Woda

Mam na osiedlu dwie pływalnie. 

Jedna to taki mały aquapark, ze ślizgawką, pięcioma różnymi saunami, grotą solną, biczami, fontannami, solarium, laguną, siłką, cuda wianki, wodotryski.

Druga- oldschoolowy budynek wyłożony płytkami, sauna fińska, dżakuzi i to by było na tyle z wyposażenia.

Pierwsza tuż pod domem, do drugiej mam 15-20 minut na piechotę.

Tej pierwszej nienawidzę szczerze całym sercem.

Bywają tam pakersi ścigający się na torach, lalunie prężące biust na leżakach, chmary dzieci wrzeszczących na ślizgawkach. Pary uprawiające semi- sex pod wodą. 

Mój ulubiony basen odwiedzają ludzie “nieforemni”, starsi, w małych, przyzwoitych ilościach. Niezawadzający nikomu, pilnujący się na torach, mówiący dzień dobry i dziękuję w saunie. 

W saunie rozmawia się. Na przykład kiedyś Pan Włoch mieszkający w Polsce od dwudziestu lat opowiadał mi swoje przygody. Abo Pan Tirowiec radził w sprawie samochodu. Dziś słuchałam z przyjemnością wymiany zdań córki z ojcem, o tym jak minął im tydzień.

W saunie się milczy bez skrępowania.

Pod sztuczną palmą zostawia się ręcznik i wskakuje w bąbelki dżakuzi, gdzie moczymy tyłki niczym japońscy mafiozi w gorących źródłach.

54

Mam swoją rutynę. Najpierw sauna 10 minut, potem pływanie 10 minut i tak powtarzam dwa razy, po czym kończę w masażu wodnym. Po tym zabiegu czuję się “wyczyszczona” od środka. Całe napięcie, stres, wkurw, smutek, wszystko spływa z potem.

Zgubiłam kiedyś na tej pływalni pierścionek zaręczynowy. Odwiedzałam to miejsce z przyjaciółką, z siostrą, z żoną. Najczęściej sama, zostawiając telefon w domu, moment odcięcia.

W dzieciństwie, dwa razy w tygodniu mój dziadek prowadził mnie na basen. Ratownik, znajomy rodziców, uczył mnie pływać, a dziadek wychodził na zewnątrz, przez okno machał ręką, pamiętam jak go wypatrywałam, czy jest, czy patrzy jak nurkuję.

Czasem plotkował z paniami bileterkami, wszystkie nas znały.

Czasem w zastępstwie przychodziła babcia. Po wszystkim kupowała mi słodycze.

I przysięgam, że mimo, iż odeszli, ciągle wydaje mi się, że ich widzę za szybą.

Może to dziwne, kiedy pływalnia stanowi miejsce sentymentalne, ale nie ma nic głębiej relaksującego i odcinającego od świata, niż zanurzenie się w zachlorowanej wodzie.

Leave your comment