(nie) cierpliwość

To będzie taki trochę coming out. 

Kiedy byłam dzieckiem, lekarze ciągle mówili, że mam nadpobudliwość psycho- ruchową. No ale to były mroczne lata osiemdziesiąte i nikt nie słyszał o terapiach, psychologach, ważne było żeby dostać meblościankę albo miejsce w sanatorium. Jeśli chodzi o potrzeby duszy, to obowiązywała postawa pt. “chyba w dupie ci się poprzewracało”.

Także myślałam sobie całe życie, że coś ze mną jest nie tak. Że się tak potwornie męczę na lekcjach (co doprowadziło od sporadycznych nieobecności w podstawówce, do regularnych wagarów w liceum; kiedy inni uciekali ze szkoły, aby się napić piwa nad rzeczką, ja po prostu oglądałam tv, czytałam książkę, albo gotowałam w domu; jeśli nie mogłam akurat być u siebie, to po prostu spacerowałam po mieście).

Nie rozumiałam dlaczego z każdej imprezy wychodzę o 22:00, bo już mam dość. Dlaczego nie potrafię po prostu usiąść do tych lekcji i ich odrobić. Dlaczego odpływam myślami i nic nie pamiętam z rzeczy, które do mnie mówią. Że kiedy ogarnia mnie jakaś emocja, to jest ona niepowstrzymana i nie potrafię sobie racjonalizować rzeczy, które mnie spotykają. Dlaczego wciąż nawalam i zawodzę innych mimo, że nie ma przeszkód abym nie dotrzymała zobowiązań. Że nie potrafię wgłębiać się w przyjaźnie i z nikim nie wytrzymuję za długo i za często, że męczy mnie kiedy jestem z kimś dłużej niż godzina- dwie.

82
Jako nastolatka byłam tym wszystkim tak sfrustrowana, że zaczęłam uprawiać medytację zen. Wkurwiła mnie po kilku razach.
Jako osoba dorosła po każdym spędzie rodzinnym, kiedy siedzi się przy stole dłużej niż godzina- dwie, muszę iść spać, bo jestem tak wykończona. W początkach mojej pracy byłam przekonana, że jestem jakaś głupia, że zaczynam wszelkie projekty dobrze i porządnie, a kończę tak, że wstyd pokazać i się przyznać.
Przez te lata w kilku dziedzinach (zwłaszcza jeśli chodzi o organizację pracy), w mękach udało mi się opanować pewne rzeczy, jeśli gdzieś wyjeżdżam, pakuję się dobę przed i wygląda to mniej więcej tak, że chodzę pół dnia po całym domu i zbieram różne rzeczy na jedną kupę, bo na bank zapomnę.
Nauczyłam się mówić “najpierw pomyślę i wrócę z odpowiedzią”, bo wiem, że moje impulsywne działanie jest najczęściej skrajnie głupie. Potrafię rzucić wszystko i szorować piekarnik, bo akurat w tej sekundzie mnie wkurza, że jest przypalona kratka.
Jednocześnie jak coś robię to na sto procent, co owocuje przewrażliwieniem na krytykę, bo “dałam z siebie wszystko”.
Człowiek z ADHD się spala. To nie zawsze wygląda tak, że latasz jak wariat i śpiewasz na głos w tłumie. Często po prostu nie możesz utrzymać koncentracji, męczysz się, frustrujesz. Wszystko kosztuje dużo wysiłku, proste rzeczy jak odpowiedzenie na długiego maila.
Robię listy i odhaczam zadania, bo bym ugrzęzła.

Kończę ten wywód, bo mnie męczy 🙂

Leave your comment