Równowaga

Wszystko co słyszeliście o “hygge” to prawda. Dania jest bezczelnie przytulna. Jedziesz autostradą i ani jednego bannera, tylko zieleń, pola, elektrownie wiatrowe, śliczne drewniane chatki, im bliżej morza tym ładniejsze zajazdy z wywieszonymi flagami, wydmy bez śladu papieru toaletowego, chusteczek, podpasek, puszek po piwie, petów, czyste plaże, po których nie strach chodzić boso, można najwyżej nadepnąć na kraba lub muszlę okładniczka, dziwna cisza, przerywana szumem fal. Nie ma disco, nie ma sztucznych palm, nic nie udaje Copa Cabana, nie poskaczecie na dmuchanym zamku, nie popływacie na bananie, nie poćwiczycie aerobicu z gwiazdą. 

Możecie usiąść na piasku, otworzyć książkę (jak akurat nie pada), zrobić zdjęcie latarni morskiej, zjeść frytki albo hot doga z drewnianego domku. 

I wiecie co, nie ma nudy. Od przestrzeni prostują się myśli, od wiatru plączą się włosy. 

5a201f38166321-5757b5c8f3393

Kiedy tam trafiłam, w Warszawie akurat szalała Parada równości, największa w historii, trochę żałowałam, że nie dane mi było przemaszerować. 

Dla odmiany duńska wieś żyła innymi sprawami- świętem narodowym, długim weekendem, które obchodzono ku mojemu zdziwieniu nie racami, pochodami, bitwami na kostkę brukową, nie dymem i krzykiem i bez policji. Duńczycy wychodzili sobie rodzinami na spacer, na jarmark i do restauracji. 

Dzieci miały wolne od swoich wiejskich szkół wyjętych z katalogu dobrej minimalistycznej architektury. 

A ja skołowana myślami krążyłam wokół potopu szwedzkiego i zastanawiałam się dlaczego okupacja skandynawska nie przetrwała do dziś. Może jeszcze nie jest za późno? Może jeszcze nas najadą?

Leave your comment