Poczytaj mi mamo

-Po co ci głowa? 

-Jem niom.

Było już bardzo dużo utyskiwań na temat stanu czytelnictwa. Od takich trochę zabawnych (przynajmniej dla mnie) akcji typu “nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, po statystyki z horroru, mówiące o tym, że 80% Polaków z literatury to najbardziej ceni sobie memy i statusy internetowe (ale tylko poniżej 3 linijek).

Nie kupuję tłumaczeń, że ktoś “nie ma czasu”, albo jest zbyt zmęczony. Z czytaniem jest jak ze sportem, kiedy się zaniedbasz, pierwsze 2-3 treningi bolą jak skurwysyn. Ale gdy nie używasz organu- zanika z prędkością trudną do nadrobienia.

Masz czas chodzić po galerii (handlowej, bo przecież nie takiej ze sztuką). Masz czas oglądać piętnasty sezon serialu o smutnych dziewczynach albo rozkładających się zwłokach mordujących ludzi. Masz czas drugą godzinę przewijać stronę Zary w poszukiwaniu promocji. Masz czas plotkować na fejsie. Nie bądź hipokrytą- powiedz, że ci się nie chce.

Nie chce się bo to wysiłek, a trud wynika z tego, że nie “trenujesz”.

Można oczywiście czerpać wiedzę o świecie z nagłówków, bo po kliknięciu okazuje się, że “wyczerpałeś limit darmowych artykułów”, a przecież nie chce ci się teraz płacić za dostęp, więc “Szok i niedowierzanie” w tytule pozwalają ci wyrobić opinię.

Można o świecie nie wiedzieć nic. Można żyć bez znajomości historii wojny w Wietnamie, biografii Beksińskiego, nie wiedząc kto to Stasiuk, a Nike to marka obuwia a nie nagrody literackie.

dfac5f41003153-5795bd1faa458

Myślę, że to bardzo przyjemne życie, głupota i nieświadomość to 90% lekkiej i miłej egzystencji.

Z książkami jest też jak z jedzeniem. Na początku może i przyjemnie walnąć sobie fast fooda, ale kiedy rozsmakujesz się w śmierdzących serach, dobrym winie i ostrygach, to nie przełkniesz już maczka tak łatwo. Może na kacu po imprezie, albo podczas okresu w dresie, z pryszczem na twarzy.

Czasem zdarza mi się wrzucić taką “literacką golonkę” na ruszt, guilty pleasure, człowiek się zeszmaci i obiecuje, że nigdy więcej. Do następnego razu.

Czytanie może cię zmaltretować psychicznie. Wystawiasz się jak ofiara. Na przykład takie “Małe życie” Yanagihary to przeokropny szantaż emocjonalny. Albo się mu poddasz i spłyniesz łzami, albo rzucisz z wściekłością książką o ścianę.

Książka może cię wprowadzić w stan depresyjny, w stan beznadziei, jak wszystko co wydała na świat Swietłana Aleksiejewicz. 

Lektura może sprawić, że zmienisz zdanie na jakiś temat, może cię zrazić lub przekonać do różnych rzeczy. Może wywołać poczucie dyskomfortu. Możesz mieć gulę w gardle, możesz nie spać, jak ja po “Ciemno, prawie noc” Joanny Bator.

Możesz zmienić postrzeganie otaczającej cię rzeczywistości, zacząć zwracać uwagę na rzeczy, które dotąd były przezroczyste (polecam Springera).

Całkiem możliwe, że poczujesz się głupi, bo nie rozumiesz, albo nie nadążasz. 

Nigdy nie fetyszyzowałam druku, nie wąchałam roztoczy egzemplarzy z biblioteki, ani trującej chemii wprost z drukarni. Lubię jak sobie stoją na półkach, jest w tym satysfakcja zbieracza. Moje OCD nie pozwala mi porzucić książki nieskończonej i nawet, jeśli się męczę, to raczej doczytam. Nie mam wyrzutów, aby szmiry wystawić na śmietnik, nie widzę w książkach żadnej nietykalnej świętości.

Bez książek jednak, jak bez sztuki, można ślizgać się bezmyślnie po świecie, niczego nie rozumiejąc, nie pragnąc nawet dowiedzieć się, jaką historię kryją w sobie inni ludzie. Jak inaczej, niż poznając różne punkty widzenia, różne wrażliwości, światy, można wykształcić w sobie krytyczny umysł zdolny do jakiejkolwiek refleksji?

Leave your comment