Widzialne

Nigdy nie byłam typem aktywistki. W rozmowach z ludźmi o różnej orientacji często pojawia się pytanie, wątpliwość dotycząca “obnoszenia się”. 

Ze strony osób heteroseksualnych, których preferencje są społecznie przezroczyste, wyraźne jest niezrozumienie, że ktoś się skupia na tym, z kim wchodzi w związek. Domyślnie, kiedy inni widzą obrączkę na moim palcu, zakładają, że mam męża. Prawo większości, prawdopodobieństwo trafienia jest dużo większe.

Wśród osób LGBT, które “nie lubią się obnosić” tłumaczę to po prostu strachem. Hej, patrzcie, jestem taki jak wy, nie biegam z piórkiem w tyłku.

Z tym, że nie.

Nie jesteśmy tacy sami ze względów nie tylko prawnych, nie tylko jeśli chodzi o narażenie na przemoc, na obelgi, na przykrości. Jesteśmy inni, bo często się zdarza, że nasze związki i relacje wyglądają inaczej, wielu z nas ma rodziny z wyboru, bo prawdziwe ich odrzuciły, bo funkcjonujemy w bańkach społecznych, kiedy nie uczestniczymy pełnoprawnie w świecie, który nas otacza (choćby celebracje świąt, walentynek, najróżniejszych okazji, które pomijają istnienie par/ rodzin nieheteroseksualnych).

Znam absolutnie absurdalne z mojego punktu widzenia sytuacje, gdzie “mama dziecka mieszka z ciocią” i dziadkowie o tym nie wiedzą, albo homoseksualnych mężczyzn zamieszczających zdjęcia z koleżankami sugerujące, że to są ich jakieś podboje. Nie potępiam, bo empatyzuję.

63 

Współczuję, że strach jest tak duży, że trzeba oszukiwać najbliższych, że pośród rodziny i kolegów z pracy ktoś czuje się na tyle źle, że żyje w kłamstwie.

Wiele osób LGBT, które znam, a które przechodziły proces samoakceptacji, przechodziło również terapię. 

Terapia ma wielkie zęby i się jej boimy, bo jeśli nie zdobędziemy się na szczerość, to nic nam nie da. Kiedy staniemy ze sobą twarzą w twarz i powiemy, że tak boję się, tylko wtedy będziemy w stanie naprawić sytuację. Zgrywanie chojraka “ja nie muszę obwieszczać całemu światu z kim sypiam” to fajne maskowanie strachu. Stawianie swojego związku jako czegoś nieważnego, czegoś “przy okazji” w życiu.

Doskonale wiem jak można się spinać, kiedy inni się gapią. Albo wydaje nam się, że się gapią. Jak wygląda życie w stresie, kiedy trzeba się bronić, udowadniać, że jestem “jedną z nich”.

Wiecie, w pewnym momencie to jest nie do zniesienia, jest takie “fuck it”. I mam więcej szacunku do drag queen w kozakach w panterkę niż do tych “na paradę nie chodzę, bo nie lubię epatować”. Bo “obnoszenie się” wymaga w cholerę odwagi, to jest narażenie się na zniewagi i przemoc, ale pozostanie wiernym sobie. Nie udowadnianie “jestem jak wy”, nie jestem i nie muszę.

Mogę mieć irokeza. Mogę żyć w otwartym związku. Mogę mieć swoją tęczową rodzinę. Mogę być gejem z Tinderem w komórce. Mogę mieć jedną dziewczynę przez całe życie. Mogę mieć tatuaże, albo koszulkę w cipki. Mogę też być przegiętą ciotą albo umięśnioną ciotą. Mogę nie znać sexu z facetem. Mogę mieć raz mężczyznę raz kobietę. I kij komukolwiek do tego.

Nie wiedziałam do końca dlaczego prowadzę tego bloga. Chyba po to, aby gdzieś powiedzieć to na głos.

Szafa

Przedstawiam Wam gotowy przepis na to, jak bezproblemowo, bez dramatu, potu i łez wyjść z szafy i do niej nie wrócić.

Powodów aby to zrobić jest mnóstwo. Od samotnych świąt w otoczeniu cioć i babć dopytujących się o “kawalera” na horyzoncie, po wykluczanie się samemu z najróżniejszych towarzyskich eventów, niezręczne akrobacje językowe w rozmowach w pracy, przedziwne przemykanie się byleby ktoś nie zagadał o te wakacje, na których właśnie byliśmy.

Życie w stresie, w tajemnicy jest nie tylko niezdrowe dla psychiki, również nie działa pozytywnie na Wasz związek, poczucie “ukrywania się” sprawia, że sami wrzucamy się w rolę kogoś kto robi coś złego, coś perwersyjnego.

Szczególnie ciekawie wygląda to na fejsbuku, gdzie widzę kontrast między znajomymi “wyoutowanymi”, a tymi, którzy się ukrywają.

Trochę straszno, trochę śmieszno, kiedy widzisz zdjęcia z wakacji z jedną osobą na nich, jakieś neutralne statusy o wizytach w knajpach (samemu). 

Wiem, że są introwertycy, którzy nie dzielą się niczym, bo im tak dobrze, bo nie mają potrzeby pokazania jak leżą pod palmą, spędzają urodziny, czy piją wieczorne winko. I ok, jeśli to wynika po prostu z osobowości, niezależnie od orientacji. Wielu z nas ma jednak odruch społecznego przeżywania szczęścia i to właśnie, mimo krytyki, dają nam media społecznościowe. Ja sobie myślę, że to musi nieźle dławić, kiedy siedzi w Tobie chęć podzielenia się czymś, pokazania jakiegoś skrawka swojego życia, kawałka radości lub smutku z codziennych wydarzeń, i tak się cenzurujesz, że nie przechodzi Ci to przez gardło (lub klawiaturę).

Recepta: wywalić lub zablokować osoby, które mogą nam zaszkodzić. Są opcje w ustawieniach, gdzie wiadomo kto co widzi. 
Inna sprawa jest taka, że najczęściej mylnie osądzamy stan rzeczy. Przeważnie wygląda to tak, że ci ludzie (co do których mamy pewność o ich homofobii), kiedy się o tym dowiedzą, nie są w stanie powiedzieć nam tego wszystkiego w twarz. Twardziel w internecie, dupa w prawdziwym świecie. Życie sensacji jest krótkie i po dwóch tygodniach zazwyczaj już nie ma tematu.

31

Drugim punktem jest naturalność tego jak my się z tym wszystkim zachowujemy. 

Ponieważ w większości nie mamy napisanego na czole “HOMO”, coming outu dokonujemy codziennie, w każdej możliwej sytuacji, gdzie jesteśmy “nowi” towarzysko. Dużo łatwiej by było, gdybyśmy byli pomalowani na zielono, wyjaśniłoby to wiele z góry, a na ulicach zrobiłoby się wiosennie niczym na irlandzkim pastwisku.

Nie każdemu trzeba od razu składać wielkie wyznania, tłumaczyć się dlaczego tak jest i najlepiej od razu załączać stos fachowych opracowań na temat homoseksualizmu.

Najlepszą robotę odwalają proste, krótkie, oczywiste komunikaty, z którymi nie zostawiamy pola dyskusji. Bo ja nie pozwalam innym rozważać mojego związku, wyborów i życia. 

Wystarczy powiedzieć “byłam z dziewczyną na wakacjach”, “mój chłopak tez świetnie gotuje”. W 50% rozmowa idzie dalej, powiedzmy w 49% padnie pytanie: “masz dziewczynę/ chłopaka?” (na które odpowiadamy twierdząco i to wystarcza), w 1% ktoś będzie dalej wyciągał temat i jedyne, co można zrobić to mu powiedzieć, żeby sobie doczytał, jeśli odczuwa tematem jakąś fascynację.

Nie tłumaczymy się z naszego życia. Hetero nie pytają nas, kiedy i z kim mogą się spotykać. Na jakich warunkach i w jakich układach. 

I wiecie co, kiedy jest w danym środowisku przejrzysta sprawa, dużo się zmienia w świadomości ludzi. Mniej pozwalają sobie na homofobię, na durne teksty, na szykany.

A jeśli rzeczywiście macie wokół siebie wściekle nienawistnych ludzi, to- kaman, have some self respect, czas zmienić towarzystwo. Nigdy nie zrozumiem otaczania się ludźmi, którzy nami gardzą, jak coś mi śmierdzi to wychodzę, a nie wdycham. 

Nie jestem niczyją mamą ani terapeutką, aby go uczyć kultury i empatii.

Media społecznościowe dają nam wielką szansę na coming out. Zamieszczamy jedno zdjęcie z “Misiakiem/ Misiaką” i niech sobie pogadają kilka dni- tygodni, a zdziwicie się ile dodatkowo otrzymacie wsparcia.

I co ważne- to wszystko trzeba zrobić szybko, nie wolno dusić się latami w “tajemnicach” i “sekretach”, bo staje się to dużo trudniejsze. I najgorsze jest potem odkręcanie kłamstw.

Tako rzecze ciocia dobra rada.

It get’s better.

Sea of Gay

Tak się składa, że wśród znajomych “niehetero” w moim kręgu przeważają mężczyźni (chłopcy, chłopaki, faceci, na różnym etapie dojrzałości).

Stosunkowo rzadko rysuję takie pary, postanowiłam to naprawić.

Nie mam uprzedzeń co do par damsko- męskich, natomiast nie pojawiają się zupełnie w mojej twórczości z prostego powodu- wystarczająco dużo przestrzeni zajmują na co dzień w popkulturze, w kulturze. 

Wchodzisz do sklepu- jest zestaw kubeczków “dla niej i dla niego”, zestaw pościeli “dla niej i dla niego”, idziesz do kina- on i ona, oczywista oczywistość.

08

Bardzo dużo nauczyłam się od moich przyjaciół gejów. Lesbijkom łatwiej jest wtopić się w społeczeństwo, być niewidzialną, można na fejsbuku pokazywać zdjęcia gdzie dziewczyny się przytulają, można jechać we dwie do spa, do hotelu, leżeć razem na plaży, można nawet pchać wspólnie wózek z dzieckiem i nie wzbudzać żadnej sensacji.

U mężczyzn, jeśli nie okazują sobie wystarczająco dużo “bro-attitude”, zawsze będzie to sytuacja “podejrzana”.

Ja to traktuję jako atut, bo jeśli nie możesz tego zmienić, jeśli nie możesz się ukryć, to możesz być z tego tylko dumnym. 

Jeśli kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, to związki gejów i związki lesbijek są na przeciwległych biegunach. Zawsze fascynowała mnie kultura gejowska, duży nacisk na cielesność, na seksualność, ale też ciemne strony świata klubowego, narcystyczne osobowości, a na przeciwnym biegunie osoby próbujące wyrwać się ze stereotypu.

09

Irytował mnie obraz geja jako “najlepszego przyjaciela każdej kobiety”, sprowadzenie do roli atrybutu, wyobrażenie, że w takim towarzystwie, przy prosecco można popłakać nad mężczyznami i usłyszeć zapewnienia, że jest się piękną, otrzymać poradę jaką suknię ślubną wybrać i ponarzekać na swoje fałdki tłuszczu. Instrumentalne potraktowanie drugiego człowieka, bo przecież te “przyjaciółki” nie staną później w obronie w przypadku homofobii, nie pójdą razem na marsz równości, nie zareagują kiedy społeczeństwo odmawia nam podstawowych praw.

Syty głodnego nie zrozumie.

Ten przydługi wywód skończę życzeniami: bądźmy z siebie dumni.

10