Pocztówki

Pierwsza rzecz po powrocie (no, poza nadrobieniem odcinka Shameless, na którego punkcie szaleję i mam syndrom odstawienny, ilekroć nie mogę na bieżąco śledzić serialu) to poskanowanie szkicownika.

Pięć dni to krótko jak na wakacje, w szale dławienia się wolnością, słońcem, kolorami, nie miałam zbyt dużo czasu na rysunki.

Ostatnio coraz mniej przywożę pamiątek z podróży, nie chce mi się szukać wśród stoisk najładniejszego na świecie magnesika za 15 euro, ani 3 ml dżemiku opakowanego w słoik oblany złotem w stylu późne rokoko. Zamiast tego przysiadam sobie na ławce i rysuję.

Inna sprawa, że robię tak dużo zdjęć, że każda wycieczka jest udokumentowana niczym wyprawy Tony’ego Halika.

W Barcelonie rzuciłyśmy się trochę jak łysy na grzebień. Wiecie, jeszcze 2 lata temu wyjeżdżałam stąd i wracałam w przekonaniu, że żyję w tym samym, jednym świecie. Teraz, kiedy przekraczam granicę, przeżywam szok kulturowy, nasz świat staje się jakimś równoległym kosmosem, gdzie obowiązują zupełnie inne prawa fizyki. Nagle nabiera się powietrza w płuca, twarz się relaksuje, człowiek pięknieje, zaczyna się uśmiechać. Możliwe, że ostatnio rzeczywistość przerasta mnie na tyle, że znalazłam się za szklaną szybą. Taką matową. Z brzydkimi fikuśnymi bąbelkami. Żeby mniej było widać.

Robiłyśmy różne “zwariowane” rzeczy, jak okazywanie sobie uczuć wszędzie, w komunikacji, knajpach, na ulicach. Do tej pory wydawało mi się, że my jako para jakoś bardzo się nie krygujemy, lecz kiedy na lotnisku przywitał mnie widok dwóch panów radośnie wskakujących na siebie i pożerających swoje twarze (widać bardzo tęsknili), i nikogo to nie bolało (o zgrozo, nawet tych strasznych muzułmańskich wielodzietnych rodzin, które przechodziły obok, nie rzucając nawet okiem), walnęło mnie jak obuchem.

I teraz trochę nie potrafię się przystosować do rzeczywistości w domu.

Macie kilka pocztówek z wakacji.

243

244

245

246

247

248

249

250

251

Postcards

I present you some sketches that are very personal.

I like to remind myself vacations, nice weekends, time spent on the beach or in restaurant, by making this drawings. This is me and my girl.
For me it’s a form of a postcard, that stays with me years after trip and when I’m looking at it I feel summer, sand, wind, heat, taste of food and sound of music.

A little world with what’s important.

63

64

68

10

17

19

Summer

It’s summer though I didn’t have many occasions to experience this time of year, because I’m stuck in work.

Even when I had some free time, I’d spend it rather on drawing or painting than getting sunburned on the beach. But no worries, there is some plan for vacations.

I usually go to the seaside where I have family, so I don’t have to think about hotels overbooked in summer.

Right now, living in a big city I spend my weekends on dreaming about empty beaches (that’s why in my opinion the best time to go there is september). 
I love northern seas, Baltic sea makes me connect with nostalgy, with my childhood, hot afternoons with insects buzzing like best kind of music, and cold evenings spent on the sand, when you have to use your towel or blanket to cover yourself.

French fries, ice creams, cold fanta, sound of seagulls, wind messing your hair, chilly water, seaweeds between toes, seashells in pockets, searching for amber, sand in your sandwich, insanely sweet soda, skin detaching of your nose. My summer means seaside. I always miss it, always longing. If I couldn’t go to the seaside, it would mean there was no summer.
There are some impressions, have fun 🙂

11

12

14

15

16