Dzieło

Zawsze w takich momentach zaczynam oglądać ogłoszenia o pracę. Miła posadka, od tej do tej, średnia lub niezła pensja co miesiąc, ubezpieczenie.

Nie żył, kto w Polsce nie pracował na freelansie. Nie zaznał smaku adrenaliny, kto na umowie o dzieło nie zachorował, nie złamał nogi, nie miał raty kredytu do spłaty, podczas gdy “księgowa klienta wyjechała na wakacje”, “zapomniała zrobić przelew”, albo zwyczajnie nie odbiera telefonu.

Praca w strefie zleceń to kręgi piekła, o jakich nie śniło się tym, co siedzą w budżetówce.

Czasem żyjesz jak król, jak cesarz wszechświata, Bill Gates własnej dzielnicy. Trafia się duże zlecenie, przychodzi milusia zaliczka, to poszalejesz i se zapłacisz rachunki. Szerokim gestem wykupisz kotu- cukrzykowi zapas insuliny. Niech ma. Zapełnisz lodówkę. W weekend pójdziecie do kina i na obiad.

Częściej jest tak: zapitalasz, jeździsz na spotkania, dostajesz tonę maili, telefonów, w których mówią ci, jak ma być i że o gustach się nie dyskutuje. Wylewa się z ciebie bełt przetrawionych wyobrażeń ludzi wychowanych w pastelowych blokach, w szarych blokach, na marzeniach o luksusie w wersji z Dynastii. Wylewa się, ale robisz. Ileś opcji, klient nasz pan. 

W końcu nadchodzi dzień płatności. 

Wtedy dowiadujesz się, że termin na fakturze to sugestia. Że zapłacenie w ogóle to jest opcja. Można tak, a można nie. Że nagle wszyscy chorują. Rodzą dzieci. Dostają miesiączki. Dokładnie w momencie, w którym czekasz na przelew.

Trochę ci głupio, ale się upominasz. Tak tak, zapłacimy, noproblemo.

37629a43816671-57fdd49284ade

Potem gorzej, bo bank do ciebie dzwoni, że gdzie ratka. Kończy się OC, więc nie jeździsz samochodem. Naruszasz konto oszczędnościowe, bo trzeba iść do dentysty. Jak masz działalność, to skarbówka szybko blokuje ci konto, bo nie zapłaciłeś vatu od kwoty, która nigdy nie wpłynęła na twój rachunek.

Klientka mówi, że jej niezręcznie, że się tak upominasz. Czujesz się jak debil. Jak nędzarz, mimo, że na papierze kwoty pięciocyfrowe. 

Czasem trafiasz na takich milusich, co nie zapłacą w ogóle. Jedni powiedzą, że uważają, że “już wystarczająco w ich ocenie przelali”, inni przestaną odbierać telefony, w końcu napiszą maila jak im się dzieło nie podobało. 

Czasem pójdziesz do sądu i przez trzy lata będziesz płacić za prawnika, żeby odzyskać kilkaset złotych. Częściej machniesz ręką, karawana jedzie dalej.

W końcu przychodzi przelew. Znowu jak król złoty- spłacasz debety, rachunki, ratki, odsetki karne, wysyłasz potwierdzenia, odkładasz coś tam na czarną godzinę, wiesz że ta nastąpi szybciej niż później, czarne godziny zawsze nadchodzą znienacka, z kolejnym “urlopem w księgowości”.

W rubryczkach “dochody” wychodzą ci ładne sumki i myślisz, że jesteś chyba jakąś pierdołą życiową, liczysz i planujesz, powinno stykać, powinno zostawać, jest w tabelkach. A potem dostajesz 3 przelewy z dwutygodniowym opóźnieniem, czwarty w ogóle nie wyszedł i już wiesz, że bez dociskania się nie obejdzie.

Spotykasz znajomego, on ci mówi: “Ja już dawno na Polskę nie robię, chyba bym życiowej kurwicy dostał. Wysyłam do Francji wykonaną robotę, zaraz jest wypłata, nikt nie dyskutuje, nikt się nie wykłóca”. 

Co jakiś czas oglądasz więc opcje pracy na etat, opcje pracy na zagranicę. Kiedyś frustracja przeleje się ponad to, co możesz znieść i po prostu to zrobisz.