Wszyscy byliśmy dziećmi

Dzieciństwo to coś do czego się wraca, żeby zrozumieć. Nie tylko nostalgia za oranżadką w proszku i komputerami Amiga.

Lubię sobie podkolorować, idealizować ten czas, bo kiedy jesteś dzieckiem wszystko ma inny smak i barwę. Widzę to po moich siostrzeńcach i siostrzenicach, którzy w muszli szukają głosu małej syrenki, a na wieść o lodach zaczynają skakać z radości.

Późniejsze życie, błędy i decyzje, które traktujemy beztrosko, okoliczności, na które nie mamy wpływu i takie, które zależą od nas, składają się na obrazek człowieka, którym się stajemy.

Była Janina. Zazdrościłam jej zagranicznych ubrań. Mama pracowała we Włoszech. Janina najlepiej na podwórku grała w gumę. Zawsze była trochę “ponad”.

Janina co wieczór w milczeniu prowadziła do domu swojego pijanego ojca. Kiedy była już pełnoletnia codziennie słyszałam przez ścianę z jej ust przekleństwa w stronę nietrzeźwego rodzica. Janina wyjechała i odcięła się od rodziny.

Była Marta. Marty rodzice pracowali w Stanach Zjednoczonych. Marta miała zawsze mieszkanie tylko dla siebie. Marzyłam, żeby jak ona mieć tyle przestrzeni i wolności. Nosiła w kieszeniach pieniądze, ja co najwyżej drobniaki na gumę do żucia. Czasem do Marty zaglądali dziadkowie. Marta była grzeczna i miała dobre oceny.

Rodzice Marty się rozwiedli zostawiając jej wspólne mieszkanie. Marta wyszła za mąż, urodziła dzieci. Z mężem pili dużo alkoholu, brali narkotyki. Teraz są na odwyku, opieka społeczna przekazała potomstwo przyrodniemu bratu Marty.

tumblr_obzrgq46ta1vcdl4po1_1280

Znałam Krzyśka, Ewę, Anetę, Bartka, Marka, Asię, Marcina, Karola i wiele innych dzieci, wrzuconych w dorosłość w czasach, kiedy nie było podręczników wychowywania, komunikacji asertywnej, rodzicielstwa bliskości, zajęć montessori, terapii sensorycznej, ADHD, alkoholik to był żul pijący denaturat, a nie wracający krzywym krokiem tato.

Idealizacja lat 80-tych, 90-tych, często w memach pt. “a pamiętacie jak z kluczem na szyi rozbijaliśmy sobie kolana i nikt nie dzwonił po pogotowie” pomaga nam nie czuć się tak źle z tym, co widzieliśmy, wyprzeć kłótnie za ścianami, bite za bezsensowne “przewinienia” dzieci, agresywne dziesięciolatki męczące zwierzęta, gdy nie było pedagoga/ psychologa do pomocy, brak reakcji na samotność “eurosierot”.

Mówią nam “wyrośliśmy na ludzi”.

Na ludzi nieradzących sobie z życiem, albo wręcz przeciwnie- po trupach dążących do samospełnienia, ludzi zasilających kozetki psychologów, nie potrafiących pozostać dłużej w jednym związku, wybierających związki toksyczne i destrukcyjne, dających się pomiatać przez pracodawców, klientów, pomiatających innymi, których uważamy za mniej zaradnych, albo niżej niż my stojących na drabinie.

Ludzi niewrażliwych na piękno, przyrodę, literaturę, sztukę. Bo nie ma miejsca na te wartości, kiedy w środku ból i cierpienie. 

Na ludzi, dla których pieniądz kupuje szczęście, “haule”, wyprzedaże, musthavy, lacosty i najki zaklejają z ulgą dziury w sercach. 

Wracamy z sentymentem do tych fioletowych łokci i napojów z woreczka, żeby zapomnieć o pasie na tyłku za złe świadectwo. 

Woda

Mam na osiedlu dwie pływalnie. 

Jedna to taki mały aquapark, ze ślizgawką, pięcioma różnymi saunami, grotą solną, biczami, fontannami, solarium, laguną, siłką, cuda wianki, wodotryski.

Druga- oldschoolowy budynek wyłożony płytkami, sauna fińska, dżakuzi i to by było na tyle z wyposażenia.

Pierwsza tuż pod domem, do drugiej mam 15-20 minut na piechotę.

Tej pierwszej nienawidzę szczerze całym sercem.

Bywają tam pakersi ścigający się na torach, lalunie prężące biust na leżakach, chmary dzieci wrzeszczących na ślizgawkach. Pary uprawiające semi- sex pod wodą. 

Mój ulubiony basen odwiedzają ludzie “nieforemni”, starsi, w małych, przyzwoitych ilościach. Niezawadzający nikomu, pilnujący się na torach, mówiący dzień dobry i dziękuję w saunie. 

W saunie rozmawia się. Na przykład kiedyś Pan Włoch mieszkający w Polsce od dwudziestu lat opowiadał mi swoje przygody. Abo Pan Tirowiec radził w sprawie samochodu. Dziś słuchałam z przyjemnością wymiany zdań córki z ojcem, o tym jak minął im tydzień.

W saunie się milczy bez skrępowania.

Pod sztuczną palmą zostawia się ręcznik i wskakuje w bąbelki dżakuzi, gdzie moczymy tyłki niczym japońscy mafiozi w gorących źródłach.

54

Mam swoją rutynę. Najpierw sauna 10 minut, potem pływanie 10 minut i tak powtarzam dwa razy, po czym kończę w masażu wodnym. Po tym zabiegu czuję się “wyczyszczona” od środka. Całe napięcie, stres, wkurw, smutek, wszystko spływa z potem.

Zgubiłam kiedyś na tej pływalni pierścionek zaręczynowy. Odwiedzałam to miejsce z przyjaciółką, z siostrą, z żoną. Najczęściej sama, zostawiając telefon w domu, moment odcięcia.

W dzieciństwie, dwa razy w tygodniu mój dziadek prowadził mnie na basen. Ratownik, znajomy rodziców, uczył mnie pływać, a dziadek wychodził na zewnątrz, przez okno machał ręką, pamiętam jak go wypatrywałam, czy jest, czy patrzy jak nurkuję.

Czasem plotkował z paniami bileterkami, wszystkie nas znały.

Czasem w zastępstwie przychodziła babcia. Po wszystkim kupowała mi słodycze.

I przysięgam, że mimo, iż odeszli, ciągle wydaje mi się, że ich widzę za szybą.

Może to dziwne, kiedy pływalnia stanowi miejsce sentymentalne, ale nie ma nic głębiej relaksującego i odcinającego od świata, niż zanurzenie się w zachlorowanej wodzie.

Radio Nostalgia

Tu Radio Nostalgia. Nadajemy wiadomości sprzed dwudziestu lat. Gdy wszystko było piękniejsze, coca-cola taka zimna i pożywna, a reprezentacja pięknie nam grała.

Był taki odcinek South Park, gdzie pojawiły się jagódki- Member Berries. Namiętnie powtarzały: “Member Goonies?”, “Member Yoda?” itd. Osoby, które zjadły owoce, zamiast interesować się teraźniejszością, zagłębiały się w wyidealizowane obrazy przeszłości. Choroba pokolenia lat 80-tych i 90-tych.

Pamiętamy te wszystkie super rzeczy, to gorące lato, granie w gumę, kasety video, komiksy, te lody “prawdziwe”. Pewnie dużą część swojej popularności serial “Stranger Things” zawdzięcza właśnie tej najntinsowej tęsknocie.

26977d40094399-577242b8eee9c

Stawiamy pomniki wspomnieniom z prostej przyczyny: byliśmy młodzi i nie dotyczyły nas horrory zarabiania na życie, nawet bieda była malownicza, bo z perspektywy dziecka może nam się kojarzyć z tym, że dostaliśmy podróbkę Barbie, a nie z niezapłaconymi rachunkami. Nie wiedzieliśmy co to kredyt. Przed dorosłym się uciekało, przed szefem/ klientem nie możemy.

Bo w bandzie dzieciaków jest szczerość, naiwność, są proste relacje, a między dorosłymi lawirujemy, wstrzymujemy emocje, podejrzewamy. 
To nie jest tęsknota za napojem z foliowego woreczka, tylko za młodym ciałem i duchem, którym byliśmy. Chęć ucieczki przed dorosłością w świat prostych zasad, w zdrowie, w zabawę, w brak odpowiedzialności.

Powiem Wam, że świat mnie trochę przytłacza i ja też coraz częściej łykam taką jagódkę.