słabość

Są ludzie, którzy, kiedy spotka ich jakaś niesprawiedliwość, krzywda, prowadzą wokół kampanię bycia ofiarą.

Szukają współczucia, opowiadają wokół, wszem i wobec, często sobie podkoloryzują, czekają na ojojojki, głaski, solidarność, potwierdzenie własnych racji. Czyszczą się od środka.

W zależności od historii dostaną różny poziom wsparcia, jeśli ktoś ma skłonności mitomańskie- pobłażliwe machnięcie ręką. Czasem sępy, pijawki i plotkarze pojawiają się po dawkę mięsa, aby puścić dalej w świat.

Ja mam tak, że ilekroć spotka mnie podłość, to się wstydzę. Nie potrafię o tym mówić, bo nie lubię być ofiarą. Współczucie mnie krępuje i mam ochotę uciekać. Potem gangrena rozwija się spokojnie w mojej duszy zatruwając wszystko dookoła. Gnije ci ręka- utnij. Z raną w sercu już tego nie zrobisz tak łatwo.

Całe moje rysowanie- malowanie, potem pisanie zaczęło się jako lek na niepokój. Był to okres, kiedy czułam się bardzo źle, wykorzystana, zbrzydzono mi coś, co w zamyśle miało być piękne, dostałam po tyłku plotkami, na głowę wylało mi się wiadro pomyj.

Żeby nie zwariować, bo wszystko zmierzało w tym kierunku, po dwóch tygodniach bezsennych nocy zaczęłam przelewać na papier to, co w środku. Nie potrafiłam przyjąć wsparcia od bliskich, nie umiałam powiedzieć jak źle się czuję, jak bardzo bolało, bo to oznaczałoby słabość, a tkwiło we mnie przekonanie, że kiedy pokażę swój stan, to jakieś zło na świecie wygra. Zamykały mi się klapki na innych ludzi, przestawałam dzielić się tym, co dobre i tym co złe, bojąc się tego, że znowu dostanę pięścią w odsłonięty brzuch.

87621437194643-57382f5800031

Oczywiście to wszystko brzmi bardzo emocjonalnie, ale tak właśnie się wtedy czułam. Tylko rysunek dawał mi jakieś poczucie prawdy, miejsce, gdzie bez wstydu mogę wyrzucić to, co mnie dręczyło.

W tamtym czasie w pamiętniku naszkicowałam dziewczynę z dziurą w ciele, z której kanalikami przez skórę wydobywał się czarny pył.

Myślę, że kiedy uderzy się człowieka w jego najczulszy punkt, to nie ma miejsca na dystans, zdrowe emocjonalne asertywne reakcje, szybkie “przepracowanie” sprawy. Kiedy inni wykorzystają twoje problemy do błyszczenia podczas rodzinnych obiadków i pseudoanalizy typu plotkarskiego- tracisz zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w siebie.

Dlatego matki krwiożerczo się kłócą o swoje dzieci. Ludzie z dysfunkcyjnych rodzin bronią ojca i matki do ostatniego trupa. Słuchacze Rydzyka dadzą się za niego pokroić. Osoba homoseksualna siedząca w szafie ilekroć usłyszy coś o pedałach w sklepie, będzie prawie wymiotować ze stresu. 

Wystarczy precyzyjna szpilka w ten jeden punkt i człowiek rozpada się na kawałki. Ich składanie to praca od nowa za każdym razem, gdy pojawi się choćby cień wspomnienia.
Podobno dwie rzeczy leczą rany: dystans i czas. W moim przypadku chyba czas na dystans.

Nienajlepsza wersja siebie

Jestem leniwa. Bywa, że nie sprzątam przez tydzień. Albo dwa. Bywa, że wagaruję w pracy. Że nie chce mi się umyć włosów i wkładam czapkę. Że mam zaniedbane paznokcie. Że zjem czipsy na kolację. Że odwołam spotkanie, bo mi się nie chce. Że nie dotrzymam obietnicy. Że zapomnę o urodzinach. Że nie jestem asertywna, tylko wyrzucam z siebie jak leci. Albo, że się obrażę. Nie wszystkich ludzi lubię, często czuję się niekomfortowo w towarzystwie pewnych siebie i przebojowych. Na imprezach sprawdzam instagrama, bo boję się zagadać. Rzucam głupimi żartami, które wbijają szpile. Trudno mi się głębiej z kimś zaprzyjaźnić, bo boję się, że mnie odrzuci. Relaksują mnie newsy o Kim Kardashian. Robię sobie selfie, których nie wrzucam, żeby sprawdzić jak naprawdę wyglądam, bo zapominam. Bardzo źle przechodzę PMS.

tumblr_oci5vubh8s1vcdl4po1_1280

Jestem pracowita. Potrafię się zmobilizować i dotrzymywać zobowiązań. Nie spóźniam się. W miarę regularnie ćwiczę. Codziennie zmywam makijaż i nie zasnę be umycia zębów. Dobrze gotuję. Pokonuję strach przed spotkaniami i wychodzę do ludzi, nawiązuję rozmowy. Potrafię rozładować sytuację dowcipami. Selekcjonuję znajomości i potrafię odrzucić destrukcyjne. Dużo rysuję, mimo, że mam dużo pracy. Dużo czytam i oglądam dobre filmy. Od trzynastego roku życia regularnie prowadzę dziennik. Nie liczę zbytnio na innych i sama potrafię o siebie zadbać, nie przerzucam na nich moich problemów i cierpień. Nie oczekuję od ludzi, że będą wokół mnie orbitować. Nie plotkuję. Jestem lojalna. Mam spoko figurę. Jestem zadowolona z tego co mam, nie zazdroszczę. Życzę innym dobrze. Lubię moją rodzinę i przyjaciół, akceptuję wiele ich słabości. 

W dobie kołczy, poradników, motywacyjnego bulshitu, haseł “kochaj siebie” mówionych do lustra, oderwania od rzeczywistości, narcyzmu, “wybitnych jednostek”, mam swoją receptę na codzienność. Znaj siebie. Pozwól sobie na przeciętność i na słabość. Walcz z tym, z czym Ci źle.

Darmowy coaching tylko tu.