W rzeczywitości

Śniło mi się dzisiaj, że waliłam głową w ścianę. Miałam za mało siły i głowa odbijała się od muru jak piłka. Nie byłam w stanie skruszyć ani jej ani betonu. Obudziłam się zlana potem.

Byłam wczoraj na imprezie pożegnalnej. Takiej “emigranckiej”. W rozmowach dominowała polityka. O protestach, o przyszłości, o ucieczkach. Śmialiśmy się, że pięć lat temu wymienialibyśmy plotki kto z kim się przespał, albo gdzie warto pojechać na wakacje.

97

Moja czteroletnia siostrzenica, w domu, w którym prawie nie ogląda się telewizji, zapytała czy będzie wojna.

Malutkie dzieci znajomych i rodziny, dzidziusie, już uczestniczą w marszach.

Chciałam zrobić jakiś lajfstajlowy fajny wpis, nawet szkicowałam w zeszycie ilustracje, niestety mam poczucie, że w obecnej chwili byłoby to niewłaściwe.

Czy przesadzam tak martwiąc się o przyszłość?

To, co mnie podnosi na duchu, to dobre twarze tysięcy ludzi, Polaków, którzy nie zgadzają się na bycie szarą masą. Którzy uczestniczą. Wychodzą z domu i coś zmieniają, choćby moje postrzeganie rodaków.

Demos i Kratos

Kiedyś, dawno dawno temu, kiedy uznałam, że mam za mało obowiązków na głowie, poza pracą na pełny etat i nowym związkiem, zapisałam się na studia międzykulturowe (ambitny plan poszerzania horyzontów).

Pamiętam taki przedmiot “teoria cywilizacji”. Zajęcia prowadził profesor uparcie zawieszony na Huntingtonie i jego zdaniu “Wschód to Wschód, a Zachód to Zachód” (i nigdy się nie spotkają).

W skrócie- chodziło o to, że przez Eurazję przebiega mentalna granica oddzielająca dwie cywilizacje (tak bardzo z grubsza).

W owym czasie miałam na taki stan rzeczy głęboką niezgodę, w mojej głowie jawiło się to raczej jako stopniowe przechodzenie, gradient, którego odcienie szarości przypadały właśnie na Polskę. Wydawało mi się, że jesteśmy “pośrodku”.

16

Do rzeczy- 10 lat minęło, to dużo i mało. Dziś absolutnie wierzę, że nie pokonaliśmy bariery, nie jesteśmy żadnym Zachodem, w najmniejszym stopniu. Że jesteśmy dokładnie taką samą “demokracją” jak Chiny czy Rosja, tylko w śmiesznej, małej, środkowoeuropejskiej skali, mamy ten sam brak zrozumienia czym demokracja jest.

Statystyczny Polak “rządy ludu” tłumaczy jako “dyktaturę większości”. Większość ma władzę i sobie za mordę trzyma całą resztę. Nie uwzględnia, że ta mniejszość to w takim samym stopniu ów “lud”, nie dopuszcza do żadnej dyskusji. A proszę Państwa- demokracja to pluralizm, demokracja nie tylko “toleruje” ale i szanuje “inne głosy”. Demokracja polega na tym, że umawiamy się, że pomimo różnic, staramy się aby wszystkim żyło się dobrze, że wszyscy są obywatelami, nie tylko ci, którzy akurat zagłosowali na partię u władzy. 

Władza nie jest na zawsze, dlatego Zachód umówił się, że wartości takie jak “wolność”, “równość” i “braterstwo” (solidarność z tymi, którzy są w innej sytuacji niż my), to wartości “europejskie”.

I teraz zastanówmy się jak te wartości mają się do tego co się obecnie w naszym kraju i w naszych głowach dzieje.

Dyktatura większości to nadal dyktatura. “Robię co chcę” bo “suweren” (ale przecież nie jako całość) dał “prawo”.

Mentalnie to my jesteśmy Wschód i nic tu nie zmieniają pociągi pendolino, autostrady i supermarkety. W Kazachstanie też mają Starbaksa.