Skąd się bierze TO w środku

Miałam 6 lat, kiedy wygrałam swój pierwszy konkurs plastyczny. Był o zasadach ruchu drogowego. Przedszkolaki zebrane w sali udekorowanej zielonym suknem, godło jeszcze bez korony, galaretka z bitą śmietaną na deser, od której zrobiło mi się niedobrze. Dyplom. Wywiad w lokalnej rozgłośni radiowej. 

-Jak masz na imię?

– Majisia.

– Powiedz Marysiu, co jest na twoim obrazku?

itd.

W podstawówce wszystkie zeszyty zamiast zapisanych lekcji zarysowane wzorkami, buziami, roślinami, zwierzętami. Do naszego domu przyszedł ksiądz po kolędzie:

-Czy córka wybiera się do liceum plastycznego?

-Nie, po tym nie ma pracy

W liceum w głowie “bzdury”. Jak manga i anime. Czarodziejkowy szał, potem NGE, GITS, tego typu pozycje.

Wszystkie gazetki szkolne mego pędzla. Portrety Puszkina, Norwida, Sobieskiego, kogo ja tam nie narysowałam. Prywatnie- tony absolutnie splagiatowanych komiksów, tony głupich komiksów i kilka całkiem pomysłowych. Czasem wydruk w jakiejś gazetce, fanzinie. Czasy bez internetu, jak tu pokazać swoją twórczość?

Niedawno przeglądałam te starocie. To nie jest tak, że ja miałam jakiś specjalny talent czy łatwość. Tego po prostu były tysiące. Sterta absolutnie potwornych bohomazów z asymetrycznymi twarzami i powykrzywianymi dłońmi.

W domu: nie zajmuj się tymi bzdurami, lepiej się ucz. Była nawet specjalna nazwa- “znowu rysujesz swoje małpieniata” (chyba z rosyjskiego to określenie?).

Za karę porwane rysunki. Potem już niszczyłam je sama. To jest tak, jakby człowiek sam się dźgał w serce, zabijał siebie kawałek po kawałku. Przestajesz w pewnym momencie czuć cokolwiek, obojętniejesz, odlatujesz w jakąś ciemność.

99

Nauczycielka z domu kultury:

-Marysiu, może byś poszła na ASP?

-Nie, ja się nie nadaję, będę lekarzem.

W klasie maturalnej zwrot, teraz albo nigdy. Na szybko sklejona teczka wysłana na Akademię. Pojechałam na bezpłatne konsultacje. Ładne rysunki, proszę przyjechać na plener. Nie stać mnie na plener, proszę pana, rodzice nie wspierają takich “głupot”, nie mam 2tys. złotych aby tam pojechać.

No to chociaż architektura wnętrz. Po tym będzie praca, prawda?

Praca była. Najpierw zapieprz za grosze w kolejnych firmach, potem na własną rękę. I gdzieś coś powoli odpadało kawałek po kawałku. Przestałam pisać pamiętniki i listy, bo po co, i tak zostaną przeczytane, a potem wyszydzone. 

Nauczona wstydzić się za wszystko, co wychodzi ze środka, nie chciałam już nawet próbować. Pokazanie swojego rysunku, czy tekstu to dla mnie jak stanąć nago na środku ulicy.

Dlaczego to robię? Bo sprawia mi cholerną przyjemność i choć na chwilę daje poczucie wolności.

Nie zapraszam bliskich na wystawy. Nie przychodzili na nie, kiedy byłam w szkole, nie przyjdą i teraz. Z gulą w gardle przyjmuję komplementy od rodziny mojej żony. Nie jestem w stanie nawet w to uwierzyć, że jadą z innego miasta i chce im się zobaczyć moje prace na jakiejś ścianie. Odpycham to i udaję, że nie słyszę.

Pamiętam jak miałam swój pierwszy wernisaż w liceum. Pokaz prac grupy z domu kultury. Nie poszłam na niego, bo musiałabym iść sama. Jedynie mój dziadek kazał mi się zaprowadzić. Pojechaliśmy autobusem na drugi koniec miasta, a tam zamknięte, “dziś nieczynne”, “zapraszamy jutro”. Obejrzeliśmy zza krat w oknach i ten jeden raz czułam, że ktoś jest ze mnie dumny.

4 thoughts on “Skąd się bierze TO w środku

  1. Maria, bardzo się wzruszyłem tym tekstem.
    Jesteś super zdolna i rób dalej to co kochasz i to co sprawia Ci przyjemnosc. Pamiętaj że szczescie to nie jest cos permanetnego ale te krotkie chwile gdy je osiagamy chowaj gleboko w pamieci.

    Pozdrowienia z daleka.

    B.

Leave your comment