Już nigdy nie będzie takiego lata

Skończyło się gwałtownie i bez ostrzeżenia. Było jak z reklamy coca-coli. 

Jechałyśmy samochodem, wokół zielone, wieś kaszubska, z głośników Bogusław Linda recytował hymn do musztardy. Wszystko było tak nasycone latem, że bałam się utopić w tym krajobrazie.

Młodość, wino, kąpiel w jeziorze o zachodzie słońca, tak stereotypowa, że mogłaby być sceną z filmu konkursowego na Sundance Festival. W przyzwyczajonej do smogu głowie szumiało od nadmiaru tlenu, włosy pachniały dymem ogniska. Brakowało tylko kogoś z gitarą, albo bębenkiem.

Piękno lata jest cudowne, bo ulotne. Poczucie tego, że zaraz się skończy, że nie jest go dużo, pomaga mi wykorzystać każdą sekundę. Zwijam się z żalu kiedy muszę pracować, zamiast leżeć na kocu z książką pod moim ulubionym drzewem w parku. 

112

Nigdy nie poddawałam się sezonowym dołkom. Kiedy chlapa, łyso, pogoda jakby diabeł się powiesił, znajduję plusy: mogę bez wyrzutów sumienia kłębić się pod kocami z książką, robić maratony serialowe nie bojąc, że jakaś przygoda ucieka, bo nie chciało mi się wyjść z domu. 

Mam swoją strategię “skandynawską”, gdy nie myślę o tym, aby “przetrwać”, ale wykorzystać ten czas. Najwięcej na basen chodzę właśnie jesienią i zimą, jest to jedyne miejsce, gdzie możesz się rozebrać i wciąż będzie ciepło. W saunie robię sobie mini spa, wychodzę jak po wakacjach.

Może to głupio zabrzmi, jak rada cioci Władzi na imieninach- ubieram się ciepło. Siąpi, wieje, piździ, wkładam dodatkowy podkoszulek, wielgachny szalik, wełniane skarpety, nie sterczę wtedy na przystanku jak zmokła wrona. Szczerze mówiąc wolę nawet “modę” jesienno- zimową, bo mogę cokolwiek mam na sobie zakryć płaszczem, czapką, nie muszę się martwić, że akurat wychodzę do sklepu w górze od piżamy.

Czekam do Świąt. Od września słucham Christmas songs. Kiedyś byłam Grinchem, dużo zmieniło się, gdy poczułam, że rodzinne święta mogą być fajne i bez spiny, że można nie przegiąć z żarciem, niekoniecznie trzeba siedzieć jak za karę przy stole, że fajnie jest napić się wspólnie wina, pograć w planszówki, porzucać śniegiem.

A jak jest bardzo źle- kupujemy bilet do ciepłego na Ryana czy Wizza i lecimy na kilka dni. Odświeżenie natychmiastowe. 

Zima

Sama sobie nagrabiłam, wykrakałam i jestem chodzącym dowodem na to, że “uważaj czego sobie życzysz, bo się spełni” ma zastosowane w rzeczywistości.

Miałam kiedyś 20 lat i jakoś tak się stało, że pojechałam na Sylwestra do Paryża.

17

Pojechałam tam autokarem (błąd). Prawie bez pieniędzy (większy błąd). W dodatku z grupą kościelną (największy błąd. Aczkolwiek mieli fajne darmowe jedzenie w puszkach, np chilli con carne, w dodatku wydawali je ciepłe, załączali bułeczkę i masełko, nie ma więc co narzekać na kilkanaście godzin odśpiewywania “Barki” w ciągu podróży).

18

Wsiadałam do wehikułu w Białymstoku, wyjmując nogi z zasp śniegu po pas. Wysiadłam w deszczowym Paryżu, z zielonymi krzaczkami na skwerach, ptaszkami ćwierkającymi na placykach i deszczem o temperaturze 10 st. Celsjusza.
Nie muszę dodawać, że moja puchówka i kozaki były bardzo nie na miejscu w tym miejscu.

20

Mimo, że już wtedy byłam dawno po rewolucji wiary (w zasadzie “niewiary”), pomyślałam sobie- Boże, jeśli ci wariaci z autokaru jakimś cudem mają rację i istniejesz, to daj nam takie zimy.

Także tak, to przeze mnie, moja wina, to co się teraz dzieje. Tydzień śniegu wystarczy, a ja w ekstazie.

Druga część tego przydługiego wywodu to zima nad morzem. Miałam wystarczająco dużo szczęścia i sprytu aby się “wżenić” w trójmiejską rodzinę.

19

Niektórzy szukają partnera z pieniędzmi, koneksjami, dobrym posagiem, ja znalazłam żonę w Gdyni.

Każdy urlop mam zagospodarowany i z ulgą przyjmuję brak konieczności planowania noclegów pół roku przed wakacjami. 

Zimą Bałtyk kocham najbardziej. Mało ludzi, grzane piwo, wredne łabędzie. Czegóż chcieć więcej od życia?

21