Ożenek

Podobno ceremonie u Biedronia to taki hit, jak świeżaki w Biedrze albo prosecco w Lidlu. Każdy może wziąć ślub z Biedroniem. Każdy oprócz jego partnera.

Na ślubach kręcą mi się łzy w oczach, nie do końca są to łzy wzruszenia, często goryczy. 

Nie wiem jak czuje się Biedroń, kiedy patrzy na te wszystkie rodziny świętujące miłość, a potem wraca do domu, do “pana nikogo”. Nie wiem co sobie myślą pary, które na mają fajny event ze sławnym i lubianym politykiem, event podszyty nierównością i niesprawiedliwością. 

Kiedy ja widzę nagrania krążące po internecie, jest mi zwyczajnie przykro.

Nie czekałyśmy na zmianę prawa w Polsce. Nie chcę mieć zdjęć ślubnych z balkonikiem i siwymi włosami uniesionymi trwałą dla objętości. Nie chcę być częścią pary staruszek, które w internecie młodym wyciskają łzy w oczach, że całe życie razem, na przekór polityce, a teraz oto, u schyłku mogą się pobrać. Łzy kapią na klawiaturę, szery lecą, tęcza i jednorożce.

Chciałam wyjść w ładnej koronce, szpilkach, z kwiatami, zatańczyć z teściem na parkiecie, zatańczyć z teściową na parkiecie, zrobić “gorzko gorzko” bez potrzeby wyjmowania sztucznej szczęki i nie wymierzać sobie szampana, bo insulina skacze.

Spakowałyśmy kiecki, wraz z tabunem uchodźców ekonomicznych z Polski pofrunęłyśmy do Londynu, rozwrzeszczane bachory i pijani Janusze nie zmącili nam nastroju.

Denerwowałam się jak walnięta, makijaż nie tak, włosy nie halo, zgubiłam kosmetyk, moja narzeczona wisiorek, prawie się pokłóciłyśmy i już chciałam wracać.
Wyszło słońce na skołtunionym angielskim niebie, w urzędzie puścili nam Barryego White’a, było na luzie, z żartami, śmiechem, ze łzami, szampanem, triumfalnym marszem przez muzułmańską dzielnicę (ludzie się uśmiechali, o zgrozo), obiadem we włoskiej restauracji prowadzonej przez Polaków (którzy gratulowali- można? można).
Potem wesele na Kaszubach, takie jak chciałam, na trawie, z lampionami, boho style, en vogue, hipstery biorą ślub i puszczają fajerwerki, a zamiast białego misia słuchają The Ting Tings, piją prosecco i zapewniają wege catering.

111

W internetowych dyskusjach pojawiają się pytania “po co ludzie lgbt chcą brać śluby”. 

Całe życie towarzyszą nam różne ceremonie przejścia. Od prymitywnych ludów z buszu, po maklerów Nowego Jorku, dzielimy swój czas na etapy, rozdziały. Po to mamy chrzciny lub “pępkowe”, osiemnastki, kinseniery, obrzezania, bar micwy, i przede wszystkim- śluby.

Symboliczne określanie się w społeczeństwie, komunikowanie sobie i innym ważnego etapu w życiu. Oto jestem, świętujcie ze mną, uznajcie ten przełomowy moment. 

Oczywiście, że można różne rzeczy zapisać u notariusza. Można założyć spółkę z o. o. Można kupić sobie prywatne ubezpieczenie dla par. Można nosić w portfelu tysiąc świstków na wszelki wypadek. Tylko to nie zmieni nas od wewnątrz.

Symboliczne potwierdzenie przynależności do drugiej osoby, określenie swojej rodziny, powiedzenie “teraz to jest mój dom”, poczucie się “dorosłą”, to są rzeczy ważniejsze niż jakikolwiek papier o dziedziczeniu trzech kotów, dwóch komputerów i samochodu. Już nie ma dylematu kim jestem, gdzie przynależę, to wszystko zostało potwierdzone ceremonią, pokazane innym podczas uroczystości, tego już nie można kwestionować.
Już nie czuję się gówniarą, zyskałam świadomość kontroli własnego losu, własnych wyborów, dom, poczucie bezpieczeństwa. Ona jest moja, ja jestem jej.

2 thoughts on “Ożenek

  1. Cudowny blog ! W kazdym poscie odnajduje cos, z czym sie utozsamiam. Bardzo podobaja mi sie wpisy poruszajace tematy LGBT. Malo jest takich glosow w przestrzeni publicznej.
    Dziekuje bardzo i pozdrawiam 🙂

Leave your comment