzie bezdomny (“bezdomni, haha, są wolni”), że nie zadaje się z ludźmi biedniejszymi niż ona bo jej zazdroszczą i że facet ZAWSZE ma za nią płacić, bo to są tradycyjne wartości, które ona wyznaje, a nie jakieś feministyczne bzdury.

Wyłączyłam. Spojrzałam na komentarze. Dzieci z gimnazjum/ liceum zachwycone, “tak tak, sama prawda, takie życie, zaorane, jesteś świetna”.

Aż chciało się ich wszystkich przytulić i pogłaskać.

Nie kłamię, pieniądze nie są najważniejsze, dopóki mam za co zapłacić rachunki, włożyć jedzenie do lodówki i raz na jakiś czas pojechać sobie na wakacje, to naprawdę nie ma takiej rzeczy, która po zakupie dałaby mi jakieś poczucie szczęścia. 

Droga do takiego stanu umysłu była długa, bo kiedy człowiek wchodzi w dorosły świat z wieloma kompleksami (że z małego miasta, albo mało zarabia, nie ma tego i tamtego), to stara się je właśnie nadrobić statusem materialnym. Stara się kupić sobie poczucie własnej wartości, bo to jest najprostsza droga. Wiem po sobie, jak ciężko sprawić by ludzie cię lubili, przeważnie wychodzi dopiero w momencie, w którym czujesz się dobrze sam ze sobą i już nie zabiegasz o to wszystko.

Oglądałam jakiś czas temu (ponownie, bo za pierwszym razem byłam zbyt młoda, żeby coś z tego zrozumieć) “Trzy kolory: Niebieski”. Po wszystkich tragediach i perypetiach bohaterów, Kieślowski serwuje nam na zakończenie “Pieśń nad pieśniami”. Łzy leciały mi po brodzie, szyi, prawie po kolana. Dla wyznawców “tradycyjnych wartości” przypomnę: “Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a miłości bym nie miał stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”.

 

Neurotyczna lista przebojów

Ciężkie jest życie neurotyka.

Lubię wysokie rejestry, lubię jak coś mnie pierdolnie w głowę, Aronofsky’ego, Luhrmanna, zmontowane amatorsko sceny z ulubionych filmów pod emocjonalne ścieżki dźwiękowe (mistrzyni).

Skrzypce w soundtrackach. Komiksy o relacjach rodzinno- związkowych. Seriale takie jak “Love”, “Girls”, “Lovesick”, “Easy”, “Shameless”.

Sztukę z wiwisekcją, kiedy nie wystarczy, że jest ładne albo śmieszne, albo ciekawe, ale kiedy wchodzi w serce i wypruwa jak na kozetce to, co w środku.

38

Inspirujące ilustracje.

Toma Odella, jak śpiewa o miłości, smutne filmy o smutnych chłopcach i dziewczynach, ciemne dusze. Filmy z Brie Larson (nie tylko Room, ale jeśli nie widzieliście Short Term, to nadrabiajcie).

Josepha Gordona Levitta w wersji młodej i nieśmiałej.

Łatwość do popadania w przesadę, w kicz, w emocjonalne przegięcia. 

Ale wiecie, dzięki tej popkulturze można w życiu być zrównoważoną dorosłą osobą, bez większych dramatycznych przygód.

Kobiecość

Długo nie czułam się kobietą. Śpieszę wyjaśnić, że to nie to, że czułam się mężczyzną- czułam się dziewczyną.

Przez sporą część mojego dorosłego życia myślałam sobie, że kobieta to ktoś, kto ma odpowiednie atrybuty kobiecości. Miseczkę D, obcasy, dzieci i męża, postarzający makijaż, ułożone włosy, chodzi z elegancką torebką, roztacza wokół siebie matczyno- opiekuńczą atmosferę, chodzi (wyrywa się) na “babskie wieczorki” w otoczeniu innych kobiet, kiedy piją “kobiece drinki” i plotkują o swoich mężach.

Nie wyobrażałam sobie, że to ja, bo przekaz od komedii romantycznych po magazyny kobiece jest taki, że kobieta to zestaw jakichś konkretnych cech.

Miałam niedużo po dwudziestce, skończyłam studia, zaczynałam pracę, kiedy znalazłam się w obcym świecie. Nowe koleżanki z nowego miasta wychodziły za mąż, urządzały wieczorki panieńskie, zapraszały na parapetówki, gdzie panowie w salonie oglądali możliwości nowego telewizora/ głośnika/ “chujwieczego męskiego”. Panie w kuchni z lampką wina chichrały o jakichś ploteczkach. Były kobiety, byli mężczyźni i byłam ja.

Z łazienki dzwoniąca do swojej dziewczyny z komunikatem S.O.S., HELP, RATUNKU.

Na odtrutkę chodziłam na “branżowe imprezy”. Spotykałam tam wygłodniałe, wygolone istoty niemieszczące się w moim ówczesnym pojmowaniu świata, głośne anarchofeministki, których się bałam, androginiczny świat, od którego odstawałam całą swoją osobą.

Nie miałam nigdzie miejsca, byłam nikim, bezdomna duchowo dziewczyna.

Na jakiś czas wchodziłam między jedno stado wron, żeby pokrakać jak one, za chwilę zmieniałam front i próbowałam dopasować się w kolejne. 

61

Myślę, że przez długi czas borykałam się z tą kobiecością, bo brakuje nam tzw. “role models”, z których możemy czerpać. Mamy patrzeć na eleganckie piękne panie, zawsze dążące do “ładności”, możemy też się zbuntować i pokazać społecznym normom figę z makiem, ale nie każdy lubi czuć na sobie spojrzenia i wystawiać się na komentarze. 

Dopiero z czasem zaczęłam przebywać w towarzystwie kobiet, które były takie, jakie chciały. Heteroseksualnych nie przejmujących się konwencją, nie odgrywających kobiecego teatrzyka pt: “och my kobiety musimy udawać takie bezradne, żeby mój misio poczuł się ważny, choć tak naprawdę to wszystkim zarządzamy”. Poznałam samodzielne fajne laski, które chciały fajnego seksu bez udawania gwiazdy porno, będące sobą z własnymi wadami i zaletami, lubiące swoją pracę i takie, które mają zainteresowania. Poznałam homoseksualne kobiety, które były osobą o innej orientacji, a nie kimś u kogo orientacja kieruje życiem (po angielsku jest taki fajny zwrot “person who happens to be gay”). 

To był moment, w którym nauczyłam się myśleć o sobie “kobieta”, bez tych wszystkich atrybutów z checklisty wyobrażeń serialowych. 

Ostatnio przeczytałam na fejsbuku artykuł o autorce logo Strajku Kobiet. Dziewczyna wykonała coś, co stało się symbolem ogólnoświatowym. Pierwsze komentarze pod linkiem w Wysokich Obcasach dotyczyły jej wyglądu. Od innych “kobiecych” kobiet. “Jak może się tak oszpecać”. 

Naprawdę, w artykule o kobiecej pracy najważniejsze jest jak kobieta wygląda. Sroczki zadziobią tą, która im nie pasuje. Bo stylówka za mało “femme”. 

Kobietą jest każda, która się nią czuje. Anna Grodzka, Angelina Jolie, Ellen Degeneres, Bridget Jones. 

A ta, która jej tego odmawia, to zwykła idiotka i w sumie smutna osoba, dla której o czyjejś wartości stanowi to, czy podpada pod ogólnomęskie gusta.

Happy people

Po “zrywach” szczęścia, towarzyskości, “radosności”, zazwyczaj następują u mnie długie milczące doły, urozmaicone zagłębianiem się w depresyjne filmy i muzykę.

Leży sobie taki strzępek na kanapie, ogląda z projektora “Closet monster“, wyskrobuje popcorn ze szczelin sofy, od rana słucha Toma Odella albo Radiohead. I cierpi dramatycznie. Rysuje smętne obrazki. Albo nie rysuje wcale “bo to nie ma sensu i ma za mało talentu”.

39

Może dlatego tak rzadko chodzę na imprezy, do przyjaciół, “do ludzi”. Za każdym razem jest to odchorowywane “kacem”, jakbym musiała zapłacić za ten wysiłek w towarzystwie. 
Wielokrotnie postanawiałam sobie, że będę bardziej otwarta, miła, wesoła. Rekordowo wytrzymuję w tym postanowieniu może dobę. 

Jeśli mnie kiedyś potkasz i będę “do rany przyłóż”, a następnego dnia nastąpi reset i jedyne, co wyduszę to “cześć”, nie miej do mnie żalu.

Skam

Raz na jakiś czas kompletnie mi odbija.

Znajduję sobie serial albo piosenkę i zarzynam do nieprzytomności. 

Ostatnio tego typu zachowanie wzbudził u mnie norweski serial młodzieżowy “Skam”.

Młodzieżą nie jestem, ale na punkcie trzeciego sezonu dosłownie oszalałam.

28

W amerykańskich seriach jest ten okropny zwyczaj, że 16-stolatki są grane przez umięśnionych trzydziestolatków i wymalowane jak na rozdanie oscarów wybujałe babony po liftingach.

Tu mamy trądzik, chude klaty, rozmazane oko, cały urok młodości.

Myślę, że autorzy tego typu produkcji znają ten chwyt, w pewnym momencie włączają do akcji tragiczną historię gejowskiej pary, a za chwilę mają internet zawalony gifami uwielbienia, fanpejdżami, tumbrlami itd.

29

Coś zaskoczyło między mną a tą historią.

Może to nawiązania do ukochanego w latach szczenięcych filmu Baza Luhrmanna “Romeo i Julia”, może to główni bohaterowie, zagrani tak cudownie realistycznie, może tragiczna love story, która mnie wciągnęła. 

Sposób pokazania romansu między dwoma chłopcami, tej pierwszej wielkiej miłości, strachu, uczuć które przerastają- wszystko w dziesiątkę, strzał w moje serce.

27

Zrobiłam kilka ilustracji w temacie.

Wiecie jak to jest, posmutane, posłuchane płaczliwych piosenek, szczypta neurotyzmu, szczypta pretensjonalności, odrobina tęsknoty za młodością- i voila!. Trochę emocjonalnie, ale do diabła z tym, taka tematyka zasługuje na nieco melancholii.

Do tego dorzucam przepiękny trailer jaki powstał do serii. Enjoy.