O związkach

Temat, który w polskim internecie jest mało rozwinięty (bo po angielsku można nawet przeczytać specjalistyczne poradniki). 

Związki pomiędzy kobietami.

Za każdym razem przeżywam irytację, kiedy widzę, co nam pokazuje popkultura w tym temacie. Zazdroszczę gejom większego wyboru dzieł skierowanych do nich. Sytuację można podsumować: “o nas, bez nas, nie dla nas”.

Rozumiem, że może lesbijki, czy kobiety biseksualne to stosunkowo niewielka grupa odbiorców, ale mam trochę dosyć tej słabizny na ekranie (w książkach, poza romansami i erotyką, to w ogóle praktycznie temat nie ruszany).

Mamy albo jakieś wystylizowane sople lodu, a’la “Carol”, albo absolutnie aseksualne panie w średnim wieku- “Kids are all right” (oczywiście bohaterkę rozbudza mężczyzna). Albo nastolatki “próbujące sobie”, przeważnie bez żadnej chemii (niezliczone seriale). No i oczywiście wampy rzucające się na siebie, aby widz płci męskiej “popatrzył”.

Dobre filmy mogę policzyć na palcach jednej dłoni (“Służąca” dała radę, “Heavenly creatures”, “Fucking Amal”).

Ale odchodzę tu od tematu.

57

Zakładam, że w związkach LGBT jest podobnie jak w związkach hetero- w zależności od pochodzenia partnerów, od środowiska, od wykształcenia, od tego co ich łączy, romans czy stare kapcie, może być bardzo różnie.

Są też rzeczy specyficzne, wynikające z faktu, że mamy dwóch mężczyzn i dwie kobiety. 

Jestem w relacji ponad 10 lat.  Wzięłyśmy ślub w UK. Było wesele na Kaszubach, tort, fajerwerki, szampan i tańce do rana.

Były wzloty i upadki, ale zawsze wiedziałam, że to jest ten “dom”, moje miejsce, moja osoba.

Wiem, że jest wiele modeli wieloletnich związków, łatwo wpaść w pułapkę “siostrzeństwa”, gdzie kobiety z czasem zaczynają bardziej się przyjaźnić niż kochać.

Ja wyszłam z założenia, że partnerka nie jest moją koleżanką, i w tym chyba leży nasz sukces. 

Nie zwierzamy się sobie ze wszystkiego, mamy po części osobne paczki przyjaciół i inne zainteresowania. Nie zrastamy się.

Długo na to narzekałam, teraz traktuję to jako pole do podtrzymywania tzw. “chemii”.
Wydaje mi się, że przez to, że społeczeństwo traktuje dwie kobiety w związku jako coś niegroźnego, aseksualnego, część par przybiera właśnie taką pozę. Łatwiej wtedy o akceptację środowiska, nikt nie robi problemów, można bezboleśnie egzystować z sąsiadami i rodziną, trochę jakby udając dwie “ciotki- stare panny”, które razem sobie żyją.

tumblr_oh6u27l31f1vcdl4po1_1280

Myślę sobie, że wtedy można niechcący przenieść ten wizerunek z zewnątrz do środka, do domu, do codzienności.

Jest to w jakimś sensie stawianie się na pozycji kogoś “gorszego” w społeczeństwie, starych panien z kotem, odbieranie sobie prawa do bycia istotą seksualną, spełnioną w relacji fizycznej.

Powiem Wam, że to bardzo wyzwalające, kiedy moje przyjaciółki opowiadają o swoich facetach i ja w tej samej manierze wyrzucam zwierzenia o żonie. Kiedy one zachwycają się jakimś aktorem, ja wygłaszam podobne opinie o aktorce.

Wydaje mi się, że lesbijki często unikają takich tematów w heteroseksualnym środowisku, trochę się “kastrują” na własne życzenie, bo kobieta mówiąca o seksie jest wyzwaniem, a kobieta, która jest “psem na baby”, to w ogóle skandal, babochłop i wynaturzenie. Kiedy jednak przełamie się te bariery, potem wszystko wychodzi naturalnie, bo mamy takie samo prawo do ekspresji jak każdy.

I pamiętajcie, droga do sukcesu w związku, to zawsze mieć ostatnie zdanie: “przepraszam kochanie, miałaś rację”.

4 thoughts on “O związkach

  1. Lubię Cię czytać. Jakiś czas temu miałam pomysł na podobnego bloga, ale po jakimś czasie zwyciężyła irytacja, że mój związek nie jest czymś na tyle niezwykłym, aby o nim publicznie pisać. Mimo, że jest to potrzebne dla edukowania społeczeństwa, to – no właśnie, za wiele we mnie gniewu, że społeczeństwo jest na tyle głupie, że trzeba mu opowiadać, że dwie kobiety mogą sobie być i mieszkać, i kochać się, i tworzyć rodzinę, i robić razem pranie, o “no popatrzcie, toż jesteśmy normalne!”. No jesteśmy. Nic w nas niezwykłego więc niech się odwalą. Ale całkowicie rozumiem, czemu Ty piszesz i należę do fanów tego bloga. Do przemyśleń dodałabym tylko to, że u nas jest zasada mówienia o wszystkim. To znaczy o wszystkim co ważne, o każdej złej myśli czy nastroju, który mógłby przerodzić się w gorszy nastrój, więc musi zostać wypowiedziany, przedyskutowany i przepędzony wspólnie. Mówienia wprost “przykro mi, bo”, zamiast rzucania focha. Mamy swoje gorsze dni, ale to ważne, aby każde nieporozumienie trwało nie dłużej niż kilka minut. Ja miałam nieco inną sytuację, bo weszłam w nowe środowisko a więc jej przyjaciele stali siępowoli moimi, przynajmniej ich część, nie ma więc całkowicie osobnych paczek, a mimo to zdarzają się osobne wyjścia, bo ta lubi Star Trek, a tamta nie, i tak dalej, i jest to calkowicie naturalne. Nie ma używania komórki jak smyczy (200 smsów dziennie, jak to się kiedyś z kimś innym zdarzało), jest zaufanie, spokój i poczucie, że mam dom i rodzinę. Pierwszy raz w życiu. To faktycznie wyzwalające uczucie.

    1. hej, miło to czytać.
      Wiesz, z założenia to blog rysunkowy, trochę dorabiam teksty, traktuję to autoterapeutycznie, jako odtrutkę na rzeczywistość, potrzeba normalności w świecie, w jakim żyję.
      Wiem, że nie mam wielkiego warsztatu pisarskiego, po prostu piszę sobie co mi chodzi po głowie, motywuję się w ten sposób do rysowania 🙂

      1. A mnie się wydaje, że piszesz bardzo dobrze i coraz lepiej. Tematy są ważne i choć piszesz bardzo osobiście to teksty są super uniwersalne, bo przecież wszyscy mamy swoje “szafy” takie lub inne. Tak trzymaj

Leave your comment