Radykalnie

Ostatnio wzięłam udział w internetowej dyskusji na temat outowania znanych osób. Jak to w tego typu przypadkach- nikt nikogo nie przekonał, już od czasów Flinstonów wiadomo, że na fejsie racjami strzela się na oślep.

Chwilę potem wpadł mi w oko wywiad z Repliki z Piotrem Grabarczykiem o siedzeniu w szafie w showbiznesie. O tych gejach, o których wiemy, że nimi są, a którzy wypowiadają się na wszystkie możliwe tematy ważne społecznie, skąpiąc wsparcia prawom LGBT. I o tych, którzy zgrywają heteryków z kociakami u boku na co większych galach. O lesbijkach jak zwykle cicho, wiadomo, że lesbijki nie istnieją.

I powiem Wam, że się wkurzam, że na stare lata robię się coraz bardziej skrajna, że popularność też zobowiązuje, jeśli bywanie na ściankach i medialna obecność pomagają zarobić komuś na chleb, to niech chociaż nie szkodzi nam wszystkim, którzy żyjemy swoimi małymi życiami. Ukrywanie się przez osoby będące na świeczniku, celebrytów, dziennikarzy, polityków nie jest neutralne. Puszcza w świat przekaz, że homoseksualizm nie istnieje (bo jest niewidoczny), a jeśli istnieje, to jest wstydliwy.

I jeszcze pół biedy jeśli ktoś “ceni swoją prywatność”, ale kiedy takie osoby wprost robią kariery (szczególnie polityczne lub dziennikarskie) na szkodzeniu tęczowym braciom i siostrom, to jest to wstrętna hipokryzja.
Bo wiecie, czternastoletni chłopiec żyjący w zgodzie ze sobą ma więcej odwagi niż jeden z drugim stary dziad, dorosły człowiek z pieniędzmi, władzą i kontaktami, który boi się pokazać, że woli mężczyzn. Niż wielka dziennikarka prężąca dekolty w obawie, że prawda odebrałaby jej męską publiczność. 

Rodzice są odpowiedzialni za swoje dzieci, powinni świecić im przykładem, swoje postawy przekazywać potomstwu. Mało kto z nas ma homoseksualnych rodziców, nie mamy wzorca, jak być dumnym, jak wierzyć w siebie, jak nie dać się nienawiści.  

10

Naprawdę korona z głowy by nie spadła, gdyby jakiś aktor czy piosenkarz od czasu do czasu upomniał się o SWOJE prawa, gdyby przeszedł się na Paradę Równości, sprzeciwił homofobicznym żarcikom prowadzącego talk show.

Gdyby nie tylko pojedynczy nastolatek gej, ale też jego rówieśnicy z klasy, zobaczyli ilu nas jest, co reprezentujemy, że możemy tworzyć dobre filmy, dobrą muzykę, prawo tego kraju, że możemy być lubiani, normalni, sympatyczni, ile istnień można w ten sposób uratować. Ile w ludzkich głowach zmieniła niezłomna i szczera postawa Roberta Biedronia, który na pewno mógłby łatwiej zrobić karierę nie “obnosząc się”, a wybrał prawdę, wybrał szacunek do samego siebie.
To jest odpowiedzialność, która idzie za pewnymi funkcjami społecznymi. Jeśli jesteś aktorką lub celebrytką, to fajnie jest się udzielać w fundacji na rzecz zwierząt, robić charytatywne zbiórki na dom dziecka, wziąć udział w jakimś evencie na badania nad rakiem piersi. Czy różnej maści celebryci nie czują się zobowiązani, aby zrobić coś dobrego dla “swoich”, pomóc tym niewidzialnym, biednym, z małych miejscowości, zaszczutym.

Wymagam od tych na świeczniku przejęcia pewnego rodzaju funkcji “role model”. Jestem na tyle radykalna, że uważam, że powinni się outować, a ci, którzy szkodzą powinni liczyć się z byciem wyoutowanym, bo konsekwencje ich nienawiści do samych siebie ponoszą zwykli zjadacze chleba, bez władzy i pieniędzy, którzy nie mogą schować się za plecami ochrony BORu.

Zorientowani

Orientacja inna niż heteroseksualna wymaga deklaracji. Zawsze mnie to lekko irytowało, że coś jest domyślne, a każdy, kto się w tych pojęciach nie mieści, musi się społecznie ometkować, żeby inni wiedzieli o co chodzi.

Bycie z kobietą często ustawia Cię na pozycji otwartej. Otwartej na propozycje.

Na przykład heteroseksualnej dziewczynie w heteroseksualnym związku niezwykle rzadko będą składane propozycje trójkątów czy innych figur geometrycznych. Zakłada się, że jej związek jest monogamiczny, a partner po takich słowach może zwyczajnie dać w ryj.

Nawet nie wiecie ile razy zdarzyło mi się usłyszeć od obcych ludzi oferty zupełnie jednoznaczne. Czasem nawet nie poprzedzały ich słowne zapytania, a od razu przechodzono do czynów, bez zbędnych ceregieli. Ha- nikt nawet mi kolacji nie zaproponował, a już leci z łapami!

Jest jakiś magiczny pornograficzny mit, wzięty z bajek dla dorosłych na różnych fantastycznych internetowych stronach, że jak spotykasz nieheteroseksualną kobietę, to następuje akcja. Innymi słowy używasz sobie innej osoby do zrealizowania erotycznej fantazji.

tumblr_ocwzxs7jmn1vcdl4po1_1280

Wystarczy, że w towarzystwie pojawiają się słowa: “moja dziewczyna”, “moja partnerka”, a w głowach co poniektórych, jak u Pomysłowego Dobromira, zapala się żaróweczka. 

Ja rozumiem, że są związki otwarte, związki poliamoryczne i jakie tam chcecie spektrum ludzkich relacji. Ale może zanim ktoś złoży propozycję nie do odrzucenia, warto się dowiedzieć, czy taka osoba przypadkiem nie jest w związku monogamicznym? 

Już nie mówiąc o tym, że jeśli, drogi mężczyzno, spotykasz lesbijkę, to odwrotnie niż w pornografii i piosenkach Kazika- może ona nie mieć ochoty na twoje dodatkowe końcówki?

Do tego dochodzi cała sprawa biseksualizmu. 

Szczerze mówiąc, ja już nawet nie używam słowa “biseksualność” w towarzystwie, bo działa ono jak zaproszenie do łóżkowych eksperymentów.
Hej, nawet jeśli ktoś jest panseksualno- biseksualno- transseksualno- cotamjeszcze seksualny, to wcale nie oznacza, że musi mieć ochotę na czyjekolwiek nagie pośladki w swoim łóżku, tylko dlatego, że pod wpływem wina, niczym kuracjusze w Ciechocinku zerwani ze smyczy domowych starych kapci, zaczynacie toczyć ślinę swoich fantazji.

Jeśli wiesz, że dziewczyna ma faceta, to podbijanie do niej na pewno uważasz za głupie. Co sprawia, że w sytuacji, gdy “cel” jest w związku z kobietą, rozpatrujesz te propozycje jako naturalne? Albo co gorsza- zachęcasz swoją dziewczynę do takiego podboju, bo “z kobietą to nie zdrada”. A może podejdź do geja i zaproponuj mu trójkącik? I don’t think so.

To sprawia, że kobiety są trochę traktowane jak coś “do używania”. Że związek kobiety z kobietą to nie jest dla wielu prawdziwa relacja, tylko takie sobie wygłupy. 

A ponad wszystkim- może nie jesteś aż takim ciachem, za jakie się uważasz.

 

 

Szafa

Przedstawiam Wam gotowy przepis na to, jak bezproblemowo, bez dramatu, potu i łez wyjść z szafy i do niej nie wrócić.

Powodów aby to zrobić jest mnóstwo. Od samotnych świąt w otoczeniu cioć i babć dopytujących się o “kawalera” na horyzoncie, po wykluczanie się samemu z najróżniejszych towarzyskich eventów, niezręczne akrobacje językowe w rozmowach w pracy, przedziwne przemykanie się byleby ktoś nie zagadał o te wakacje, na których właśnie byliśmy.

Życie w stresie, w tajemnicy jest nie tylko niezdrowe dla psychiki, również nie działa pozytywnie na Wasz związek, poczucie “ukrywania się” sprawia, że sami wrzucamy się w rolę kogoś kto robi coś złego, coś perwersyjnego.

Szczególnie ciekawie wygląda to na fejsbuku, gdzie widzę kontrast między znajomymi “wyoutowanymi”, a tymi, którzy się ukrywają.

Trochę straszno, trochę śmieszno, kiedy widzisz zdjęcia z wakacji z jedną osobą na nich, jakieś neutralne statusy o wizytach w knajpach (samemu). 

Wiem, że są introwertycy, którzy nie dzielą się niczym, bo im tak dobrze, bo nie mają potrzeby pokazania jak leżą pod palmą, spędzają urodziny, czy piją wieczorne winko. I ok, jeśli to wynika po prostu z osobowości, niezależnie od orientacji. Wielu z nas ma jednak odruch społecznego przeżywania szczęścia i to właśnie, mimo krytyki, dają nam media społecznościowe. Ja sobie myślę, że to musi nieźle dławić, kiedy siedzi w Tobie chęć podzielenia się czymś, pokazania jakiegoś skrawka swojego życia, kawałka radości lub smutku z codziennych wydarzeń, i tak się cenzurujesz, że nie przechodzi Ci to przez gardło (lub klawiaturę).

Recepta: wywalić lub zablokować osoby, które mogą nam zaszkodzić. Są opcje w ustawieniach, gdzie wiadomo kto co widzi. 
Inna sprawa jest taka, że najczęściej mylnie osądzamy stan rzeczy. Przeważnie wygląda to tak, że ci ludzie (co do których mamy pewność o ich homofobii), kiedy się o tym dowiedzą, nie są w stanie powiedzieć nam tego wszystkiego w twarz. Twardziel w internecie, dupa w prawdziwym świecie. Życie sensacji jest krótkie i po dwóch tygodniach zazwyczaj już nie ma tematu.

31

Drugim punktem jest naturalność tego jak my się z tym wszystkim zachowujemy. 

Ponieważ w większości nie mamy napisanego na czole “HOMO”, coming outu dokonujemy codziennie, w każdej możliwej sytuacji, gdzie jesteśmy “nowi” towarzysko. Dużo łatwiej by było, gdybyśmy byli pomalowani na zielono, wyjaśniłoby to wiele z góry, a na ulicach zrobiłoby się wiosennie niczym na irlandzkim pastwisku.

Nie każdemu trzeba od razu składać wielkie wyznania, tłumaczyć się dlaczego tak jest i najlepiej od razu załączać stos fachowych opracowań na temat homoseksualizmu.

Najlepszą robotę odwalają proste, krótkie, oczywiste komunikaty, z którymi nie zostawiamy pola dyskusji. Bo ja nie pozwalam innym rozważać mojego związku, wyborów i życia. 

Wystarczy powiedzieć “byłam z dziewczyną na wakacjach”, “mój chłopak tez świetnie gotuje”. W 50% rozmowa idzie dalej, powiedzmy w 49% padnie pytanie: “masz dziewczynę/ chłopaka?” (na które odpowiadamy twierdząco i to wystarcza), w 1% ktoś będzie dalej wyciągał temat i jedyne, co można zrobić to mu powiedzieć, żeby sobie doczytał, jeśli odczuwa tematem jakąś fascynację.

Nie tłumaczymy się z naszego życia. Hetero nie pytają nas, kiedy i z kim mogą się spotykać. Na jakich warunkach i w jakich układach. 

I wiecie co, kiedy jest w danym środowisku przejrzysta sprawa, dużo się zmienia w świadomości ludzi. Mniej pozwalają sobie na homofobię, na durne teksty, na szykany.

A jeśli rzeczywiście macie wokół siebie wściekle nienawistnych ludzi, to- kaman, have some self respect, czas zmienić towarzystwo. Nigdy nie zrozumiem otaczania się ludźmi, którzy nami gardzą, jak coś mi śmierdzi to wychodzę, a nie wdycham. 

Nie jestem niczyją mamą ani terapeutką, aby go uczyć kultury i empatii.

Media społecznościowe dają nam wielką szansę na coming out. Zamieszczamy jedno zdjęcie z “Misiakiem/ Misiaką” i niech sobie pogadają kilka dni- tygodni, a zdziwicie się ile dodatkowo otrzymacie wsparcia.

I co ważne- to wszystko trzeba zrobić szybko, nie wolno dusić się latami w “tajemnicach” i “sekretach”, bo staje się to dużo trudniejsze. I najgorsze jest potem odkręcanie kłamstw.

Tako rzecze ciocia dobra rada.

It get’s better.

Sea of Gay

Tak się składa, że wśród znajomych “niehetero” w moim kręgu przeważają mężczyźni (chłopcy, chłopaki, faceci, na różnym etapie dojrzałości).

Stosunkowo rzadko rysuję takie pary, postanowiłam to naprawić.

Nie mam uprzedzeń co do par damsko- męskich, natomiast nie pojawiają się zupełnie w mojej twórczości z prostego powodu- wystarczająco dużo przestrzeni zajmują na co dzień w popkulturze, w kulturze. 

Wchodzisz do sklepu- jest zestaw kubeczków “dla niej i dla niego”, zestaw pościeli “dla niej i dla niego”, idziesz do kina- on i ona, oczywista oczywistość.

08

Bardzo dużo nauczyłam się od moich przyjaciół gejów. Lesbijkom łatwiej jest wtopić się w społeczeństwo, być niewidzialną, można na fejsbuku pokazywać zdjęcia gdzie dziewczyny się przytulają, można jechać we dwie do spa, do hotelu, leżeć razem na plaży, można nawet pchać wspólnie wózek z dzieckiem i nie wzbudzać żadnej sensacji.

U mężczyzn, jeśli nie okazują sobie wystarczająco dużo “bro-attitude”, zawsze będzie to sytuacja “podejrzana”.

Ja to traktuję jako atut, bo jeśli nie możesz tego zmienić, jeśli nie możesz się ukryć, to możesz być z tego tylko dumnym. 

Jeśli kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, to związki gejów i związki lesbijek są na przeciwległych biegunach. Zawsze fascynowała mnie kultura gejowska, duży nacisk na cielesność, na seksualność, ale też ciemne strony świata klubowego, narcystyczne osobowości, a na przeciwnym biegunie osoby próbujące wyrwać się ze stereotypu.

09

Irytował mnie obraz geja jako “najlepszego przyjaciela każdej kobiety”, sprowadzenie do roli atrybutu, wyobrażenie, że w takim towarzystwie, przy prosecco można popłakać nad mężczyznami i usłyszeć zapewnienia, że jest się piękną, otrzymać poradę jaką suknię ślubną wybrać i ponarzekać na swoje fałdki tłuszczu. Instrumentalne potraktowanie drugiego człowieka, bo przecież te “przyjaciółki” nie staną później w obronie w przypadku homofobii, nie pójdą razem na marsz równości, nie zareagują kiedy społeczeństwo odmawia nam podstawowych praw.

Syty głodnego nie zrozumie.

Ten przydługi wywód skończę życzeniami: bądźmy z siebie dumni.

10