Blok kulturalny

Wcale mi się nie chciało składać literek w ostatnim czasie. Jesień wyobrażam sobie w scenach przedstawiających mnie siedzącą pod pluszowym kocem, w futrzastych kapciach, z kubkiem gorącej herbaty imbirowej i książką w ręku. Do tego dorzućmy wyimaginowany kominek.
Kończy się z zapchanym nosem, tabletkowym burdelem na szafce przy łóżku i serialach na tablecie.

Także przeczytałam ostatnio tylko dwie książki, ale jest plan na nadrobienie, wielkie chęci i wspaniałe tytuły na horyzoncie.
Zrobię Wam tu subiektywny przegląd tego, co mi się ostatnio w kulturze udało “zaliczyć”. Było też więcej pozycji, tu wymienię te, które mnie ujęły.

***

Film

Zacznę od torpedy- “Bladerunner”. Idźcie na to, bo jest tak dobry, że aż strach. Zaliczyłyśmy projekcję 4d, czyli bujało nam fotelami, dmuchało we włosy i psikało w twarz wodą,  było jak w wesołym miasteczku. Taka technologia po prostu gra z filmami, gdzie jest dużo scen akcji, latania, wybuchów, czujesz się jak uczestnik wydarzeń, nie tylko widz.
Muszę jednak dodać łyżkę dziegciu. Jared Kurwa Leto. 
To nie jest, że ja go jakoś nie lubię, ale przy takich aktorach jak Gosling czy Harrison Ford, Pan Jared wypada jak uczestnik kółka teatralnego z gimnazjum. Gra zawsze nie o jeden ton wyżej, tylko o dziesięć, przy każdej jego scenie bolały mnie zęby. Nie wiem jakim jest człowiekiem, jakoś specjalnie nie śledzę jego kariery, ale to któryś film z rzędu, gdzie wszystkiego w nim jest “too much”. Jeśli mamy osobę, której cała fizjonomia jest już przerysowana i naturalnie nie do końca wygląda jak człowiek, to wydaje mi się, że przy takich aktorach sprawdza się minimalna technika wyrazu. Bo wszystko, co zrobi “za mocno”, bije po oczach sztucznością. Jared Leto jest takim Nickolasem Cagem naszych czasów. Patos, pretensjonalność, scena z zabijaniem nowo narodzonego androida to nieudany szantaż emocjonalny. Jeśli nie dał się poprowadzić reżyserowi, to ja bym wolała, żeby go wycięli, bo na tych scenach musiałam zasłaniać twarz.
Są aktorzy charakterystyczni, “wielkoocy”, jak np Jake Gyllehaal. I spójrzcie, jak jego gra wygląda w Donnie Darko, czy w Brokeback Mountain. Jak się ma “mocną twarz”, to się postępuje oszczędnie, inaczej wychodzi karykatura.
Ale Ryan i Harrison- moc! Efekty- szóstka z plusem! Klimat bladerunnerowski- jest jak trzeba. Historia nawet ciekawsza niż w pierwowzorze, wszystko się udało, na pewno będę powtarzać seans, jak się pojawi na netflixach czy innych amazonach.

Najlepszy
Poszłam na film z siostrą, obchodząc Święto Niepodległości jak najszerszym łukiem. I wiecie co, to jest polskie kino z jakiego jestem dumna, to jest nasza wizytówka w świat, jak ktoś chce być patriotą, to niech kupuje bilety na takie produkcje, niech im kibicuje na festiwalach, śmiało mogę powiedzieć, że wstydu nie ma.
“Najlepszy” to mainstream, ale mainstream na wysokim poziomie. Świetne aktorstwo (bałam się, że Gierszał, taki dosyć delikatny z wyglądu chłopak, nie będzie wiarygodny w roli ironmena), wykorzystanie osób, które nie kojarzą nam się typowo z tego typu kreacjami (przemocowy ojciec, matka), ukradł mi serce Gajos i Jakubik. 
To jest dzieło, po którym wychodzi się z sali kinowej z głową pełną emocji. Z wielkim sercem.
Niektórzy piszą w recenzjach, że sceny “z lustrem” były niepotrzebne. Mi zupełnie nie przeszkadzały, myślę, że dobrze obrazowały, że człowiek który żyje w nałogu zawsze ma tę mroczną część w sobie, że to jest walka na całe życie, że autodestrukcja to nie jest coś co cię opuszcza, nawet jak jesteś już “czysty”.
Po takich filmach jak “Ostatnia Rodzina”, “Jestem mordercą”, “Zjednoczone Stany Miłości” potrafię w ciemno kupować bilety na polskie kino.

***1d81fe41454441-57a6e235c556e

Seriale

Master of None
Z Netflixa, trochę przypadkiem, bo myślałam, że to będzie serial komediowy. Bardzo fajna obyczajówka w “sundance’owym” klimacie. Pierwsza seria trochę hipsterska, druga BARDZO “inna”. Nietypowe jak na serial eksperymenty z formą, każdy odcinek w trochę innej konwencji. Nowy Jork odrobinę jak w starym Woodym Allenie, ale aktualizowany o multikulti, o mniejszości seksualne, o “millenialsową” tematykę. Epizody są słodko- gorzkie, każdy kto lubi inteligentne produkcje o związkach, o trzydziestolatkach, niezobowiązujące seriale na dwa wieczory z michą popkornu zagryzaną eklerem popijanym czerwonym winem, powinien spróbować tego dzieła.
Odcinki poruszają też tak aktualną ostatnio tematykę molestowania seksualnego i równouprawnienia. Bohaterowie są bardzo “ludzcy” i łatwo można się z nimi utożsamiać. Polecam.

Mindhunter
Lubię tematykę seryjnych morderców. Szczególnie, kiedy są to opowieści na faktach. Jest to fascynacja wykroczeniem ponad to, co nazywamy “człowieczeństwem”, głębokim, bezinteresownym złem. Zawsze zastanawiałam się, co musi się stać, żeby człowiek mógł zabijać i nie czuć przy tym żadnych emocji związanych z zadawaniem bólu, krzywdy, kiedy nie dotyka go empatia, kiedy nie ma wyrzutów sumienia wobec swoich ofiar i ich rodzin. 
Podoba mi się, że “Mindhunter” nie eksploatuje grozy, jak to robił “Hannibal”. Że nie urządza nam wielkiej uczty makabry. Podoba mi się powolny, cichy klimat serialu, ciemna tonacja, spokój przeplatany z napięciem. Podobał mi się finał, nieoczywisty, pozostawiający widza z głową otwartą na to, co się właściwie stało.
Świetnie kontrastują ze sobą główni bohaterowie, postacie żeńskie w końcu z krwi i kości, to, że motywacje pojawiających się osobowości nie są dla nas do końca jasne i zrozumiałe, nie ma dużo ekspozycji, więc musimy otworzyć się na różne ewentualności. 
No i jest dobrze zrealizowany, więcej tego chcę.

Stranger Things
Co tu dużo mówić, jestem fanką, posiadaczką bluzy z nadrukiem lampek podpisanych alfabetem. W drugiej serii może nie ma aż tyle niepokoju, tajemnicy, bo sporo kart zostało odkrytych, ale oglądałam w Halloween i nic lepszego na tę noc nie mogłam ustrzelić.
Dzieciaki świetne, może wątek z “punkami” nie do końca potrzebny, ale fajnie się oglądało, uderza w moją potrzebę nostalgii. 

***

Ksiązki

Wymazane
Witkowski to Witkowski. Jak się lubi połączenie ironii z celną obserwacją, kiedy nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, przegięcie i drwiny ze wszystkich tabu, świętości, karykaturalne ukazanie postaci, przy jednoczesnej sympatii do nich, to wiadomo, że on nam tego dostarczy. Najlepiej piszący autor w Polsce. Pisać patetycznie i tworzyć skomplikowane konstrukcje umie co drugi, banału ci u nas dostatek, ale pisać tak, że ja się śmieję na głos w autobusie, jednocześnie nie mając poczucia “guilty pleasure”, to trzeba docenić. 
Przez jego powieści czytelnik leci jak burza. Trafne spostrzeżenia, detale, które na co dzień umykają, ale składają się na rzeczywistość, tu przejaskrawione, podkreślone na czerwono i z wykrzyknikiem, absurdy wyolbrzymione pozwalają spojrzeć na świat z dystansu, na kpinę. Himalaje ironii, ale też autoironii, bez cynizmu, z czułością nad brzydotą, nad głupotą, nad stereotypami.
Przeczytałam wszystkie książki Witkowskiego. Każda to strzał prosto w serce.

Neurotyczna lista przebojów

Ciężkie jest życie neurotyka.

Lubię wysokie rejestry, lubię jak coś mnie pierdolnie w głowę, Aronofsky’ego, Luhrmanna, zmontowane amatorsko sceny z ulubionych filmów pod emocjonalne ścieżki dźwiękowe (mistrzyni).

Skrzypce w soundtrackach. Komiksy o relacjach rodzinno- związkowych. Seriale takie jak “Love”, “Girls”, “Lovesick”, “Easy”, “Shameless”.

Sztukę z wiwisekcją, kiedy nie wystarczy, że jest ładne albo śmieszne, albo ciekawe, ale kiedy wchodzi w serce i wypruwa jak na kozetce to, co w środku.

38

Inspirujące ilustracje.

Toma Odella, jak śpiewa o miłości, smutne filmy o smutnych chłopcach i dziewczynach, ciemne dusze. Filmy z Brie Larson (nie tylko Room, ale jeśli nie widzieliście Short Term, to nadrabiajcie).

Josepha Gordona Levitta w wersji młodej i nieśmiałej.

Łatwość do popadania w przesadę, w kicz, w emocjonalne przegięcia. 

Ale wiecie, dzięki tej popkulturze można w życiu być zrównoważoną dorosłą osobą, bez większych dramatycznych przygód.