Zorientowani

Orientacja inna niż heteroseksualna wymaga deklaracji. Zawsze mnie to lekko irytowało, że coś jest domyślne, a każdy, kto się w tych pojęciach nie mieści, musi się społecznie ometkować, żeby inni wiedzieli o co chodzi.

Bycie z kobietą często ustawia Cię na pozycji otwartej. Otwartej na propozycje.

Na przykład heteroseksualnej dziewczynie w heteroseksualnym związku niezwykle rzadko będą składane propozycje trójkątów czy innych figur geometrycznych. Zakłada się, że jej związek jest monogamiczny, a partner po takich słowach może zwyczajnie dać w ryj.

Nawet nie wiecie ile razy zdarzyło mi się usłyszeć od obcych ludzi oferty zupełnie jednoznaczne. Czasem nawet nie poprzedzały ich słowne zapytania, a od razu przechodzono do czynów, bez zbędnych ceregieli. Ha- nikt nawet mi kolacji nie zaproponował, a już leci z łapami!

Jest jakiś magiczny pornograficzny mit, wzięty z bajek dla dorosłych na różnych fantastycznych internetowych stronach, że jak spotykasz nieheteroseksualną kobietę, to następuje akcja. Innymi słowy używasz sobie innej osoby do zrealizowania erotycznej fantazji.

tumblr_ocwzxs7jmn1vcdl4po1_1280

Wystarczy, że w towarzystwie pojawiają się słowa: “moja dziewczyna”, “moja partnerka”, a w głowach co poniektórych, jak u Pomysłowego Dobromira, zapala się żaróweczka. 

Ja rozumiem, że są związki otwarte, związki poliamoryczne i jakie tam chcecie spektrum ludzkich relacji. Ale może zanim ktoś złoży propozycję nie do odrzucenia, warto się dowiedzieć, czy taka osoba przypadkiem nie jest w związku monogamicznym? 

Już nie mówiąc o tym, że jeśli, drogi mężczyzno, spotykasz lesbijkę, to odwrotnie niż w pornografii i piosenkach Kazika- może ona nie mieć ochoty na twoje dodatkowe końcówki?

Do tego dochodzi cała sprawa biseksualizmu. 

Szczerze mówiąc, ja już nawet nie używam słowa “biseksualność” w towarzystwie, bo działa ono jak zaproszenie do łóżkowych eksperymentów.
Hej, nawet jeśli ktoś jest panseksualno- biseksualno- transseksualno- cotamjeszcze seksualny, to wcale nie oznacza, że musi mieć ochotę na czyjekolwiek nagie pośladki w swoim łóżku, tylko dlatego, że pod wpływem wina, niczym kuracjusze w Ciechocinku zerwani ze smyczy domowych starych kapci, zaczynacie toczyć ślinę swoich fantazji.

Jeśli wiesz, że dziewczyna ma faceta, to podbijanie do niej na pewno uważasz za głupie. Co sprawia, że w sytuacji, gdy “cel” jest w związku z kobietą, rozpatrujesz te propozycje jako naturalne? Albo co gorsza- zachęcasz swoją dziewczynę do takiego podboju, bo “z kobietą to nie zdrada”. A może podejdź do geja i zaproponuj mu trójkącik? I don’t think so.

To sprawia, że kobiety są trochę traktowane jak coś “do używania”. Że związek kobiety z kobietą to nie jest dla wielu prawdziwa relacja, tylko takie sobie wygłupy. 

A ponad wszystkim- może nie jesteś aż takim ciachem, za jakie się uważasz.

 

 

Widzialne

Nigdy nie byłam typem aktywistki. W rozmowach z ludźmi o różnej orientacji często pojawia się pytanie, wątpliwość dotycząca “obnoszenia się”. 

Ze strony osób heteroseksualnych, których preferencje są społecznie przezroczyste, wyraźne jest niezrozumienie, że ktoś się skupia na tym, z kim wchodzi w związek. Domyślnie, kiedy inni widzą obrączkę na moim palcu, zakładają, że mam męża. Prawo większości, prawdopodobieństwo trafienia jest dużo większe.

Wśród osób LGBT, które “nie lubią się obnosić” tłumaczę to po prostu strachem. Hej, patrzcie, jestem taki jak wy, nie biegam z piórkiem w tyłku.

Z tym, że nie.

Nie jesteśmy tacy sami ze względów nie tylko prawnych, nie tylko jeśli chodzi o narażenie na przemoc, na obelgi, na przykrości. Jesteśmy inni, bo często się zdarza, że nasze związki i relacje wyglądają inaczej, wielu z nas ma rodziny z wyboru, bo prawdziwe ich odrzuciły, bo funkcjonujemy w bańkach społecznych, kiedy nie uczestniczymy pełnoprawnie w świecie, który nas otacza (choćby celebracje świąt, walentynek, najróżniejszych okazji, które pomijają istnienie par/ rodzin nieheteroseksualnych).

Znam absolutnie absurdalne z mojego punktu widzenia sytuacje, gdzie “mama dziecka mieszka z ciocią” i dziadkowie o tym nie wiedzą, albo homoseksualnych mężczyzn zamieszczających zdjęcia z koleżankami sugerujące, że to są ich jakieś podboje. Nie potępiam, bo empatyzuję.

63 

Współczuję, że strach jest tak duży, że trzeba oszukiwać najbliższych, że pośród rodziny i kolegów z pracy ktoś czuje się na tyle źle, że żyje w kłamstwie.

Wiele osób LGBT, które znam, a które przechodziły proces samoakceptacji, przechodziło również terapię. 

Terapia ma wielkie zęby i się jej boimy, bo jeśli nie zdobędziemy się na szczerość, to nic nam nie da. Kiedy staniemy ze sobą twarzą w twarz i powiemy, że tak boję się, tylko wtedy będziemy w stanie naprawić sytuację. Zgrywanie chojraka “ja nie muszę obwieszczać całemu światu z kim sypiam” to fajne maskowanie strachu. Stawianie swojego związku jako czegoś nieważnego, czegoś “przy okazji” w życiu.

Doskonale wiem jak można się spinać, kiedy inni się gapią. Albo wydaje nam się, że się gapią. Jak wygląda życie w stresie, kiedy trzeba się bronić, udowadniać, że jestem “jedną z nich”.

Wiecie, w pewnym momencie to jest nie do zniesienia, jest takie “fuck it”. I mam więcej szacunku do drag queen w kozakach w panterkę niż do tych “na paradę nie chodzę, bo nie lubię epatować”. Bo “obnoszenie się” wymaga w cholerę odwagi, to jest narażenie się na zniewagi i przemoc, ale pozostanie wiernym sobie. Nie udowadnianie “jestem jak wy”, nie jestem i nie muszę.

Mogę mieć irokeza. Mogę żyć w otwartym związku. Mogę mieć swoją tęczową rodzinę. Mogę być gejem z Tinderem w komórce. Mogę mieć jedną dziewczynę przez całe życie. Mogę mieć tatuaże, albo koszulkę w cipki. Mogę też być przegiętą ciotą albo umięśnioną ciotą. Mogę nie znać sexu z facetem. Mogę mieć raz mężczyznę raz kobietę. I kij komukolwiek do tego.

Nie wiedziałam do końca dlaczego prowadzę tego bloga. Chyba po to, aby gdzieś powiedzieć to na głos.

Kobiecość

Długo nie czułam się kobietą. Śpieszę wyjaśnić, że to nie to, że czułam się mężczyzną- czułam się dziewczyną.

Przez sporą część mojego dorosłego życia myślałam sobie, że kobieta to ktoś, kto ma odpowiednie atrybuty kobiecości. Miseczkę D, obcasy, dzieci i męża, postarzający makijaż, ułożone włosy, chodzi z elegancką torebką, roztacza wokół siebie matczyno- opiekuńczą atmosferę, chodzi (wyrywa się) na “babskie wieczorki” w otoczeniu innych kobiet, kiedy piją “kobiece drinki” i plotkują o swoich mężach.

Nie wyobrażałam sobie, że to ja, bo przekaz od komedii romantycznych po magazyny kobiece jest taki, że kobieta to zestaw jakichś konkretnych cech.

Miałam niedużo po dwudziestce, skończyłam studia, zaczynałam pracę, kiedy znalazłam się w obcym świecie. Nowe koleżanki z nowego miasta wychodziły za mąż, urządzały wieczorki panieńskie, zapraszały na parapetówki, gdzie panowie w salonie oglądali możliwości nowego telewizora/ głośnika/ “chujwieczego męskiego”. Panie w kuchni z lampką wina chichrały o jakichś ploteczkach. Były kobiety, byli mężczyźni i byłam ja.

Z łazienki dzwoniąca do swojej dziewczyny z komunikatem S.O.S., HELP, RATUNKU.

Na odtrutkę chodziłam na “branżowe imprezy”. Spotykałam tam wygłodniałe, wygolone istoty niemieszczące się w moim ówczesnym pojmowaniu świata, głośne anarchofeministki, których się bałam, androginiczny świat, od którego odstawałam całą swoją osobą.

Nie miałam nigdzie miejsca, byłam nikim, bezdomna duchowo dziewczyna.

Na jakiś czas wchodziłam między jedno stado wron, żeby pokrakać jak one, za chwilę zmieniałam front i próbowałam dopasować się w kolejne. 

61

Myślę, że przez długi czas borykałam się z tą kobiecością, bo brakuje nam tzw. “role models”, z których możemy czerpać. Mamy patrzeć na eleganckie piękne panie, zawsze dążące do “ładności”, możemy też się zbuntować i pokazać społecznym normom figę z makiem, ale nie każdy lubi czuć na sobie spojrzenia i wystawiać się na komentarze. 

Dopiero z czasem zaczęłam przebywać w towarzystwie kobiet, które były takie, jakie chciały. Heteroseksualnych nie przejmujących się konwencją, nie odgrywających kobiecego teatrzyka pt: “och my kobiety musimy udawać takie bezradne, żeby mój misio poczuł się ważny, choć tak naprawdę to wszystkim zarządzamy”. Poznałam samodzielne fajne laski, które chciały fajnego seksu bez udawania gwiazdy porno, będące sobą z własnymi wadami i zaletami, lubiące swoją pracę i takie, które mają zainteresowania. Poznałam homoseksualne kobiety, które były osobą o innej orientacji, a nie kimś u kogo orientacja kieruje życiem (po angielsku jest taki fajny zwrot “person who happens to be gay”). 

To był moment, w którym nauczyłam się myśleć o sobie “kobieta”, bez tych wszystkich atrybutów z checklisty wyobrażeń serialowych. 

Ostatnio przeczytałam na fejsbuku artykuł o autorce logo Strajku Kobiet. Dziewczyna wykonała coś, co stało się symbolem ogólnoświatowym. Pierwsze komentarze pod linkiem w Wysokich Obcasach dotyczyły jej wyglądu. Od innych “kobiecych” kobiet. “Jak może się tak oszpecać”. 

Naprawdę, w artykule o kobiecej pracy najważniejsze jest jak kobieta wygląda. Sroczki zadziobią tą, która im nie pasuje. Bo stylówka za mało “femme”. 

Kobietą jest każda, która się nią czuje. Anna Grodzka, Angelina Jolie, Ellen Degeneres, Bridget Jones. 

A ta, która jej tego odmawia, to zwykła idiotka i w sumie smutna osoba, dla której o czyjejś wartości stanowi to, czy podpada pod ogólnomęskie gusta.

O związkach

Temat, który w polskim internecie jest mało rozwinięty (bo po angielsku można nawet przeczytać specjalistyczne poradniki). 

Związki pomiędzy kobietami.

Za każdym razem przeżywam irytację, kiedy widzę, co nam pokazuje popkultura w tym temacie. Zazdroszczę gejom większego wyboru dzieł skierowanych do nich. Sytuację można podsumować: “o nas, bez nas, nie dla nas”.

Rozumiem, że może lesbijki, czy kobiety biseksualne to stosunkowo niewielka grupa odbiorców, ale mam trochę dosyć tej słabizny na ekranie (w książkach, poza romansami i erotyką, to w ogóle praktycznie temat nie ruszany).

Mamy albo jakieś wystylizowane sople lodu, a’la “Carol”, albo absolutnie aseksualne panie w średnim wieku- “Kids are all right” (oczywiście bohaterkę rozbudza mężczyzna). Albo nastolatki “próbujące sobie”, przeważnie bez żadnej chemii (niezliczone seriale). No i oczywiście wampy rzucające się na siebie, aby widz płci męskiej “popatrzył”.

Dobre filmy mogę policzyć na palcach jednej dłoni (“Służąca” dała radę, “Heavenly creatures”, “Fucking Amal”).

Ale odchodzę tu od tematu.

57

Zakładam, że w związkach LGBT jest podobnie jak w związkach hetero- w zależności od pochodzenia partnerów, od środowiska, od wykształcenia, od tego co ich łączy, romans czy stare kapcie, może być bardzo różnie.

Są też rzeczy specyficzne, wynikające z faktu, że mamy dwóch mężczyzn i dwie kobiety. 

Jestem w relacji ponad 10 lat.  Wzięłyśmy ślub w UK. Było wesele na Kaszubach, tort, fajerwerki, szampan i tańce do rana.

Były wzloty i upadki, ale zawsze wiedziałam, że to jest ten “dom”, moje miejsce, moja osoba.

Wiem, że jest wiele modeli wieloletnich związków, łatwo wpaść w pułapkę “siostrzeństwa”, gdzie kobiety z czasem zaczynają bardziej się przyjaźnić niż kochać.

Ja wyszłam z założenia, że partnerka nie jest moją koleżanką, i w tym chyba leży nasz sukces. 

Nie zwierzamy się sobie ze wszystkiego, mamy po części osobne paczki przyjaciół i inne zainteresowania. Nie zrastamy się.

Długo na to narzekałam, teraz traktuję to jako pole do podtrzymywania tzw. “chemii”.
Wydaje mi się, że przez to, że społeczeństwo traktuje dwie kobiety w związku jako coś niegroźnego, aseksualnego, część par przybiera właśnie taką pozę. Łatwiej wtedy o akceptację środowiska, nikt nie robi problemów, można bezboleśnie egzystować z sąsiadami i rodziną, trochę jakby udając dwie “ciotki- stare panny”, które razem sobie żyją.

tumblr_oh6u27l31f1vcdl4po1_1280

Myślę sobie, że wtedy można niechcący przenieść ten wizerunek z zewnątrz do środka, do domu, do codzienności.

Jest to w jakimś sensie stawianie się na pozycji kogoś “gorszego” w społeczeństwie, starych panien z kotem, odbieranie sobie prawa do bycia istotą seksualną, spełnioną w relacji fizycznej.

Powiem Wam, że to bardzo wyzwalające, kiedy moje przyjaciółki opowiadają o swoich facetach i ja w tej samej manierze wyrzucam zwierzenia o żonie. Kiedy one zachwycają się jakimś aktorem, ja wygłaszam podobne opinie o aktorce.

Wydaje mi się, że lesbijki często unikają takich tematów w heteroseksualnym środowisku, trochę się “kastrują” na własne życzenie, bo kobieta mówiąca o seksie jest wyzwaniem, a kobieta, która jest “psem na baby”, to w ogóle skandal, babochłop i wynaturzenie. Kiedy jednak przełamie się te bariery, potem wszystko wychodzi naturalnie, bo mamy takie samo prawo do ekspresji jak każdy.

I pamiętajcie, droga do sukcesu w związku, to zawsze mieć ostatnie zdanie: “przepraszam kochanie, miałaś rację”.

Szafa

Przedstawiam Wam gotowy przepis na to, jak bezproblemowo, bez dramatu, potu i łez wyjść z szafy i do niej nie wrócić.

Powodów aby to zrobić jest mnóstwo. Od samotnych świąt w otoczeniu cioć i babć dopytujących się o “kawalera” na horyzoncie, po wykluczanie się samemu z najróżniejszych towarzyskich eventów, niezręczne akrobacje językowe w rozmowach w pracy, przedziwne przemykanie się byleby ktoś nie zagadał o te wakacje, na których właśnie byliśmy.

Życie w stresie, w tajemnicy jest nie tylko niezdrowe dla psychiki, również nie działa pozytywnie na Wasz związek, poczucie “ukrywania się” sprawia, że sami wrzucamy się w rolę kogoś kto robi coś złego, coś perwersyjnego.

Szczególnie ciekawie wygląda to na fejsbuku, gdzie widzę kontrast między znajomymi “wyoutowanymi”, a tymi, którzy się ukrywają.

Trochę straszno, trochę śmieszno, kiedy widzisz zdjęcia z wakacji z jedną osobą na nich, jakieś neutralne statusy o wizytach w knajpach (samemu). 

Wiem, że są introwertycy, którzy nie dzielą się niczym, bo im tak dobrze, bo nie mają potrzeby pokazania jak leżą pod palmą, spędzają urodziny, czy piją wieczorne winko. I ok, jeśli to wynika po prostu z osobowości, niezależnie od orientacji. Wielu z nas ma jednak odruch społecznego przeżywania szczęścia i to właśnie, mimo krytyki, dają nam media społecznościowe. Ja sobie myślę, że to musi nieźle dławić, kiedy siedzi w Tobie chęć podzielenia się czymś, pokazania jakiegoś skrawka swojego życia, kawałka radości lub smutku z codziennych wydarzeń, i tak się cenzurujesz, że nie przechodzi Ci to przez gardło (lub klawiaturę).

Recepta: wywalić lub zablokować osoby, które mogą nam zaszkodzić. Są opcje w ustawieniach, gdzie wiadomo kto co widzi. 
Inna sprawa jest taka, że najczęściej mylnie osądzamy stan rzeczy. Przeważnie wygląda to tak, że ci ludzie (co do których mamy pewność o ich homofobii), kiedy się o tym dowiedzą, nie są w stanie powiedzieć nam tego wszystkiego w twarz. Twardziel w internecie, dupa w prawdziwym świecie. Życie sensacji jest krótkie i po dwóch tygodniach zazwyczaj już nie ma tematu.

31

Drugim punktem jest naturalność tego jak my się z tym wszystkim zachowujemy. 

Ponieważ w większości nie mamy napisanego na czole “HOMO”, coming outu dokonujemy codziennie, w każdej możliwej sytuacji, gdzie jesteśmy “nowi” towarzysko. Dużo łatwiej by było, gdybyśmy byli pomalowani na zielono, wyjaśniłoby to wiele z góry, a na ulicach zrobiłoby się wiosennie niczym na irlandzkim pastwisku.

Nie każdemu trzeba od razu składać wielkie wyznania, tłumaczyć się dlaczego tak jest i najlepiej od razu załączać stos fachowych opracowań na temat homoseksualizmu.

Najlepszą robotę odwalają proste, krótkie, oczywiste komunikaty, z którymi nie zostawiamy pola dyskusji. Bo ja nie pozwalam innym rozważać mojego związku, wyborów i życia. 

Wystarczy powiedzieć “byłam z dziewczyną na wakacjach”, “mój chłopak tez świetnie gotuje”. W 50% rozmowa idzie dalej, powiedzmy w 49% padnie pytanie: “masz dziewczynę/ chłopaka?” (na które odpowiadamy twierdząco i to wystarcza), w 1% ktoś będzie dalej wyciągał temat i jedyne, co można zrobić to mu powiedzieć, żeby sobie doczytał, jeśli odczuwa tematem jakąś fascynację.

Nie tłumaczymy się z naszego życia. Hetero nie pytają nas, kiedy i z kim mogą się spotykać. Na jakich warunkach i w jakich układach. 

I wiecie co, kiedy jest w danym środowisku przejrzysta sprawa, dużo się zmienia w świadomości ludzi. Mniej pozwalają sobie na homofobię, na durne teksty, na szykany.

A jeśli rzeczywiście macie wokół siebie wściekle nienawistnych ludzi, to- kaman, have some self respect, czas zmienić towarzystwo. Nigdy nie zrozumiem otaczania się ludźmi, którzy nami gardzą, jak coś mi śmierdzi to wychodzę, a nie wdycham. 

Nie jestem niczyją mamą ani terapeutką, aby go uczyć kultury i empatii.

Media społecznościowe dają nam wielką szansę na coming out. Zamieszczamy jedno zdjęcie z “Misiakiem/ Misiaką” i niech sobie pogadają kilka dni- tygodni, a zdziwicie się ile dodatkowo otrzymacie wsparcia.

I co ważne- to wszystko trzeba zrobić szybko, nie wolno dusić się latami w “tajemnicach” i “sekretach”, bo staje się to dużo trudniejsze. I najgorsze jest potem odkręcanie kłamstw.

Tako rzecze ciocia dobra rada.

It get’s better.

1 dzień

Tylko tutaj, szok i niedowierzanie, niepowtarzalne materiały, exclusive, włączcie parental protection, mokry sen Krystyny Pawłowicz, Wasze życie nie będzie już takie samo, seks, rozpusta, podejrzane substancje.

Dzień z życia jałowego związku. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

 

7:00. Niezidentyfikowane narkotyki.

03

7:20. Szatańskie ćwiczenia jogi.

04

8:00. W tym internecie to pewnie same bezeceństwa.

05

8:30. Twórczość promująca homoseksualizm.

06

10:30. Dziki seks na pobudkę.

07

11:00- 18:00. Dzień poświęcony na dywersję państwa polskiego pod przykrywką pracy biurowej

11

19:00. Kolacja z wrogich niemieckich produktów z niemieckiej sieci dyskontów.

13

20:00. Indoktrynacja.

12

22:30. Wyjątkowo dziś bez trójkątów, czworokątów i wykorzystywania dzieci/ kotów/ nieboszczyków.

14