Czysta krew

Chyba częściej się wkurzam niż smucę. Wczoraj fejsbuk pokazał mi post, który polubił znajomy. Post napisany wściekle elitarystycznym językiem- o motłochu, który wybrał dyktatora i nic z tego nie rozumie. O tym, że potomkowie niepiśmiennych bosonogich chłopów wywyższeni przez komunizm teraz zbierają plon. Że prostacy i idioci. Że faworyzowani przez PRLowską władzę zmierzają do tego samego. Pogarda strumieniami.

Ale nie fiksując się na chwilowej sytuacji, chciałabym sięgnąć głębiej.

Za każdym razem, kiedy ktoś ze znajomych pieje z zachwytu nad swoimi “szlacheckimi korzeniami”, przewracam oczami i przypomina mi się tekst Kapuścińskiego o rasizmie. Ogólnie rzecz biorąc duma z koloru skóry jest dla mnie tym samym co duma z pochodzenia. No gratuluję miałeś przypadkowe szczęście urodzić się akurat w rodzinie:

a. wykorzystującej niewolniczą pracę chłopów przymierających głodem, aby zachlewać się do nieprzytomności na polowaniach i dzięki współpracy z zaborcami gromadzącej majątki (to w przypadku tej “prawdziwej” szlachty)

b. niby szlacheckiej, ale żyjącej na klepisku, a różniącej się od chłopa tym, że potrafi czytać i pisać, z licznymi bękartami poczętymi na sianie przemocą.

Dla mnie pogardzanie niepiśmiennym chłopem pańszczyźnianym to strzelanie sobie samemu w głowę. Bo kto odpowiadał za taki stan rzeczy. W dużej mierze ominęła nas rewolucja przemysłowa Zachodu, kościół katolicki niestety wbrew własnym deklaracjom bardzo rzadko wychodzi do tzw “ludu”, prędzej pewnie księdza proboszcza można było spotkać na zakrapianej imprezie lokalnego panicza, niż uczącego bosonogie dzieci alfabetu. Dlaczego niemiecki pan mógł zorganizować szkołę, a polski nie? Jaki pasterz, takie owce moi drodzy.

Niedobrze mi się robi od przechwałek, jakiej kto jest krwi. Bądź człowieku dumny z tego, co sobą reprezentujesz, a nie z losowego przypadku. 

Ci pogardzani chłopi nie raz takich pyszałków wynosili bagnetami, i po trochu to się dzieje właśnie teraz.

To, że komunizm pozwolił kształcić się osobom, które do tej pory były pozbawione jakiejkolwiek możliwości oderwania się od pługa, poczytuję jako jego wielką zasługę.

Często na różnych stronach warszawskich, gdzie są np informacje o imprezach, obchodach itd mam okazję poczytać tonę pogardliwych komentarzy o “słoikach”.

Że nie płacą podatków w mieście, w którym mieszkają. Tak, bo gdyby mogli się tam zameldować, to nie byłoby problemu. Gdyby chciwy rynek mieszkaniowy nie pobierał równowartości średniej pensji za norę w ciemnej dupie, która jeszcze 50 lat temu nawet Warszawą nie była, to może nie trzeba by było wozić tych klopsów od mamy. 

c5d13537853905-574e8b6016a72

Sory, Warszawa to nie Nowy Jork ani Paryż, jak wyjmiecie przyjezdnych, to wiatr będzie hulał między blokami z wielkiej płyty zwanych “luksusowymi apartamentowcami 10 minut od centrum”. Jak podczas każdej Wielkanocy, kiedy miasto przypomina Phenian po przejeździe kolumny Kim Dzong Una.

Masz naprawdę wielki żal, że “ktoś kradnie Ci pracę”? To napisz lepsze CV.

Nie każdy potrafi docenić to, że dzięki tym ludziom właśnie w Warszawie jest energia, ruch, tłum na targach śniadaniowych. Że ten, kto nie dostał mieszkania po babci, prędzej czy później je kupi i zacznie płacić te wymarzone podatki w stolicy. I wyrobi sobie kartę Warszawiaka. I zamiast gołąbków w słoiku zje pyszne Pho od emigranta wietnamskiego, który z kolei wynajmie lokal od kogoś, kto akurat miał fuksa urodzić się w tym a nie innym miejscu.

Wiecie drodzy “rdzenni” Warszawiacy, jak ciężko jest zacząć życie w nowym miejscu, gdzie nie ma znajomych z podstawówki, nie wiesz, do jakiej przychodni pójść, dentystę i mechanika ogarniasz po latach strasznych wpadek i błędów, a mieszkanie na kupie wcale nie przypomina sytuacji z serialu “Friends”, prędzej nielegalny burdel 24h.

I nie, nie każdy chce “zostać w swojej wsi” (a często w uroczym miasteczku), bo na przykład wymarzył sobie aby być project managerem w firmie reklamowej i sory, że to komuś przeszkadza, ale na szczęście tu nie Rosja i można się jeszcze przemieszczać w celach zarobkowo- mieszkalnych. Ja mam propozycję, aby ci, którzy krzyczą o siedzeniu “u siebie”, zostali “u siebie” na wakacje, a swoje dzieci zapisali na półkolonie w mieście, rodziców do sanatorium z leczniczymi właściwościami warszawskiego smogu. Wtedy sobie krzyczcie o “lokalnych patriotach”.

Skąd się bierze duma z “czystej krwi”? Z kompleksów i z własnych małości. Bo nie czarujmy się, być “rodowitym Warszawiakiem”, albo mieć “szlacheckie korzenie” (co zresztą najczęściej nie idzie w parze), to dla np takiego “rodowitego Paryżanina” brzmi tak samo, jak: “jestem z Ułan Bator i mamy tam fajną jurtę od pokoleń”.

One thought on “Czysta krew

Leave your comment